Cysterna Orlenu.
W obliczu kryzysu na Bliskim Wschodzie Orlen zapewnia o stabilności dostaw. Fot. Daniel Sztork/Shutterstock

W reakcji na blokadę saudyjskiej ropy i kryzys w Katarze Orlen zakontraktował 16 dodatkowych dostaw surowca z całego świata. Importer zapewnia o stabilności surowca w kraju w oficjalnym komunikacie.

REKLAMA

Pogłębiający się kryzys na rynku surowcowym i zablokowanie importu ropy z Arabii Saudyjskiej zmusiły Grupę Orlen do nadzwyczajnych zakupów.

Orlen zapewnia o stabilności dostaw

Od piątku 11 września koncern zakontraktował 16 dodatkowych transportów na rynek polski, czeski i litewski. Ropa i paliwa trafią do nas m.in. z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu i obu Ameryk. Uzupełnieniem jest trwający kontrakt z norweskim Equinorem.

Napięcia dotknęły też rynku gazu. Katarski QatarEnergy przedłużył do listopada stan siły wyższej i wstrzymanie eksportu LNG (w 2025 r. Katar odpowiadał za ok. 10 proc. potrzeb Orlenu).

Czy Polska ma się dobrze?

"Dostawy ropy do Polski i pozostałych rafinerii Grupy Orlen są realizowane na bieżąco i w pełni pokrywają ich zapotrzebowanie" – czytamy w komunikacie prasowym.

Biuro prasowe spółki zapewnia, że brakujące wolumeny są na bieżąco uzupełniane surowcem ze Stanów Zjednoczonych, Norwegii, Nigerii oraz Trynidadu i Tobago, a dostawy dla konsumentów pozostają niezagrożone. Warto przy tym pamiętać, że magazyny gazu w Polsce na zimę znajdują się na bardzo dobrym poziomie na tle reszty Europy.

Pytanie: czy polskim rafineriom zabraknie surowca? Można byłoby odpowiedzieć dwoma słowami: nie zabraknie, ale z drugiej strony warto rozłożyć tę sytuację na części pierwsze. Saudi Aramco odpowiada dziś za około 40 procent wsadu Grupy Orlen. Według danych Kpler do Gdańska trafiało w tym roku około 160 tysięcy baryłek dziennie saudyjskiej ropy, do litewskiej Butingi kolejne 63 tysiące, przy przerobie rzędu 700 tysięcy baryłek dziennie. Warto podkreślić, że anulowane zostały na razie pojedyncze ładunki, a nie kontrakt ramowy, a Orlen domknął lukę w ciągu dwóch sesji: kupił na spocie gatunki z Morza Północnego: Grane, Johan Sverdrup, Johan Castberg oraz rozpisał kolejne przetargi na WTI Midland, kazachski CPC Blend, ropę algierską oraz gujańską na listopad. To jest dokładnie ten scenariusz, pod który rozbudowywano Naftoport, a Morze Północne jest logistycznie bliżej Gdańska niż Ras Tanura czy raczej obecnie Yanbu: trzy do pięciu dni rejsu zamiast trzech tygodni przez Suez. Dodatkowo Polska utrzymuje zapasy obowiązkowe, które miałyby wystarczyć na 90 dniowy przerób ropy. Komunikat Orlenu o braku zakłóceń w dostawach do rafinerii nie jest w tym przypadku uspokajaniem opinii publicznej, tylko opisem stanu faktycznego. Problemem jest natomiast cena tych zastępczych baryłek i tu obraz robi się znacznie poważniejszy. Pierwszy z wykresów pokazuje zjawisko, które w normalnych warunkach praktycznie nie występuje: trwałe oderwanie się rynku fizycznego od terminowego. Dated Brent, czyli benchmark realnych ładunków, notowany jest w okolicach 122-132 dolarów, podczas gdy kontrakty futures na Brent chodzą po 107-110. Pojedyncze gatunki biją rekordy: Forties osiągnął 136,75 dolara, blisko kwietniowego maksimum. Typowa różnica między tymi dwoma miarami to jeden, góra dwa dolary. Dwadzieścia pięć dolarów oznacza, że ktoś, kto potrzebuje baryłki teraz i w konkretnym porcie, płaci ćwierć ceny więcej niż ktoś, kto kupuje abstrakcyjną ekspozycję na papierze.

