Balansujący pracownicy i zabierane krzesła.
Polscy pracownicy galerii handlowych walczą o prawo do siadania w pracy. Rząd obiecywał w lutym, że coś z tym zrobi. Fot. Roman Samborskyi/Shutterstock/kompozycja własna

Dla klientów galeria handlowa może być miejscem relaksu. Dla pracowników sieciówek bywa miejscem cichych tortur. Wszystko przez zakaz siadania, który egzekwuje kierownictwo sklepów i salonów usługowych. Nie ma mowy o krzesłach, a niedozwolone jest nawet oparcie się o ścianę. Tymczasem po ośmiu godzinach na stojąco człowiek czuje ból. A jeśli musi stać przez pięć dni w tygodniu, cztery tygodnie w miesiącu, zaczyna podupadać na zdrowiu. Dla pracodawców nie jest to jednak żaden argument. Pracownicy muszą stać nawet wtedy, gdy nie ma klientów. A gdy klient przyjdzie, witać go z uśmiechem mimo bólu.

REKLAMA

Jeśli nie masz zawodowej styczności z branżą możesz o tym nie wiedzieć. O ile kasjerzy w dyskontach standardowo posiadają krzesła, o tyle w sieciowych sklepach i salonach w galeriach handlowych często trzeba stać od rana do wieczora. Do humanitarnego podejścia takich pracodawców nie skłania nawet prawo.

1. Przy wykonywaniu pracy niewymagającej stale pozycji stojącej należy zapewnić pracownikom możliwość siedzenia. 2. Przy wykonywaniu pracy wymagającej stale pozycji stojącej lub chodzenia należy zapewnić pracownikom możliwość odpoczynku w pobliżu miejsca pracy w pozycji siedzącej. 3. Siedziska powinny spełniać wymagania Polskich Norm.

Rozporządzenie Ministra Pracy z 26 września 1997 r. ws. ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy

§ 49 Obowiązek zapewnienia pracownikom możliwości siedzenia lub odpoczynku w pozycji siedzącej

Pracodawcy, którzy wprost zakazują pracownikom siadania, a nawet potrafią odebrać prywatnie załatwione krzesła, podają jeden powód: wizerunkowy. Podobno siedzący pracownik źle wygląda w oczach klienta. Dlatego sprzedawczyni lub sprzedawca ma stać: 8, a nawet 12 godzin dziennie.

"Kręgosłup jak wylotówka z Warszawy na Częstochowę"

Moja pierwsza rozmówczyni (nazwijmy ją Małgosia, imię zmienione na jej prośbę) pracuje na stojąco w galeriach handlowych od 20 lat. Obecnie jest zatrudniona w znanej sieciowej perfumerii.

Chcę się dowiedzieć, jak to znosi. Mój prywatny rekord stania po osiem godzin bez przerwy wynosi trzy dni podczas wolontariatu na wydarzeniach kulturalnych. Doskonale pamiętam, jaki ból sprawia to ciału. Wizja spędzenia w ten sposób dwóch dekad budzi więc prawdziwy niepokój. Małgosia szybko podsuwa mi plastyczny obraz:

– Mój kręgosłup po 20 latach wygląda jak wylotówka z Warszawy na Częstochowę.

Kobieta cierpi z powodu chronicznego bólu wywołanego złymi warunkami pracy. Po całym dniu stania w perfumerii bolą ją stawy kolanowe, biodra i odcinek lędźwiowy. Jak przyznaje, jej staż pracy jest ewenementem. W branży panuje gigantyczna rotacja, którą kobieta bez ogródek przyrównuje do "naturalnej selekcji".

Zmiany Małgosi trwają po 8, a czasem nawet i 12 godzin, z jedną 30-minutową przerwą. To zdecydowanie za mało, by dać odpocząć kręgosłupowi. Wiele osób po prostu nie daje rady i odchodzi. To codzienność w galeriach handlowych.

– W naturalny sposób pozbywają się starszych pracowników, tych którzy mają większą nadwagę, czy są wręcz otyli. Czy widział pan kiedykolwiek w galeriach handlowych bądź sklepach takie osoby? Raczej nie. No chyba, że już po prostu sytuacja życiowa na tyle je przymusi, że muszą wziąć taką pracę – mówi Małgosia.

W ogłoszeniach o pracę salony znanych marek nie piszą o tym, że przetrwają najsilniejsi. W końcu jest zakaz dyskryminacji. Zakaz siadania sprawia, że sieciówki pozbywają się "słabszych" lub "zużytych" pracowników po cichu. Do listy osób, które nie wytrzymają pracy z zakazem siadania, można dodać każdą osobę, która zmaga się z kontuzją, zwyrodnieniem czy jakąkolwiek wadą, która utrudnia wielogodzinne stanie.

