Cyfrowa osobowość.
Nie możemy powstrzymać uprzejmości wobec chatbotów. Nie, póki firmy technologiczne sprzedają naszą empatię. Fot. dział kreatywny/grupa naTemat
Reklama.

Ostatnio szukałem sprzętu elektronicznego z pomocą Perplexity. To wyszukiwarka AI, bez osobowości, a mimo to po uzyskaniu satysfakcjonujących wyników, musiałem zwalczyć odruch napisania jej czegoś miłego.

Nie jestem w tym osamotniony.

Na targach w Berlinie widziałem robota z psią głową. Ludzie cmokali do niego i prosili, by łapę podał. Ba, sam odruchowo poklepałem barierkę, by go zawołać. Poczułem się głupio. Większości takie zachowanie sprawiało radość.

Robot bez głowy budzi już niepokój, chociaż jego funkcje są niezmienne.

O naszej odruchowej empatii do maszyn rozmawiam o tym temacie z psychologiem społecznym, Konradem Majem z Uniwersytetu SWPS.

***

Sebastian Luc-Lepianka, INNPoland: Skąd bierze się w nas uprzejmość wobec chatbotów?

Konrad Maj: W procesie ewolucji nigdy nie było takich sytuacji, że komunikowaliśmy się z technologią w obecny sposób, czyli naturalnym językiem. Kiedy to robimy, jednocześnie wchodzą nam normy społeczne wypracowane w relacjach z ludźmi. To jak automatyczne kliknięcie w mózgu. Dla nas komunikacja wynika z naturalnych zwyczajów.

Inaczej jest z różnymi innymi urządzeniami. Gdy idziemy do bankomatu, to nie rozmawiamy z nim. Mamy jasność do czego służy. Tak samo gdy gdzieś dzwonimy i odzywa się głos asystenta głosowego. Czujemy, że to nie jest człowiek i sprawa jest jasna.

Mnie frustrują. To może dlatego nie mam wobec nich odruchu uprzejmości?

Nie tylko. My się do nich nie przywiązujemy. To chłodny głos, który ma jedną funkcję. I moim zdaniem to kierunek, którego powinniśmy się trzymać tej jedno funkcyjności.

A jeśli mamy kontakt z chatbotem, który porozumiewa się językiem naturalnym, tak jak my, automatycznie uruchamiamy reprezentację poznawczą jaką stosujemy wobec żywej osoby.

Więc dlatego mamy odruch odpisać botowi "dziękuję" za podane informacje?

Ludzie pytają wręcz, czy mogą zająć im chwilę, albo dodają “proszę” do komendy. Chatboty są robione tak, żeby udawały naszych przyjaciół. Więc zadają uprzejme pytania, przymilają się, życzą nam powodzenia w dalszej realizacji zadań, w których nas wspierają

A to nie jest trochę forma przyciągania klienta? Może nawet monetyzacji ludzkiej empatii.

Jak najbardziej. Więc jestem za tym, aby takie formy komunikacji eliminować, ale niestety nie ma na to regulacji.

Ludzie potrafią czule nazywać swoje odkurzacze i dziękować im za pracę. Czym to się różni?

Od lat wchodzimy w relacje z technologią, ale do tej pory ona była tylko pośrednikiem –. nasz komputer czy telefon wyświetlał informacje, ale one pochodziły de facto od człowieka. Teraz jest to interakcja bezpośrednia, my vs sztuczna inteligencja.

Więc zachowujemy się odruchowo tak, jakbyśmy od kogoś dostali e-maila. I komunikując się w taki sposób, być może nawet część ludzi wręcz sobie wyobraża, że po tej drugiej stronie jest sobie ktoś, kto myśli, drapie się po głowie, zastanawia się co ma nam odpowiedzieć.

To dla nas naturalna skłonność. W nauce mówi o tym teoria uprzejmości, która dotyczy ludzi i powstała na długo przed boom na sztuczną inteligencje.

Czytaj także:

Na czym polega?

Stworzyli ją badacze Stephen Levison i Penelope Brown. Mówi, że ludzie w relacjach społecznych starają się być grzeczni i uprzejmi, bo w ciągu swojego życia uczymy się, że trzeba takimi być. Minimalizujemy wszelkie nieprzyjemności i niegrzeczności w stosunku do ludzi. Musimy mimowolnie pewne rzeczy aprobować, wyrażać zgodę, sympatię. Więc według tej teorii podczas konwersacji stosujemy się do określonych reguł. I problem w tym, że przenosimy je też na sztuczne twory.

I przez te reguły jesteśmy bardziej ufni wobec AI. Ale chyba też podatni na oszustów, którzy tę technologię wykorzystują?

Dlatego, że zaczynamy się gubić, to jest poważny problem. Przestajemy widzieć maszynę w maszynie. Jeśli zaczynamy jej dziękować, traktować jak człowieka, to możemy zacząć też mieć np. poczucie winy czy wstydu wobec niej.

