siwy mężczyzna pracuje przy komputerze
36 lat na rynku i do widzenia. Uciekamy na emeryturę najszybciej w Europie Fot. TheStandingDesk / Unsplash

Powielanie mitu o Polakach spędzających całe życie w pracy jest bezsensowne. Wujęciu tygodniowym tyramy ponad normę, o tyle w skali całego życia uciekamy z rynku jedni z pierwszych w UE. Polak przepracuje w życiu średnio o 4–5 lat mniej niż Niemiec czy Szwed, a mimo to nasz kraj bije rekordy wydajności.

REKLAMA

Jak to możliwe, że polska gospodarka od dekad nadrabia dystans do Zachodu, skoro pod względem całkowitej długości życia zawodowego szorujemy po dnie Unii Europejskiej? Mało kto zdaje sobie sprawę z tego paradoksu: Polak przepracuje w życiu średnio o 4–5 lat mniej niż Niemiec czy Szwed, a mimo to nasz kraj bije rekordy wydajności.

Pracujemy najkrócej w UE, a gospodarka prze do przodu

Dziwię się każdemu, kto wciąż powiela mit o Polakach spędzających całe życie w pracy. O ile w ujęciu tygodniowym tyramy ponad normę, o tyle w skali całego życia uciekamy z rynku jedni z pierwszych w UE. Prześwietlamy raport Jędrzeja Lubasińskiego z Polskiego Instytutu Ekonomincznego i sprawdzamy, dlaczego zdrowi, 60-letni Polacy znikają z firm, podczas gdy Holendrzy pracują ponad 40 lat.

W powszechnym przekonaniu Polacy to jeden z najbardziej zapracowanych narodów w Europie. I w ujęciu tygodniowym rzeczywiście tak jest – spędzamy w zakładach pracy, biurach i na budowach więcej godzin niż większość naszych zachodnich sąsiadów.

Jednak gdy spojrzymy na pracę nie przez pryzmat jednego miesiąca, ale całego ludzkiego życia, wyłania się obraz, który wprawia ekonomistów w osłupienie. Najnowsze dane Eurostatu (przeanalizowane przez Jędrzeja Lubasińskiego) pokazują, że Polska znajduje się na szarym końcu Unii Europejskiej pod względem oczekiwanej długości życia zawodowego.

I tu rodzi się gigantyczna zagadka: jak to możliwe, że kraj, w którym obywatel spędza na rynku pracy średnio zaledwie 36 lat, od dekad utrzymuje wysokie tempo wzrostu gospodarczego i bije rekordy wydajności?

Szary koniec Europy. Kto pracuje dłużej od nas?

Osoba, która ukończyła w Polsce 15. rok życia w 2025 roku, spędzi na rynku pracy (aktywnie pracując lub szukając zatrudnienia) średnio dokładnie 36 lat. To wynik aż o 1,5 roku niższy od średniej dla całej Unii Europejskiej (37,5 roku). Z tym rezultatem zajmujemy jedno z najniższych miejsc w całej wspólnocie.

Oczekiwana długość życia zawodowego w UE (dane Eurostat):

  • Holandia, Szwecja, Dania, Niemcy, Finlandia: ponad 40 lat
  • Średnia Unii Europejskiej: 37,5 roku
  • Polska: 36,0 lat (7–8. najniższy wynik w całej UE)
  • Podczas gdy Niemiec, Holender czy Duńczyk pracuje w ciągu swojego życia ponad 40 lat, przeciętny Polak "znika" z rynku pracy o 4 do 5 lat szybciej! Wyprzedzamy jedynie takie kraje jak Rumunia, Włochy, Bułgaria, Grecja, Chorwacja, Belgia czy Luksemburg. Ten problem widać wyraźnie w prognozach – jak pisaliśmy, imigranci i emeryci mają uratować polski rynek pracy. Mamy prognozę na 2035 rok, z której wynika, że liczba pracowników skurczy się o 2,1 mln.