Był taki moment, gdy Małgosia podjęła walkę z zakazem siadania. Gdy pracowała w innym sklepie, którego kierownictwo także nakazywało sprzedawcom stać przez cały dzień, złożyła skargę do Państwowej Inspekcji Pracy. Po interwencji PIP krzesła dla ekspedientek wreszcie się pojawiły – i to mimo oporów władz obiektu twierdzących, że "krzesła nie wpisują dobrze w krajobraz, a siedzący pracownicy psują wizerunek galerii".

W drogerii znanej sieci, w której Małgosia pracuje teraz, zakaz siadania tłumaczony jest niemal identycznie. Gdy pytam, dlaczego znowu nie złożyła skargi do PIP, rozmówczyni InnPoland odpowiada krótko:

– Sama mam się skarżyć?

Na zmianie pracuje z nią 20–30 osób, głównie młodych dziewcząt. Kiedy nie mogą znieść bólu wywołanego ciągłym staniem, zamiast się skrzyknąć po prostu zmieniają pracę. Może słyszały o tym, jak kończyła się walka o prawo do tego, by usiąść w trakcie pracy. Koleżanki Małgosi, które protestowały przeciwko zakazowi siadania i żądały wyposażenia sklepu w krzesła, zazwyczaj szybko kończyły karierę w drogerii.

Pracownicy galerii handlowej są narażeni na ciągły ból. Siadają w ukryciu na kartonach

Beata i Jarek (imiona zmienione) są małżeństwem trzydziestolatków. Przy obiedzie regularnie powraca u nich jeden temat: potworny ból nóg po pracy w galerii handlowej. Ona pracowała przez kilka lat w salonie optycznym znanej marki. On na te wakacje zatrudnił się w równie znanym sklepie, który sprzedaje między innymi odzież.

Jarek od września ma inne plany zawodowe, ale nawet gdyby chciał, nie mógłby zostać w handlu na dłużej. Problemy z kolanami oraz wada kręgosłupa sprawiają, że na dłuższą metę nie da rady pracować w sklepie, w którym sprzedawcom nie wolno siadać. Pytam, dlaczego w ogóle się zdecydował na to zajęcie.

– Traktuję to jako dorywczą pracę. Ja tam przeżyję. Ale mam w pracy osoby ze stażem po kilka lat – przyznaje.

Miejsc do siedzenia w sklepie w ogóle nie ma, więc załoga wypracowała własne sposoby, by dać odpocząć umęczonym nogom – pracownicy siadają na kartonach podczas rozładunku towaru. Trochę ulgi przynosi im też poruszanie się, które pomaga rozchodzić ścierpnięte nogi. Jarek w samym sklepie robi około 11 tysięcy kroków dziennie.

Jego żona miała mniej szczęścia. Pracowała kilka lat w ciasnym salonie optycznym, gdzie zakazano jej siadania, a także opierania się o ścianę nawet wtedy, gdy w środku nie było ani jednego klienta. Powód? Dbanie o wizerunek firmy i profesjonalną prezencję.

Kasę zamontowano tak wysoko, że do pracy na siedząco potrzebny byłby stołek barowy. Beata zaproponowała wprowadzenie takiego rozwiązania, jednak zarząd nie wyraził zgody. Kobieta próbowała walczyć o krzesło w pracy razem z koleżanką po pięćdziesiątce, która skarżyła się na przewlekły ból bioder i kolan.

– Jej ból nie był dla zarządu żadnym argumentem – relacjonuje Beata. – Tłumaczyli, że przecież mamy pomieszczenie socjalne i 15 minut na odpoczynek. Ale pomieszczenie socjalne to był jednocześnie gabinet, gdzie robi się klientom badania wzroku. Nawet jeśli mogłybyśmy tam pójść raz na dwie godziny, to guzik to dawało. Szczególnie, że często jedna z nas zostawała sama i nie mogła opuścić stanowiska – tłumaczy rozmówczyni InnPoland.

Mimo młodego wieku i drobnej postury (170 cm wzrostu, 51 kg wagi), po rozpoczęciu pracy w galerii handlowej Beata szybko trafiła do lekarza z halluksami i bólem pleców. Nie pomagało nawet najbardziej wygodne obuwie. Lekarz ocenił, że stojące warunki pracy nadmiernie obciążają kręgosłup Beaty. Objawy chorobowe ustąpiły dopiero wtedy, gdy znalazła zatrudnienie w innej branży: gdzie wolno jej było usiąść.

