Uważam Polskę za cudowne miejsce? Tak. Krytykuję ją? Tak, bo mi zależy
Uważam Polskę za cudowne miejsce? Tak. Krytykuję ją? Tak, bo mi zależy Fot. Dominik_Spalek / Shutterstock / Montaż: InnPoland.pl

Kiedy wracam z urlopu w Hiszpanii czy wyjazdu do Wielkiej Brytanii, uświadamiam sobie prostą prawdę: w Polsce żyje się po prostu wygodnie i bezpiecznie. Tyle że im bardziej nasza codzienność przypomina zachodni sen, tym dotkliwiej uwierają mnie lokalne wiejskie wojny, hałas w kurortach i urzędnicze prowizorki.

REKLAMA

Zagraniczne media od miesięcy piszą o polskim cudzie gospodarczym, nowoczesnej infrastrukturze i rosnącej potędze w Europie. Wracając z zagranicy, nie czujemy, że lądujemy w gorszym świecie. Wręcz przeciwnie: wjeżdżamy do kraju, który w wielu obszarach wyprzedził zachodnie metropolie i państwa. Czy umiemy to docenić?

Zachód zachwyca się Polską, a my złościmy się na drobiazgi?

Narzekamy na opóźnienia PKP i wieczny remont na osiedlu, ale spójrzmy na Polskę oczami obcokrajowca. Mamy jedne z najnowocześniejszych dróg w Europie, cyfryzację usług na poziomie niedostępnym w Niemczech czy Wielkiej Brytanii i poziom bezpieczeństwa, którego zazdroszczą nam Paryżanie i Londyńczycy.

Kiedyś wyjazd "na Zachód" był wyprawą do cywilizacyjnego raju. Do miejsca, gdzie drogi były proste, w sklepach uginały się półki, pociągi przyjeżdżały co do sekundy, a w powietrzu czuć było zapach wielkiego świata. Wracając do Polski, człowiek lądował na "starych śmieciach" z poczuciem cywilizacyjnego awansu, którego doświadczył przez parę tygodni za granicą.

Dziś ten scenariusz brzmi jak ponury żart z poprzedniej epoki. Wracając z Londynu, Paryża, Brukseli czy Rzymu do Warszawy, Wrocławia, Gdańska czy Poznania, nikt już nie czuje, że wraca do "gorszego świata". Wręcz przeciwnie – wracamy do czystych, bezpiecznych miast, gdzie zapłacisz za wszystko telefonem w trzy sekundy, paczkę odbierzesz z paczkomatu o drugiej w nocy, a na autostradzie nie musisz omijać dziur wielkości leja po bombie.

I to nie jest tylko nasza subiektywna obserwacja. Zauważył to cały świat.

Przegląd światowych nagłówków. Od "komunistycznej ruiny" do "nowej potęgi"

Światowa prasa od kilkunastu miesięcy przeżywa prawdziwy zachwyt Polską. To nie są pojedyncze, przypadkowe wzmianki w branżowych biuletynach, ale czołowe teksty w najważniejszych dziennikach i tygodnikach globu.

  • "The Telegraph" (Wielka Brytania): "Polska przebyła drogę od komunistycznej ruiny do rosnącej potęgi Europy". Brytyjski dziennik pisze wprost, że polskie dochody gospodarstw domowych wkrótce wyprzedzą te w Wielkiej Brytanii, a Wałęsowa przepowiednia o "drugiej Japonii" staje się faktem na naszych oczach.
  • "The Economist" (Wielka Brytania): "Najbardziej przeoczana potęga gospodarcza i militarna Europy". Tygodnik umieścił Polskę w ścisłej dziesiątce najlepszych gospodarek świata, podkreślając nieprzerwany wzrost PKB i fenomenalną elastyczność naszego rynku.
  • "Le Monde" (Francja): "Polska nowym kluczowym graczem w Europie". Francuzi zauważają, że środek ciężkości europejskiej geopolityki przesuwa się na Wschód, a Warszawa wyrasta na głównego rozgrywającego w regionie.
  • "Le Figaro" (Francja): "Model sprawnie działającej demokracji i rosnącej gospodarki". Gazeta prognozuje, że Polska wkrótce stanie się czwartą co do wielkości gospodarką UE, wyprzedzając m.in. Hiszpanię i Holandię.
  • "Die Welt" (Niemcy): "Pod względem dobrobytu nasz sąsiad jest coraz bliżej Niemiec". Niemiecki dziennik z podziwem pisze o tym, jak Polacy wykorzystali fundusze unijne na modernizację infrastruktury.
  • "The Spectator" (Wielka Brytania): "Polski cud gospodarczy". Magazyn zachwyca się tym, że Polska potrafiła wybudować nowoczesne państwo, zachowując niezwykłą spójność społeczną.
  • "El Economista" (Hiszpania): "Polski cud gospodarczy: jak stała się jedną z lokomotyw eksportowych Europy". Hiszpanie wskazują na naszą kulturę pracy, edukację i innowacyjność.
  • Do tego dochodzą setki, jeśli nie tysiące filmów i opinii w mediach społecznościowych, w których turyści odkrywają, że u nas niedźwiedzie nie chodzą po ulicach i jest jakby luksusowo.

    Zanim jednak damy się ponieść, warto spojrzeć na twarde dane Eurostatu. Pytanie, czy Polska jest w gospodarczej elicie, skoro G20 daleko, a do "top 5" w UE brakuje dwa razy tyle, jest jak najbardziej zasadne. Nasz udział w unijnym PKB to wciąż niespełna 5 proc., czyli niemal dwukrotnie mniej niż hiszpański, który rzekomo "wyprzedziliśmy".

    Za co świat nas najbardziej chwali?