Miesza nam to w głowach. W konsekwencji możemy nawet wykształcić traktowanie AI jako podmiotu i realnego bytu. To niebezpieczne.

Co jest niebezpieczne w byciu miłym dla maszyny?

Zaczynamy się do nich przywiązywać. Zaczyna się od uprzejmości, zaczyna się od szacunku, a kończy się na tym, że taki asystent AI może w jakiś sposób nami zarządzać, mocno na nas wpływać, być autorytetem czy przyjacielem, który kształtuje nasze postawy.

A co z odwrotnym zachowaniem wobec maszyn, czyli byciem chamskim i brutalnym? Były głośne napady na autonomiczne taksówki w San Francisco.

W pewnym sensie traktuje to jak akty wandalizmu podobny do zdemolowania przystanku czy biletomatu. Ale w tym przypadku może jeszcze dojść sprzeciw wobec inteligentnych rozwiązań w naszym życiu, chęć pokazania ludzkiej wyższości czy dominacji. Być może to są pierwsze sygnały buntu wobec maszyn.

Czy to rzadkie zjawisko, np. efekt czyiś skłonności do gresji?

Tacy ludzie będą coraz częściej atakować roboty, bo przecież są one podobne do ludzi, ale mogą one nie odpowiedzieć żadnym ciosem, ani nie zawiadomią policji. Tak czy inaczej nie powinniśmy takich sygnałów ignorować. My bardzo potrzebujemy kontaktów międzyludzkich, a samotne społeczeństwo może stać się bardziej anonimowe, sfrustrowane i agresywne.

Jest to szczególne zagrożenie dla dzieci, które już wychowują się z tą technologią.

Jest przypadek samobójstwa po rozmowie z chatbotem.

Takie wydarzenia można przypisywać temu, że wytworzyły się zbyt silne więzi z użytkownikiem. Nie chciałbym, żeby każdy młody człowiek miał u siebie w domu jakiegoś elektronicznego przyjaciela i zaniedbywał kontakty ze swoimi rówieśnikami. Dzieci mają problem, aby rozróżniać, co jest żywe, a co nie. Na przykład potrzebują czasu, aby zrozumieć, że piesek i kotek to czujące stworzenie. Ale jednocześnie rozmawiają z lalkami. Wynika to z dziecięcego animizmu.

Pamiętam, jak w dzieciństwie przeżywałem śmierć swojego Tamagotchi. Ale przypomina mi się też przypadek inżyniera Google, który zarzekał się, że opracowali samoświadomą inteligencję.

AI nie ma posiada żadnej świadomości i być może nigdy nie będzie posiać. To jedynie iluzja. Jednak poprzez to złudzenie aczynamy identyfikować boty jako osoby i przywiązywać się do nich. Przez humanizowanie sztucznych bytów, przypisywanie im cech ludzkich zaczynają zmieniać się role w relacji człowiek-maszyna. Inteligentni agenci powoli stają się naszymi współpracownikami oraz powiernikami naszych trosk i problemów dnia codziennego. Kolejnym skrajnym krokiem może być próba nadawania praw sztucznym tworom czy nawet w dalszej perspektywie tworzenie z nimi formalnych związków.

Czytaj także:

Są już pojedyncze roboty z obywatelstwem i z tytułem z wyższej uczelni. Dlaczego to jest problem?

Jeśli zrównamy się z maszynami w zakresie praw, to będą miały nad nami sporą przewagę. Nigdy tak naprawdę nie będzie równości, bo nie muszą jeść, odpoczywać, roboty mają też większą się fizyczną od naszej. Dlatego uważam, że powinno się zrównywać maszyn z człowiekiem na poziomie żadnych praw.

W tej chwili jesteśmy zafascynowani sztuczną inteligencją i to wprowadza twórców technologii w pułapkę.

Jaką?

Ponieważ twórcy myślą, że trzeba AI jak najbardziej upodabniać do ludzi. Ponieważ będzie nam przyjemniej z nią pracować, komunikacja będzie lżejsza. Bo jeśli tego nie robimy, ludzie nie wiedzą jak mają używać danej technologii, a jej twórcy boją się jej odrzucenia. I to jest pewien paradoks: tworzone są interfejsy dla naszego komfortu obsługi, ale okazuje się, że to zaczyna tworzyć szereg problemów nad którym w dłuższej perspektywie nie będziemy w stanie zapanować.

My w tę pułapkę już wpadliśmy, prawda? Big Techy idą w kierunku ludzkich AI - na przykład Meta oferuje naturalne głosy dla awatarów, ze znanymi osobowościami. A roboty przypominają nas coraz bardziej.

