polscy żołnierze jednostek specjalnych na tle polskiej flagi
Nie tylko czołgi. 4 filary, które czynią z Polski militarnego lidera Fot. Poppy Pix / Shutterstock.com / freestocks.org / Pexels.com / Montaż: INNPoland.pl

Stan polskiej armii to temat rzeka, pełen sprzecznych danych i emocji. Jeśli jednak odsiejemy politykę i skupimy się na faktach, wyłaniają się cztery obszary, w których Polska nie ma sobie równych w regionie. Specjalsi, rozpoznanie satelitarne, zintegrowana artyleria i cyberbezpieczeństwo – to nasze asy w rękawie.

REKLAMA

Debaty o rzeczywistym stanie wojska polskiego toczą się od lat, ku radości uczestników, którzy mogą raz za razem przerzucać się argumentami, kontrargumentami, danymi, datami, wspomnieniami i dowodami anegdotycznymi.

Dzisiaj jednak omówmy sobie te jednostki wojska polskiego, które bezdyskusyjnie wyróżniają się nie tylko na tle polskiej armii, ale również stanowią wyjątkową siłę w skali globu.

Czy polski GROM mógłby przeprowadzić akcję jak w Wenezueli? Mamy ludzi, sprzęt i coś jeszcze

Tak świeżo po wydarzeniach w Wenezueli nie można nie zacząć od Wojsk Specjalnych. Tu padnie oczywiście pierwsze pytanie – "czy my też tak możemy", a odpowiedź jest skomplikowana, bo zależy od roku w którym pytamy, tła (geo)politycznego i stanu konfliktu z wybranym krajem. W jednej kwestii zgodzić się możemy – mamy większą część systemu, która do takiej operacji w bliskiej zagranicy byłaby niezbędna. Wydaje się istnieć rzeczywistość w której taka operacja np. na Białorusi byłaby możliwa.

Temat ten już zresztą poruszał opinię publiczną… 17 lat temu. 7 lutego 2009 roku w Pakistanie zabity został Piotr Stańczak, a wcześniej Polacy zadawali sobie pytanie, czy bylibyśmy w stanie go odbić.

Od tego czasu minęło jednak wiele lat, a nasze wojska specjalne, obecnie dowodzone przez tzw. Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych i generała brygady Michała Strzeleckiego, osiągnęły (jak się wydaje) swój docelową strukturę.

Tutaj uwaga. Pozwolę sobie w dalszej części na sporo uproszczeń.

JW Grom czy JW Formoza wymieńmy tylko dla porządku. To jednostki przeznaczone do tzw. akcji bezpośrednich. Planujecie uprowadzić prezydenta nielubianego kraju, albo odbić zakładnika? To wasi ludzie. Wchodzą, strzelają, wychodzą. Najciekawsze dzieje się jednak dalej.

Posiadamy również JW Komandosów. To najstarsza jednostka specjalna, powołana już w 1961 roku, a dzisiaj odwołuje się między innymi do tradycji batalionów do zadań specjalnych Armii Krajowej – Parasol, Zośka i Miotła. To im najbliżej do roli pierwszych komandosów, działających w czasie II wojny światowej. Działają głównie w ramach tzw. "taktyki zielonej", czyli w terenie naturalnym. Można sobie wyobrazić, że w czasie uderzenia Gromu lub Formozy, oni w tym czasie dokonują aktów dywersji na nieodległą bazę, jednostkę wojskową czy elektrownię, aby odciągnąć uwagę przeciwnika.

Skoro więc jedni atakują budynek prezydenta, drudzy atakują elektrownię, to kto ochrania tych pierwszych? Tutaj pojawia się JW Agat, która w tym wypadku realizowałaby zadanie izolacji obszaru działań, czyli tworzyła tzw. kordon zewnętrzny. Ich zadanie to powstrzymanie ewentualnej odsieczy czy wtargnięcia na teren działań postronnych osób. Kultywują oczywiście tradycje jednostki Armii Krajowej AGAT – AntyGestapo.

No dobrze, a kto ma zadbać o to, że wiemy gdzie uderzamy, kogo tam spotkamy, albo kto pierwszy ruszy im na pomoc? Tutaj do gry wchodzi Jednostka Wojskowa Nil, swoje imię zawdzięczają oczywiście generałowi Augustowi Emilowi Fieldorfowi, ps. Nil. Jednostka ta ma zadanie rozpoznać miejsce operacji, w zakresie obrazowym, radiowym i osobowym. Przygotować analizy, wspierać dowodzenie, łączność i logistykę takiej operacji. Jest to bardziej jednostka wsparcia niż bojowa. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że to jednostka z pogranicza wywiadu, zapewniająca informacje nie tylko z nasłuchu, rozpoznania dronami, ale i dzięki tzw. źródłom osobowym (HUMINT).

