
Kiedy wracam z urlopu w Hiszpanii czy wyjazdu do Wielkiej Brytanii, uświadamiam sobie prostą prawdę: w Polsce żyje się po prostu wygodnie i bezpiecznie. Tyle że im bardziej nasza codzienność przypomina zachodni sen, tym dotkliwiej uwierają mnie lokalne wiejskie wojny, hałas w kurortach i urzędnicze prowizorki.
Zagraniczne media od miesięcy piszą o polskim cudzie gospodarczym, nowoczesnej infrastrukturze i rosnącej potędze w Europie. Wracając z zagranicy, nie czujemy, że lądujemy w gorszym świecie. Wręcz przeciwnie: wjeżdżamy do kraju, który w wielu obszarach wyprzedził zachodnie metropolie i państwa. Czy umiemy to docenić?
Zachód zachwyca się Polską, a my złościmy się na drobiazgi?
Narzekamy na opóźnienia PKP i wieczny remont na osiedlu, ale spójrzmy na Polskę oczami obcokrajowca. Mamy jedne z najnowocześniejszych dróg w Europie, cyfryzację usług na poziomie niedostępnym w Niemczech czy Wielkiej Brytanii i poziom bezpieczeństwa, którego zazdroszczą nam Paryżanie i Londyńczycy.
Kiedyś wyjazd "na Zachód" był wyprawą do cywilizacyjnego raju. Do miejsca, gdzie drogi były proste, w sklepach uginały się półki, pociągi przyjeżdżały co do sekundy, a w powietrzu czuć było zapach wielkiego świata. Wracając do Polski, człowiek lądował na "starych śmieciach" z poczuciem cywilizacyjnego awansu, którego doświadczył przez parę tygodni za granicą.
Dziś ten scenariusz brzmi jak ponury żart z poprzedniej epoki. Wracając z Londynu, Paryża, Brukseli czy Rzymu do Warszawy, Wrocławia, Gdańska czy Poznania, nikt już nie czuje, że wraca do "gorszego świata". Wręcz przeciwnie – wracamy do czystych, bezpiecznych miast, gdzie zapłacisz za wszystko telefonem w trzy sekundy, paczkę odbierzesz z paczkomatu o drugiej w nocy, a na autostradzie nie musisz omijać dziur wielkości leja po bombie.
I to nie jest tylko nasza subiektywna obserwacja. Zauważył to cały świat.
Przegląd światowych nagłówków. Od "komunistycznej ruiny" do "nowej potęgi"
Światowa prasa od kilkunastu miesięcy przeżywa prawdziwy zachwyt Polską. To nie są pojedyncze, przypadkowe wzmianki w branżowych biuletynach, ale czołowe teksty w najważniejszych dziennikach i tygodnikach globu.
Do tego dochodzą setki, jeśli nie tysiące filmów i opinii w mediach społecznościowych, w których turyści odkrywają, że u nas niedźwiedzie nie chodzą po ulicach i jest jakby luksusowo.
Zobacz także
Zanim jednak damy się ponieść, warto spojrzeć na twarde dane Eurostatu. Pytanie, czy Polska jest w gospodarczej elicie, skoro G20 daleko, a do "top 5" w UE brakuje dwa razy tyle, jest jak najbardziej zasadne. Nasz udział w unijnym PKB to wciąż niespełna 5 proc., czyli niemal dwukrotnie mniej niż hiszpański, który rzekomo "wyprzedziliśmy".
Za co świat nas najbardziej chwali?
Gdy przeanalizuje się te wszystkie publikacje, wyłaniają się cztery główne filary zachodniego podziwu:
To, do czego przywykliśmy i czego nie doceniamy
Polacy mają unikalną cechę: genialnie potrafią narzekać na własne państwo. Tymczasem codzienne życie w Polsce oferuje standardy, o których mieszkańcy wielu zachodnich państw mogą tylko pomarzyć.
