
Polska chce nagle odzyskać 368 hektarów czeskiego terytorium – takie pogłoski zaczęły krążyć w Czechach. Chodzi o tak zwany dług graniczny, sięgający korekty wspólnej granicy z 1958 roku. Czeski MSZ dementuje doniesienia o nowych polskich roszczeniach, a eksperci ostrzegają przed kampanią dezinformacyjną wymierzona w relacje polsko-czeskie.
Czeski resort spraw zagranicznych odniósł się w środę do informacji krążących w internecie, które oburzyły Czechów. Dowiedzieli się, że Polacy nagle domagają się uregulowania długu granicznego. Problem w tym, że to dezinformacja. Na platformie X rząd Czech opublikował trzy grafiki, w których wyjaśnił, czym jest tzw. dług graniczny i skąd wziął się ten temat, a przede wszystkim: że to nie jest nowa sprawa. Tymczasem w sieci trwa podburzanie Czechów do udziału w antypolskich demonstracjach.
Czym jest polsko-czeski dług graniczny? 368 hektarów i historia sprzed lat
Chodzi o 368 hektarów gruntów, które po korekcie granicy w 1958 roku pozostały po czeskiej stronie. Sprawa nie jest nowa. Rozmowy w celu rozwiązania problemu trwają od lat 90., a echa polsko-czeskich sporów o granice żywe do dziś wracają w debacie publicznej od dekad.
Czeskie MSZ podkreśliło, że nie chodzi o nowe polskie roszczenia terytorialne. Według resortu rozmowy między Warszawą a Pragą nadal się toczą, a ministrowie spraw zagranicznych obu państw mieli ostatnio poczynić postępy.
Jednym z pomysłów na rozwiązanie sprawy ma być wspólny projekt związany z ochroną przeciwpowodziową. Czeska dyplomacja podziękowała też Radosławowi Sikorskiemu za inicjatywę dotyczącą rozwiązania problemu. Szczegóły tego pomysłu nie zostały jednak ujawnione.
W swoim komunikacie czeskie MSZ zaznaczyło również, że Polska i Czechy są partnerami współpracującymi m.in. w dziedzinie bezpieczeństwa, energetyki, infrastruktury oraz rozwoju regionów przygranicznych. Widać to zresztą w konkretnych inwestycjach: dzięki nowej przeprawie nad Olzą Polska odzyskała historyczne przejście graniczne, a Polska i Czechy połączone na Olzie po 70 latach planują kolejne wspólne projekty transgraniczne.
Zobacz także
Rosyjski ślad i fałszywe profile. Dezinformacja uderza w Zaolzie
Czeski resort nie odniósł się bezpośrednio do kolejnej odsłony kampanii dezinformacyjnej, ale o sprawie piszą czeskie media. W internecie pojawiły się wezwania do demonstracji w Trzyńcu na Zaolziu. Mają za nimi stać fałszywe profile działające w mediach społecznościowych.
Eksperci z obywatelskiej grupy "Czeskie Elfy" oceniają, że sposób prowadzenia kampanii przypomina rosyjskie działania hybrydowe. Rzecznik organizacji Bohumil Kartous zwrócił uwagę, że dezinformacja wykorzystuje prawdziwy, historyczny spór, ale przedstawia go w zupełnie innym świetle. To schemat znany także po polskiej stronie granicy – nie bez powodu przy każdym incydencie bezpieczeństwa pada komunikat: uwaga na rosyjską dezinformację.
– Publikowane są informacje wykorzystujące część prawdy, a mianowicie pewien historyczny spór dotyczący stosunkowo nieistotnego fragmentu terytorium między Polską a Czechami, który jest wyolbrzymiany i umieszczany w zupełnie innym kontekście – w kontekście strachu i obaw, że ktoś straci majątek, że komuś zostanie wyrządzona krzywda – powiedział Kartous w rozmowie z PAP.
Jak zaznaczył, nie musi to być bezpośrednio działanie Rosji. – Może to być ktoś, kto wspiera ich interesy w Europie Środkowej – stwierdził rzecznik.
Kartous pozytywnie ocenił reakcję wicepremiera Radosława Sikorskiego, który szybko zdementował informacje o rzekomym nowym sporze terytorialnym.
– Myślę, że trafnie zareagował polski minister spraw zagranicznych Sikorski, który natychmiast zdementował (...) i oświadczył, że nie jest to przedmiotem żadnego sporu – ocenił Kartous.
Zdaniem eksperta rozpowszechnianie takich informacji może służyć pogorszeniu relacji między państwami należącymi zarówno do NATO, jak i Unii Europejskiej.
– Oba te państwa od dawna należą do grona zwolenników Ukrainy, podobnie jak państwa NATO i ogólnie cała Unia Europejska, a celem jest właśnie wywołanie pewnego sporu w obrębie tej proukraińskiej koalicji – powiedział.
Kartous zwrócił też uwagę na zbliżające się w Czechach wybory samorządowe oraz częściowe wybory do Senatu. Jego zdaniem temat może zostać wykorzystany przez lokalne ugrupowania populistyczne. Grunt jest podatny – badania pokazują, że Europejczycy są coraz bardziej sfrustrowani, a nastroje te łatwo przekuć w kapitał wyborczy.
– Mogę sobie wyobrazić, że lokalne ugrupowania populistyczne będą próbowały twierdzić, że jest to jakieś realne zagrożenie, i że będą próbowały zbudować na tym swoją kampanię przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi – ocenił.
Tusk: "Polska i Czechy to prawdziwi przyjaciele"
Do sprawy odniósł się również premier Donald Tusk. Szef polskiego rządu opublikował w środę wieczorem wpis w języku czeskim, w którym nawiązał do popularnych bohaterów polskiej i czeskiej kreskówki.
"Reksio i Krecik wiedzą o tym od dawna. Polska i Czechy to prawdziwi przyjaciele" – napisał Tusk.
Do wpisu dołączył grafikę przedstawiającą Reksia i Krecika. Na to zareagował premier Czech Andrej Babisz. Podał dalej wpis Donalda Tuska dołączając ikonki polskiej i czeskiej flagi oraz uścisku dłoni.
Źródło: Bankier