Nie możemy uciec od naszego sposobu myślenia. W naszym umyśle wygląda to tak, że w czymś widzimy cechy ludzie albo zwierzęce i kategoryzujemy to jako istotę żywą. To jest pewna kategoria ontologiczna.

Czyli?

Jeśli mamy sobie jakiś byt, który ma cechy ludzkie, to trudno nam jest przypisać mu inne cechy. I to może być coś prostego, jak kształt głowy. Doskonałym przykładem na to jest zjawisko pareidolii.

Na czym polega?

Jeśli mamy dwie kropeczki, a pod spodem kreseczkę, to niemal wszyscy powiedzą że to jest twarz. Nawet tak drobne cechy są w stanie wywołać taki efekt. Jeśli coś wygląda trochę i chodzi jak piesek, to nasz mózgu uruchamia skrypt kontaktu z pieskiem.

A robotom np. głowa jest w istocie niepotrzebna. Ale niektórzy je dodają, aby produkt wydawał się sympatyczniejszy, bo właśnie wywołuje mocniejsze skojarzenie z pieskiem

Dodaje się im nawet więcej cech, na przykład mimikę.

W Polsce powstał taki android, który się nazywa Protoclone. To pierwszy na świecie dwunożny android, który ma układ mięśniowo-szkieletowy. Producenci lubią pokazywać możliwości danej firmy, swoje zaawansowanie technologiczne. To może być nawet spełnianie marzeń – że naśladują życie. Ale nie widzę potrzeby abyśmy szli w tym kierunku.

A nie realizują przyziemnych fantazji o robotach-służących? W końcu popkultura karmi nas mechanicznymi pomocnikami.

To również jedna z przyczyn. Ludzie cały czas oglądają filmy i potem próbują to, co na nich pokazane, odtworzyć w realu. Do pewnego stopnia się to udaje. Jednym ze wciąż nieosiągalnych celów są właśnie roboty. Osiągnęliśmy już niemal doskonałość w komunikowaniu się z AI, myślę, że w kolejnych latach zobaczymy mocno rozwiniętą robotykę humanoidalną.

Na jakim poziomie są obecne roboty?

Roboty Tesli czy Figure 01 od OpenAI, to wciąż niedoskonałe maszyny. Skaczą, biegają, ale jeszcze do sklepu po bułki ich nie wyślemy.

Czy muszą wyglądać jak my? Czemu nie mogą przypominać np. pająków?

Może kiedyś nie będą. Są w Chinach popularne restauracje, gdzie dronami donosi się ludziom jedzenie. Być może stworzymy robotom odpowiednią infrastrukturę – na przykład specjalne okienko, którym ten robot zakupy dla nas bułki od innego robota - sprzedawcy. To nie jest wielkie wyzwanie dla technologii, bo identyfikacja pewnych obiektów – poprzez systemy wizji komputerowej nie jest już taką trudnością.

A mimo to najbardziej prestiżowy wydaje się wyścig do zrobienia humanoida. Nvidia, Google, Tesla, Xiaomi... Czy ludzka forma ma być szczytem osiągnięcia?

Tak, to jest doskonałe postrzeżenie. Uważamy siebie za twór doskonały. Wszystko to, co jest zbliżone do człowieka, nam się również w ten sposób jawi. Jesteśmy więc punktem odniesienia.

Natomiast robotyka humanoidalna rozwija się też przede wszystkim dlatego, że środowisko wokół nas jest przystosowane do człowieka, dwunożnego bytu, który ma ręce, ma kończyny. To jak wchodzimy do pomieszczeń, że musimy użyć ręki, żeby coś odtworzyć, naciskać na klamkę. Jeśli mamy jakieś informacje, one są na wysokości wzroku. Więc wszystkie uchwyty, guziki i tak dalej służą temu, żebyśmy byli w stanie kontrolować nasze środowisko. Jeśli chcemy, by roboty się w nim poruszały, to nieuniknione, że muszą mieć podobne cechy.

Czy humanoidalne roboty wpłyną na nasze relacje z technologią?

Tak, dlatego należy to robić z głową.Nie musimy uniknąć podobieństwa robotów do nas, ale możemy za wyraźnie pokazać różnice.Nie robić androidów ubieranych w w powłokę podobną do ludzkiej skóry i włosami, , bo wtedy pojawia się szereg problemów, o którym mówiliśmy. Powinno być jasne rozróżnienie co jest człowiekiem, a co maszyną.

Czyli należy gdzieś postawić granicę, do której wolno upodabniać maszynę do człowieka?

Absolutnie tak i myślę, że powoli ludzkość może do tego jakoś dojrzewać, ale to wymaga edukacji. Być może powinno się, bazując na wiedzy psychologicznej, zakazywać nadmiernego humanizowania robotów, póki jeszcze produkcja robotów człekopodobnych na dobre się nie zaczęła.

Czytaj także: