
Przez lata polscy armatorzy zmuszeni byli zamawiać kluczowe jednostki w stoczniach chińskich lub włoskich. "Jantar Unity" zmienia ten trend. To pierwszy od 46 lat duży prom pasażersko-samochodowy (ro-pax) zbudowany od stępki po maszt w polskiej stoczni na zamówienie polskiego armatora. Uwaga: to nie jest ten prom od słynnej stępki w Szczecinie.
Nowy prom PŻM, przebijając się przez skute lodem wody Zalewu Szczecińskiego, zameldował się u stóp Wałów Chrobrego. "Jantar Unity", warta ponad 1,1 mld zł jednostka wybudowana w Gdańsku, to być może dowód na to, że polskie stocznie wracają do gry w wadze ciężkiej. W ten weekend Szczecin będzie świadkiem historycznego chrztu.
Made in Poland za 1,1 miliarda złotych
Za realizację tego gigantycznego projektu odpowiada Gdańska Stocznia "Remontowa". Przekazanie jednostki armatorowi (spółce Unity Line z grupy PŻM) nastąpiło 17 grudnia, po wyczerpujących testach morskich.
Inwestycja jest imponująca nie tylko finansowo, ale i technologicznie. "Jantar Unity" to jednostka skrojona pod rygorystyczne normy ekologiczne Bałtyku:
Choć promy kojarzą się głównie z transportem ciężarówek (co jest kluczowe dla wymiany handlowej na linii Świnoujście – Trelleborg), "Jantar Unity" stawia mocno na komfort pasażera. Armator chwali się standardem hotelowym kabin (jest ich blisko 200, w tym klasy De Luxe), strefami rodzinnymi oraz fotelami lotniczymi. To odpowiedź na rosnące wymagania rynku – przeprawa przez Bałtyk ma być nie tylko koniecznością logistyczną, ale i przyjemnością.
Weekendowe "Show" w Szczecinie: Chrzest i zwiedzanie
Armator Unity Line postanowił zorganizować wydarzenie z pompą adekwatną do skali inwestycji. Prom zacumował przy reprezentacyjnym Bulwarze Chrobrego w Szczecinie.
Sobota, 17 stycznia – Wielki Finał:
Niedziela, 18 stycznia – Dzień Otwarty:
To miał być ten prom od stępki. Ale nie jest
Warto przy okazji wyjaśnić: nie, to nie jest słynny prom od rdzewiejącej stępki w Szczecinie. Tamten, wedle projektu powstałego za czasów rządów PiS nie powstał. Jantara nie zbudowała państwowa stocznia w Szczecinie, ale prywatna w Gdańsku. Pierwotny projekt o mało nie skończył się zresztą bankructwem zarówno obu stoczni, jak i armatora.
Wszystko to zresztą jest aktualnie przedmiotem niebywale ożywionych debat w mediach społecznościowych. Powstanie nowego promu wychwalają pod niebiosa m.in. Marek Gróbarczyk czy Joachim Brudziński.
Ci politycy PiS wespół z Mateuszem Morawieckim tłukli złotymi młoteczkami w rzekomą stępkę pod prom w szczecińskiej stoczni. Finalnie nic z tego nie wyszło: produkcję przeniesiono do prywatnej stoczni w Gdańsku, która też miała problemy, bo zleceniodawca nie płacił jej faktur.
Historia jak z dreszczowca
Początki całej historii to wręcz popis niekompetencji. Zaczęło się od "propagandowej stępki" w 2017 roku. Rząd PiS (na czele z premierem Morawieckim) w blasku fleszy "rozpoczął" budowę promu w Szczecinie, pukając młoteczkami w kawałek metalu (stępkę). Okazało się to fikcją – nie było projektu, pieniędzy ani możliwości technicznych. Zmarnowano na to 14 mln zł, a słynna stępka skończyła jako bezużyteczny ponton.
Dopiero w 2021 roku podpisano realną umowę z prywatną stocznią "Remontowa" w Gdańsku. Budowa ruszyła, ale finansowanie "nie spinało się". Koszty rosły, a rząd PiS nie dorzucał pieniędzy, zrzucając cały ciężar na Polską Żeglugę Morską (PŻM).
Gdy nowy rząd przejął stery, okazało się, że projekt jest bankrutem. Stocznia "Remontowa" nie dostawała pieniędzy od miesięcy i groziła jej niewypłacalność. Polska Żegluga Morska, próbując ratować budowę własnymi środkami, zanotowała gigantyczną stratę (prawie miliard złotych) i stanęła na skraju upadłości. Stocznie w Szczecinie ("Wulkan" i "Gryfia") również były zadłużone i źle zarządzane.
Nowy wiceminister infrastruktury musiał gasić pożary: wstrzymano spiralę długów i dokapitalizowano stocznie, by uratować projekt promowy i samą Polską Żeglugę Morską przed utonięciem w długach.
Zobacz także