Michał Stajniak, wicedyrektor działu analiz XTB

komentarz prasowy

Faktyczne wyzwania dla polskiego rynku paliw

Analityk XTB wskazuje, że nie oglądamy żadnego incydentu, a drugi akt zdarzenia z marca 2026 – czyli zamknięcia cieśniny Ormuz. Rurociąg Wschód–Zachód, o przepustowości 7 milionów baryłek dziennie, był przez ostatnie pół roku obejściem tego problemu i jedynym powodem, dla którego europejski rynek fizyczny funkcjonował w miarę normalnie. Obecny szok na rynkach to efekt usunięcia z systemu tego ostatniego bezpiecznika.

Michał Stajniak wskazuje, że Polska ma trzy realne problemy:

  1. Koncentracja dostawcy. Odejście od rosyjskiego Uralsu było konieczne i słuszne, ale zamieniło jedną zależność na drugą: aż 40 proc. wsadu z jednego źródła to nadal wąskie gardło, tyle że przesunięte geograficznie.
  2. Skomplikowana logistyka. Płock i Możejki muszą przyjąć zamiennik drogą morską, po cenie spot i z premią za natychmiastowe dostawy, bez możliwości sięgnięcia po rurociąg.
  3. Ostatnie napięcie na rynku walutowym: jastrzębi Fed i mocny dolar sprawiają, że cena wyrażona w złotym rośnie szybciej niż w dolarze, co przekłada się bezpośrednio na inflację i wywołuje reakcję polityczną, czego przykładem są zapowiedziane dopłaty do litra dla rolnictwa od października (ma się na to składać 1,48 zł w ramach zwrotu akcyzy na paliwo rolnicze i do tego 52 gr dodatkowego wsparcia, częściowo finansowanego z pieniędzy unijnych).
Orlen nie musi na tym szoku stracić, a może zyskać. Jakościowo Johan Sverdrup jest przyzwoitym substytutem Arab Light, która jest ropą średnią, średniosiarkową, pasującą do konfiguracji instalacji. Gorzej ma się sytuacja z z WTI Midland, która jest lekka i słodka, a więc słabiej dopasowana do wsadu nastawionego na destylaty średnie, dająca nieco więcej benzyny czy nafty. W szoku podażowym crack spready na olej napędowy rosną zwykle szybciej, niż drożeje surowiec, co oznacza, że marża modelowa może się poprawić. Realne ryzyka dla spółki to koszt kapitału obrotowego przy droższych zapasach, eksplodujący fracht: czarter VLCC z Zatoki do Chin przekroczył milion dolarów za rejs oraz presja polityczna na ceny detaliczne. Nie jest nim natomiast brak surowca.

Michał Stajniak, wicedyrektor działu analiz XTB

komentarz prasowy

Czy CPN powróci?

Ostatnia odsłona programu CPN zakończyła się 31 sierpnia. Dzięki obniżeniu VAT z 23 do 8 proc. ceny paliwa spadały od 17 sierpnia na stacjach w całym kraju, a maksymalne ceny paliwa 18 sierpnia wynosiły m.in. 6,41 zł za litr benzyny Pb95.

Pytany wcześniej o dalsze losy programu minister energii Miłosz Motyka tłumaczył, że ceny paliw po wakacjach, CPN i jego ewentualne przedłużenie zależą od stanu budżetu oraz sytuacji na rynkach. Premier zapowiada, że po podpisaniu nowej ustawy przez prezydenta rząd uruchomi kolejny wariant programu.