Barbara Nowacka i Roman Giertych na tle zablokowanego smartfona. Projekt ustawy ograniczającej social medial w Polsce ma być gotowy w lutym.
Barbara Nowacka i Roman Giertych przygotowali projekt zakazu social mediów dla dzieci i młodzieży poniżej 15 roku życia. Fot. Grand Warszawski/Eugene Photo/Fotokon/Shutterstock

Kolegium Klubu Parlamentarnego KO zaakceptowało propozycję Barbary Nowackiej i Romana Giertycha dotyczącą przygotowania ustawy ograniczającej możliwość korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci poniżej 15 roku życia. Trochę nie dowierzam, ale nie z powodu samego pomysłu, bo ten należałoby wprowadzić na wczoraj.

REKLAMA

Gdy amerykańscy oligarchowie piorą ludziom mózgi na swoich platformach, cali na biało wchodzą… Barbara i Nowacka i Roman Giertych. Tak, dobrze widzicie. Mam tak samo: to nie jest duet, po którym spodziewałbym się wspólnego frontu.

Na wszystko widać przychodzi pora i różnice oraz dawne niesnaski tracą na znaczeniu, gdy razem można rozwiązać poważny problem: negatywny wpływ mediów społecznościowych na dzieci i młodzież.

Chodzi w końcu o zdrowie psychiczne najmłodszych, najbardziej wrażliwych. Każdy kolejny dzień, który dzieciaki spędzają na platformach społecznościowych, tylko pogłębia szkody.

Teraz Polska. Zakaz mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży do 15 roku życia

Według informacji klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej projekt ustawy ma być gotowy do końca lutego. Zabrzmię teraz jak stary dziad, który nie rozumie tego, co lubi młodzież, ale: tak, w końcu, byle szybciej z tym zakazem! Własnych dzieci jeszcze się nie doczekałem, ale wiecie co? Widząc obecny kształt mediów społecznościowych aż mrozi mnie na myśl, że cały ten ściek czeka na nie jak tykająca bomba.

Sieciowy świat jest nie do uniknięcia. Widzę to po kolegach, których dzieci obcują z internetem od najwcześniejszych lat. Po dzieciach sąsiadów, które zmagają się z chronicznym przyklejeniem do smartfona.

I nie mówię o tym, co wszyscy robimy np. w komunikacji miejskiej, by się nie nudzić przez te kilka lub kilkanaście minut. Chodzi o to, że chroniczne bycie online od najmłodszych lat wpływa negatywnie na funkcjonowanie człowieka, z chęcią do życia włącznie. Problem poruszają eksperci z którymi rozmawiam zawodowo: od środowisk informatycznych po politykę.

Już teraz widać rosnący poziom lęków i depresji czy deficytu uważności. To może nas dużo kosztować. Przebodźcowanie technologią jest moim zdaniem największym problem społecznym, jaki dzisiaj mamy.

Jowita Michalska

ambasadorka DigitalEU, fragment wywiadu na INNPoland.pl

Nawet dorośli wpadają w bezlitosne tryby socjalkowej maszyny. A co dopiero dzieci, którym ciężko jest nawet przestać wcinać słodycze, bo ich mózg się po tym dobrze czuje, ale brzuch potem już niekoniecznie.

Szeroko pojęta drapieżność mediów społecznościowych, kształtowana przez algorytmy, ma nas utrzymać jak najdłużej przy amerykańskich, rosyjskich i chińskich platformach internetowych. A tutaj protest organizmu nie pozwoli nam łatwo się oczyścić z tego, co się nałykamy, choć może nam być równie niedobrze.

Nie chodzi bowiem tylko o to, że właściciele mediów społecznościowych walczą o naszą uwagę używają algorytmów, które dopasowują treści do naszych zainteresowań. Problem również w tym, że premiują "kontent" bazujący na najniższych instynktach. Wiedzą, że się kliknie, więc zgarną zyski, a koszty poniesie społeczeństwo.

Trucizna w mediach społecznościowych

W sieci promowane są treści polaryzujące: wywołująca emocję dezinformacja, czy propaganda ukryta pod bezkarnymi profilami spod znaku "to tylko żarty". Internet wypełniają skrajne opinie i działania influencerów. Do tego dochodzą komentarze botów podważające fakty, propagujące nienawiść do różnych grup czy prymitywne kłamstwa. Takie materiały łatwo trafiają do oczu młodzieży, która ma więcej czasu na buszowanie w internecie niż dorosła osoba.

Nawet nie wspomnę o tym, że algorytmy swobodnie dozują użytkownikom materiały zahaczające o erotykę, niekoniecznie nawet zgodne z regulaminem. W skrajnych wypadkach mamy takie rzeczy jak skandal z AI Grok na X, gdzie maszyna Elona Muska na życzenie przerobi zdjęcie dowolnej osoby na rozbierane.

Która to już afera z udziałem tego cholerstwa? Liczy się, że ludzie korzystają z produktu, nabijają kasę z reklam. W myśl starej biznesowej zasady Facebooka: "działaj szybko i psuj rzeczy" czyli lepiej wystartować z produktem, który narozrabia, niż przegapić okazję na zysk. A przede wszystkim lepiej zakorzenić się, zanim politycy zorientują się co się dzieje.

Ściek. Slop. W efekcie to wypływa z socjalek. "Brain rot" przestał być tylko młodzieżowym hasełkiem, zaczął nabierać naukowych podstaw. Póki nie będzie porządku w sieci, zakaz mediów społecznościowych dla dzieci to przydatny środek zapobiegawczy.

Czy ograniczenie mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży do 15 roku życia będzie działać?

Trzeba jednak podkreślić tutaj znaczenie edukacji, bo inaczej sam zakaz nic nie da. Zakazany owoc smakuje najlepiej itd. Wie to każdy, kto był nastolatkiem uzależnionym od papierosów lub ma kontakt z takimi dzieciakami. Dlatego równie ważne jest przekazywanie młodym wiedzy.

Na apkach życie społeczne w internecie się kończy. Nie mamy gwarancji, czy ograniczenie dostępu dotknie innych ośrodków socjalizacji online popularnych wśród młodzieży. Przykładem niech będzie gra Roblox, która ma morze problemów z traktowaniem nieletnich. Przyda się też pociągnięcie cyfrowych big techów do odpowiedzialności, np. poprzez akt o usługach cyfrowych.

Sam kiedyś śmiałem się z haseł z moich szczenięcych czasów, gdy zalewano nas karykaturalnymi plakatami z otyłymi jegomościami piszącymi na klawiaturze "nazywam się Ania i też mam 12 lat". Śmiechy-cichy, ale jednak człowiekowi ten obraz gdzieś zagnieździł się w świadomości, gdy buszował online. Dlatego czekam na porządny projekt ustawy Nowackiej i Giertycha oraz na działania edukacyjne.