Beata do dziś dobrze pamięta jednak, jak się czuła w tamtych latach. – Jak już miałam dzień wolny, to nie byłam w stanie normalnie funkcjonować – wspomina.

W salonie optycznym wszystko trzeba było robić na stojąco, łącznie ze sprawdzaniem poczty e-mail. Młodsza koleżanka Beaty, z powodu dolegliwości kręgosłupa wywołanych pracą z zakazem siadania, niemal musiała porzucić swoją życiową pasję: taniec.

Mąż Beaty nie kryje irytacji.

– To jest uspołecznianie kosztów pracy. Zarząd, zamiast oferować krzesła pracownikom, może sobie przyznawać nagrody za to, że na nich oszczędza. Za to zwyrodnienie kręgosłupa, jakiego sprzedawca nabawi się w ciągu 10-15 lat pracy z zakazem siadania, to będzie już problem i koszt dla społeczeństwa – zauważa gorzko Jarek.

Polaku, radź sobie sam?

Oddolne inicjatywy nie przyniosły zmian w egzekwowaniu prawa – przynajmniej na razie. W sieci można podpisywać się pod petycją autorstwa Wiktorii Skrockiej, mającą na celu zniesienie zakazu siadania w sieciówkach. Zbiórka uruchomiona w grudniu 2025 roku zebrała dotąd ponad 1300 podpisów z zakładanych 2500. Załączone komentarze pokazują skalę bezduszności i stałej inwigilacji pracowników w galeriach handlowych:

  • "Mieliśmy zakaz siadania za kasą nawet jak nie było ruchu. Nawet kiedy miałam skręcony staw i but ortopedyczny, musiałam stać 12 godzin"
  • "20 minut przerwy na 8-12 godzin. Cała reszta to stanie i chodzenie. Na pół etatu robiłam 15 tys. kroków, na pełnym 30 tys."
  • "W dużych sieciówkach nie wolno siadać NIGDZIE – ani przy kasie, ani na sali. Kierownicy sprawdzają to na kamerach"
  • "Pracowałam 13 godzin w sklepie odzieżowym. Nie wolno było siadać ani nawet oprzeć się o ladę. Jak tylko się oparłam, od razu był telefon z kamer"
  • "W wielu markach trzeba chodzić z jednym wieszakiem po sklepie, żeby wyglądać na ‘zajętą’, bo stanie jest zakazane".
  • Mijają miesiące i lata, a temat dopiero przebija się do opinii publicznej. Tymczasem rośnie liczba osób zatrudnionych w handlu, które przez zakaz siadania w pracy straciły zdrowie.

    Zakaz siadania w sklepach w galeriach handlowych. Co robi z tym rząd?

    Nadzieja na zmiany pojawiła się w lutym 2026 roku. Posłanka Partii Razem Marta Stożek złożyła w Sejmie interpelację dotyczącą zakazu siadania dla pracowników sieci handlowych.

    W odpowiedzi ministra rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk stwierdziła, że samo wyznaczenie pomieszczenia socjalnego i przerwy nie wyczerpuje obowiązków pracodawcy, który powinien zapewnić pracownikowi możliwość odpoczynku w pozycji siedzącej w pobliżu stanowiska pracy.

    Resort zdrowia też nie ma wątpliwości: wielogodzinna praca na stojąco szkodzi zdrowiu, a krzesła dla pracowników są niezbędne.

    A więc gdzie są te krzesła? Nigdzie. Centralny Instytut Ochrony Pracy (CIOP), który zajmuje się bezpieczeństwem i higieną pracy, uważa, że przepis wspomnianego na początku rozporządzenia mówiący o "możliwości odpoczynku w pobliżu miejsca pracy w pozycji siedzącej" nie jest wystarczająco precyzyjny.

    Od tamtej pory w sprawie panuje głucha cisza. I choć art. 49 rzeczywiście brzmi ogólnie, ta sama instytucja nie ma żadnego problemu z tworzeniem szczegółowych wytycznych poświęconych ochronie pracowników przed… nadmiernym siedzeniem. Pracownicy biurowi mogą liczyć na kompleksowe wsparcie, pracownicy handlu – znacznie mniej.

    Może to właśnie przez brak precyzyjnej definicji rządzący nie mogą usiąść i rozwiązać tego problemu.

    Sonda

    Czy wiedziałaś(-eś) o zakazie siadania dla pracowników sieciówek?

    0 odpowiedzi