Zawiozą, odwiozą, poratują piaskiem

Transport w obie strony zapewni Powietrzna Jednostka Operacji Specjalnych. Formalnie to najmłodszy element naszych wojsk specjalnych, ale tylko dlatego, że dopiero w 2023 sformowano tę jednostkę na bazie 7 Eskadry Działań Specjalnych. Można powiedzieć, że to polski odpowiednik słynnego amerykańskiego 160 Lotniczego Pułku Operacji Specjalnych, o którym było głośno przy okazji wydarzeń w Wenezueli. Oczywiście – zachowując skalę.

Jednostka ta powstała jako realizacja polskich zobowiązań względem NATO, gdzie zadeklarowaliśmy zdolność dowodzenia większą liczbą pododdziałów specjalnych niż zapewnić mogła 7EDS. To właśnie piloci z tej jednostki zasłynęli w czasie powodzi na Dolnym Śląsku, kiedy zrzucali worki z piaskiem na pękające wały. Są oni też wyznaczeni do dyżurów w tzw. Siłach Odpowiedzi NATO. Życzyć im można tylko tego, aby w najbliższych latach otrzymali nowe śmigłowce, w miejscach wiekowych Mi–17.

Nie można też nie wspomnieć, że Polska od lat stara się zapewnić rezerwę kadrową wojsk specjalnych na czas wojny. Czy nie zastanawiało was nigdy, czemu mamy w Polsce tak wiele jednostek specjalnych, jak chociażby te w… Służbach Ochrony Kolei? No właśnie.

Oczy armii patrzą z nieba

Pozostając na wysokości, przejść możemy płynnie do rosnących w siłę zdolności rozpoznawczych polskiego wojska. Rosnących, a nie powstających, bo ku zaskoczeniu dla wielu w Wojsku Polskim rozpoznanie obrazowe funkcjonuje od lat. Już w 2015 roku powołano Ośrodek Rozpoznania Obrazowego, który zapewniał takowe głównie na bazie kupowanych komercyjnie zdjęć lub takich uzyskanych w wyniku umów sojuszniczych.

Ta rzeczywistość to już jednak przeszłość. W połowie 2025 powołano Agencję ARGUS. Nazwa ta, inspirowana imieniem olbrzyma o stu wiecznie czuwających oczach, najlepiej oddaje zadanie tej instytucji. Polska branża kosmiczna (o czym już pisałem) dokonała wielkiego skoku rozwojowego, co dobrze uzupełniło potrzeby wojska. W ciągu paru lat Polska posiadać będzie jeden z najlepszych systemów rozpoznania satelitarnego na świecie, znacząco przekraczający możliwości rosyjskie. Jak to możliwe?

Po pierwsze, gramy trochę na kodach i oszukujemy. Polsko–fińska firma ICEYE, to operator największej na świecie konstelacji satelitów SAR, czyli takich które pozwalają, kolokwialnie mówiąc, widzieć przez chmury. Tych satelitów jest już ponad 60, a Polska posiada na orbicie pierwszy z trzech zamówionych w tej firmie, ale spodziewane jest zamówienie kolejnych trzech.

Warto też zauważyć, że skoro firma ICEYE stanowiła strategiczne wsparcie dla wysiłku wojennego Ukrainy, to nie ma wątpliwości, że w razie potrzeby wesprze Polskę całą swą potęgą. To w Polsce znajduje się centrum operacyjne konstelacji, w Polsce znajduje się spora część pracowników i w Polsce ma miejsce znaczna część projektów firmy. To również u nas ma powstać kolejna fabryka satelitów tej firmy, w którą niedawno zainwestował Polski Fundusz Rozwoju i Rafał Brzoska.

To jednak tylko część polskiego potencjału, ponieważ Polska zamówiła w firmie Airbus 2 duże satelity obserwacji obrazowej o bardzo wysokiej rozdzielczości, uzyskując jednocześnie dostęp do danych z 4 satelitów konstelacji należącej do Francji. Jakość tych zdjęć pozwala dostrzec nawet to czy sfotografowany człowiek ma broń. Ten typ satelitów z programu GLOB uzupełnią satelity polskiej produkcji w ramach programu mikroGLOB.

W kolejnych latach na orbitę trafi również polska konstelacja podwójnego zastosowania CAMILA, a w kolejce czekają satelita komunikacyjny i prawdopodobnie kolejne satelity obserwacyjne. Wszystko to uzupełniają umowy o współpracy z Francją, Włochami i Finlandią czy dostęp do komercyjnych konstelacji. Danych do analizy w ARGUS na pewno nie zabraknie. 

Bóg Wojny ześle na wroga morze płynnego ognia

No dobrze, a po co nam właściwie te dane? Co z nimi zrobimy. Odpowiedzią są 4 literki.

WRiA.

Wojska Rakietowe i Artyleria.