    Gdy przeanalizuje się te wszystkie publikacje, wyłaniają się cztery główne filary zachodniego podziwu:

  • Gospodarka: niewiarygodny skok PKB, brak recesji, spadek nierówności, drapieżne polskie firmy (InPost, CD Projekt Red).
  • Infrastruktura: wykorzystanie środków UE do budowy dróg, kolei i transportu publicznego XXI wieku.
  • Bezpieczeństwo: czyste miasta, znikoma przestępczość uliczna, brak stref "no-go" znanych z Zachodu.
  • Cyfryzacja: płatności bezgotówkowe, e-administracja oraz etos pracy i innowacyjność młodych.
  • To, do czego przywykliśmy i czego nie doceniamy

    Polacy mają unikalną cechę: genialnie potrafią narzekać na własne państwo. Tymczasem codzienne życie w Polsce oferuje standardy, o których mieszkańcy wielu zachodnich państw mogą tylko pomarzyć.

    Polskie drogi są wybitne

    Narzekamy na odcinkowe pomiary prędkości i wieczne remonty, ale sieć autostrad i dróg ekspresowych w Polsce należy do najnowocześniejszych i najbardziej komfortowych w całej Europie. Jazda polską eską to przepaść w porównaniu z wyboistymi, wiecznie zakorkowanymi trasami w Wielkiej Brytanii czy starszymi odcinkami niemieckich autobahnów. I ta sieć wciąż rośnie – właśnie oddano do ruchu odcinek S19 Deniski–Hacki, nowy fragment Via Carpatii, która docelowo połączy Litwę z Grecją.

    Pociągi i transport miejski

    Owszem, PKP potrafi się spóźnić, a na torach zdarzają się awarie – tegoroczny paraliż PKP przez upały pokazał to boleśnie. Ale jeśli porównamy polskie, czyste, ciche Pendolino czy Flirty z klimatyzacją i wi-fi do drogich, niepięknych i nieustannie odwoływanych pociągów w UK czy szwankującej Deutsche Bahn, nasza kolej wygląda po prostu świetnie. O nowiutkich tramwajach czy warszawskim metrze nawet nie wspominając.

    Bezpieczeństwo na ulicach

    To jest nasz absolutny, bezcenny skarb. Spacer po centrum polskiego miasta o drugiej w nocy z telefonem w ręku jest czymś całkowicie naturalnym. W Londynie, Paryżu, Brukseli czy wielu miastach USA taka beztroska bywa proszeniem się o kłopoty.

    Wygoda codzienności

    Płacenie BLIK-iem, e-recepty w telefonie, aplikacja mObywatel, paczkomaty na każdym rogu, załatwianie spraw urzędowych przez profil zaufany. Cyfrowa infrastruktura w Polsce bije na głowę skansen papierowej biurokracji i czeków bankowych, jaki wciąż straszy w Niemczech czy Francji. Choć i tu potrafimy się potknąć – gdy mDowód nie działa, miliony ludzi zostają nagle bez dokumentu, a to najlepszy dowód na to, jak bardzo już się do tej wygody przyzwyczailiśmy.

    Żeby nie przedawkować słodyczy. Co wciąż musimy poprawić?

    Rzetelny obraz wymaga chłodnego spojrzenia. Polska nie jest rajem bez skazy, a zachodnie media publikują też ostrzeżenia:

  • Katastrofa demograficzna: współczynnik dzietności na poziomie 1,1–1,2 to prosta droga do skurczenia się siły roboczej i załamania systemu emerytalnego w ciągu najbliższych dekad.
  • Kryzys mieszkaniowy: ceny mieszkań i koszty najmu w stosunku do zarobków młodych ludzi wciąż są zaporowe.
  • Jakość powietrza i ekologia: choć Kraków czy Warszawa zrobiły gigantyczny krok w walce ze smogiem, zimowy sezon grzewczy w mniejszych miejscowościach nadal bywa koszmarem.
  • Polaryzacja polityczna i jakość instytucji: nasze "wojny plemienne" i niestabilność prawa potrafią odstraszać długoterminowy kapitał i psuć krew obywatelom.
  • Do tej listy dopisałbym jeszcze kulturę wspólnej przestrzeni. Nie bez powodu hałas na wakacjach stał się tematem numer jeden w nadmorskich kurortach – dudniące głośniki na plaży to dokładnie ten koślawy kleks na skądinąd ładnym obrazie.

    Dlaczego krytykujemy? Bo znamy wartość Polski

    I tu dochodzimy do sedna sprawy. Kiedy wracam do Polski z zagranicy, nie mam poczucia powrotu do "zaścianka". Wracam do domu, w którym życie w wielu aspektach jest po prostu spokojniejsze, wygodniejsze, bezpieczniejsze i przyjemniejsze niż na "bogatym" Zachodzie.

    I właśnie dlatego tak bardzo bolą te wszystkie nasze grzeszki. Dlatego tak irytuje rolnik orzący nową drogę pod Gliwicami, dźwiękowy smog nad morzem, polityczna amatorszczyzna z SMS-ami o myśliwcach czy szarpanina w mediach.

    Nie krytykuję Polski z pogardy czy kompleksów. Krytykuję ją z miłości i zniecierpliwienia. Widzę, jak niewiele brakuje nam do ideału i jak wspaniałym krajem się staliśmy. Skoro potrafiliśmy wybudować nowoczesną gospodarkę, nowoczesne drogi i bezpieczne miasta, to tym bardziej uwiera mnie, gdy na tym pięknym obrazie ktoś wciąż stawia koślawe kleksy.

    Czas wreszcie pozbyć się dawnych kompleksów, docenić to, co zbudowaliśmy, i wyczyścić z naszego życia te ostatnie drobne absurdy. Bo zasługujemy na to, by w pełni cieszyć się własnym sukcesem.