Polskie drogi są wybitne
Narzekamy na odcinkowe pomiary prędkości i wieczne remonty, ale sieć autostrad i dróg ekspresowych w Polsce należy do najnowocześniejszych i najbardziej komfortowych w całej Europie. Jazda polską eską to przepaść w porównaniu z wyboistymi, wiecznie zakorkowanymi trasami w Wielkiej Brytanii czy starszymi odcinkami niemieckich autobahnów. I ta sieć wciąż rośnie – właśnie oddano do ruchu odcinek S19 Deniski–Hacki, nowy fragment Via Carpatii, która docelowo połączy Litwę z Grecją.
Pociągi i transport miejski
Owszem, PKP potrafi się spóźnić, a na torach zdarzają się awarie – tegoroczny paraliż PKP przez upały pokazał to boleśnie. Ale jeśli porównamy polskie, czyste, ciche Pendolino czy Flirty z klimatyzacją i wi-fi do drogich, niepięknych i nieustannie odwoływanych pociągów w UK czy szwankującej Deutsche Bahn, nasza kolej wygląda po prostu świetnie. O nowiutkich tramwajach czy warszawskim metrze nawet nie wspominając.
Bezpieczeństwo na ulicach
To jest nasz absolutny, bezcenny skarb. Spacer po centrum polskiego miasta o drugiej w nocy z telefonem w ręku jest czymś całkowicie naturalnym. W Londynie, Paryżu, Brukseli czy wielu miastach USA taka beztroska bywa proszeniem się o kłopoty.
Wygoda codzienności
Płacenie BLIK-iem, e-recepty w telefonie, aplikacja mObywatel, paczkomaty na każdym rogu, załatwianie spraw urzędowych przez profil zaufany. Cyfrowa infrastruktura w Polsce bije na głowę skansen papierowej biurokracji i czeków bankowych, jaki wciąż straszy w Niemczech czy Francji. Choć i tu potrafimy się potknąć – gdy mDowód nie działa, miliony ludzi zostają nagle bez dokumentu, a to najlepszy dowód na to, jak bardzo już się do tej wygody przyzwyczailiśmy.
Żeby nie przedawkować słodyczy. Co wciąż musimy poprawić?
Rzetelny obraz wymaga chłodnego spojrzenia. Polska nie jest rajem bez skazy, a zachodnie media publikują też ostrzeżenia:
Do tej listy dopisałbym jeszcze kulturę wspólnej przestrzeni. Nie bez powodu hałas na wakacjach stał się tematem numer jeden w nadmorskich kurortach – dudniące głośniki na plaży to dokładnie ten koślawy kleks na skądinąd ładnym obrazie.
Dlaczego krytykujemy? Bo znamy wartość Polski
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Kiedy wracam do Polski z zagranicy, nie mam poczucia powrotu do "zaścianka". Wracam do domu, w którym życie w wielu aspektach jest po prostu spokojniejsze, wygodniejsze, bezpieczniejsze i przyjemniejsze niż na "bogatym" Zachodzie.
I właśnie dlatego tak bardzo bolą te wszystkie nasze grzeszki. Dlatego tak irytuje rolnik orzący nową drogę pod Gliwicami, dźwiękowy smog nad morzem, polityczna amatorszczyzna z SMS-ami o myśliwcach czy szarpanina w mediach.
Nie krytykuję Polski z pogardy czy kompleksów. Krytykuję ją z miłości i zniecierpliwienia. Widzę, jak niewiele brakuje nam do ideału i jak wspaniałym krajem się staliśmy. Skoro potrafiliśmy wybudować nowoczesną gospodarkę, nowoczesne drogi i bezpieczne miasta, to tym bardziej uwiera mnie, gdy na tym pięknym obrazie ktoś wciąż stawia koślawe kleksy.
Czas wreszcie pozbyć się dawnych kompleksów, docenić to, co zbudowaliśmy, i wyczyścić z naszego życia te ostatnie drobne absurdy. Bo zasługujemy na to, by w pełni cieszyć się własnym sukcesem.