Jest to absolutna potęga w skali świata. I nie chodzi tylko o liczbę systemów mogących przeprowadzać uderzenia na przeciwnika. Polska już teraz posiada prawie 180 sztuk wyrzutni rakietowych w stylu słynnego HIMARSa. Ukrainie wystarczyło 20 sztuk, aby zmienić sytuację na froncie wojny z Rosją. Docelowo mamy posiadać ich przynajmniej 310.

Oprócz tego posiadamy kilkadziesiąt sztuk pojazdów systemu Langusta oraz już prawie 300 z przynajmniej 600 nowoczesnych systemów artyleryjskich rodziny Krab/K9. Warto tutaj rozwiać pewien mit. Polska przy każdym z zamówień na sprzęt zamawiała bardzo duże ilości amunicji, a i produkcja w Polsce rozkręca się lub też jest planowana na najbliższe lata. 

To jednak tylko część mocy tego systemu. O jego sile stanowi niepozorny system zwany TOPAZ. Jest to absolutnie jeden z najlepszych systemów zarządzania walką artyleryjską na świecie, a Polska była prekursorem używania dronów rozpoznawczych do prowadzenia walki artyleryjskiej. Mowa oczywiście o FlyEye, do dzisiaj używanym na Ukrainie, który zdobywał doświadczenie na wschodzie już od 2014. Nie można też nie wspomnieć o systemie Gladius, nowoczesnym dronowym systemie rozpoznawczo–uderzeniowym, uzupełniającym możliwości artylerii.

Całe to uzbrojenie spięte jest właśnie w systemie TOPAZ, więc dowódcy w czasie rzeczywistym mogą decydować czego użyć na danym fragmencie frontu. W powszechnej branżowej opinii i w opinii zagranicznych ekspertów, to unikatowy system w skali świata, dzięki spięciu tak wielu systemów w jeden.

Nie można tutaj nie wspomnieć też o Morskiej Jednostce Rakietowej. W tym roku otrzymać mamy ostatnie 2 z 4 zamówionych dywizjonów rakietowych. O ile formalnie MJR podlega pod Marynarkę Wojenną, to sprzęt ten nadaje się również do uderzeń ziemia–ziemia. Dzięki odmiennej trajektorii lotu od systemów artyleryjskich, stanowi prawdziwego asa w rękawie polskich zdolności uderzeniowych.

Światowa elita cyberwojska

Skończyć możemy naszą opowieść na Wojskach Obrony Cyberprzestrzeni. Utworzonym w 2022 rodzajem wojsk dowodzi generał dywizji Karol Molenda. Jest to człowiek o absolutnie światowej reputacji w branży cyber. Absolwent WAT i Wyższej Szkoły Menadżerskiej, były naczelnik Wydziału Cyberkontrwywiadu w Służbach Kontrwywiadu Wojskowego.

WOC powstało celem prowadzenia walki w cyberprzestrzeni. Zarówno defensywnej, jak i ofensywnej. Zajmują się kryptografią, elementami IT w wojsku, ale również np. komputerami kwantowymi. Tworzą też wojskowe oprogramowanie jak System Zarządzania Walką LEGION, który jest już wdrażany w wojskach pancernych i zmechanizowanych. 

To tam zrealizowano program CyberLEGION. Na czym on polega? Otóż jest to specjalna forma służby dla ekspertów od cyberbezpieczeństwa, którzy nie chcą w całości poświęcić się wojsku. Ot, można powiedzieć, że to taki cyberWOT. Dotychczas do programu zapisało się już ponad 2 000 ochotników, ekspertów od szeroko rozumianego tematu "cyber".

Sam WOC od początku plasuje się wśród najlepszych wojsk cyber w NATO, regularnie wygrywając natowskie ćwiczenia i konkursy, gdzie sprawdzają się ze specjalistami z innych krajów sojuszu. Polskie środowisko hakerskie i cyber od zawsze cieszyło się dużym szacunkiem na świecie, a dzięki otwartości dowódcy WOC, mogli oni znaleźć swoje miejsce w armii. 

Kluczowy element WOC to bardzo minimalistycznie nazwane trzy jednostki – JDC "A" w Białobrzegach, JDC "B" w Gdyni oraz JDC "C" we Wrocławiu.

To one odpowiadają za "operacje w cyberprzestrzeni". W czasie pokoju głównie defensywne, ale jak wielokrotnie zapewniał dowódca WOC – w razie wojny przeprowadzą potężne uderzenia w domenie cyber. 

Oczywiście to tylko najbardziej widoczne elementy polskiej armii. W Wojsku Polskim służy wielu wspaniałych ludzi, którzy zasługują na szacunek za swoje poświęcenie i gotowość do obrony Ojczyzny. Warto o tym pamiętać, kiedy natrafimy na częste pochopne oceny i krytyczne uwagi, napisane przez ludzi, którzy realnie żadnej wiedzy o Wojsku Polskim nie posiadają.