    Wielki paradoks: szybka ucieczka z rynku kontra gospodarczy cud

    I w tym miejscu zaczyna się prawdziwa zagadka dla analityków. W klasycznej ekonomii obowiązuje prosta zasada: im dłużej społeczeństwo pracuje, tym większe tworzy PKB i tym bogatsze jest państwo.

    Tymczasem Polska przeczy tej regule. Mimo że nasi obywatele pracują w skali życia znacząco krócej niż mieszkańcy bogatej Północy, polska gospodarka należy do najbardziej dynamicznych w Europie. Jak my to robimy?

    Po pierwsze, intensywność nadrabia lata: krótszy całkowity staż pracy nadrabiamy morderczym tempem w trakcie aktywnych zawodowo lat. W tygodniowym czasie pracy wciąż należymy do ścisłej czołówki UE. Po drugie, następuje szybki skok wydajności: w ciągu ostatnich 10 lat oczekiwana długość pracy w Polsce i tak urosła o 3,3 roku (z poziomu 32,7 do 36 lat). To narastanie następuje szybciej niż średnia unijna, co pozwala nam łagodzić skutki starzenia się społeczeństwa.

    Zdrowie jest, ale pracy dla seniora brak

    Wielu mogłoby pomyśleć, że Polacy pracują krótko, bo szybko podupadają na zdrowiu. To kolejny mit, który obalają dane.

    Osoba urodzona w Polsce w 2024 roku przeżyje w dobrym zdrowiu średnio 64,7 roku – co jest wynikiem niemal identycznym ze średnią unijną (65,2 roku). Co więcej, w ciągu ostatniej dekady długość życia w zdrowiu wzrosła u nas o 2,4 roku, a w przypadku Polek skoczyła aż o 6 lat! Polskie kobiety żyją dziś w zdrowiu dłużej niż przeciętna Europejka. Dlaczego więc, skoro jesteśmy zdrowi, uciekamy na emerytury tak wcześnie?

    Odpowiedź kryje się w błędach instytucjonalnych i sztywności polskiego rynku. Nie pomaga tu obniżony wiek emerytalny – jak wynika z danych, już co piąty senior opóźnia przejście na emeryturę.

    Praca na niepełny etat wśród osób w wieku 55–64 lata:

  • Austria (seniorzy zostają w firmach na pół etatu) – 32 proc.
  • Polska (zasada "wszystko albo nic") – zaledwie 8 proc.
  • Zero-jedynkowy rynek, czyli "wszystko albo nic"

    W Polsce rynek pracy dla seniora działa w systemie zero-jedynkowym: albo tyrasz na pełen etat, albo odchodzisz na emeryturę. Brakuje elastycznych form zatrudnienia, pracy na 1/4 czy 1/2 etatu, które pozwoliłyby osobom po sześćdziesiątce stopniowo przechodzić w stan spoczynku. W Austrii z pracy na część etatu korzysta co trzeci senior, dzięki czemu Austriacy pracują o 3 lata dłużej od nas, mimo że zdrowotnie czują się gorzej niż Polacy!

    Państwo próbuje te bariery kruszyć – opisywaliśmy, że zatrudnienie 50-latków ma być opłacalne dzięki nowej ustawie, z ulgami i dofinansowaniem do połowy minimalnego wynagrodzenia dla pracodawców. Równolegle wraca temat elastycznego wychodzenia z rynku: emerytura nawet 7 lat wcześniej to rewolucyjne zmiany rozważane przez rząd Tuska, gdzie kluczem ma być staż, a nie sam wiek.

    Uwalniając potencjał dojrzałych pracowników poprzez elastyczne etaty i likwidację barier systemowych, Polska mogłaby zlikwidować brak rąk do pracy bez konieczności podnoszenia wieku emerytalnego. To zresztą wyzwanie wspólne dla całego kontynentu – jak zauważa naTemat, są już kraje, w których wiek emerytalny podwyższono do 70 lat, a prezydent podpisał ustawę, bo ludzie żyją coraz dłużej.

    Skoro z tak krótkim stażem potrafimy budować gospodarczą potęgę, to aż strach pomyśleć, do czego bylibyśmy zdolni, gdyby stworzono seniorom mądre warunki do pozostania na rynku o choćby dwa lata dłużej.