
23 stycznia ruszył proces ws. kradzieży głosu Jarosława Łukomskiego przez AI użytego w reklamie szamba firmy JFC Polska. To bezprecedensowa rozprawa w Polsce, a pozwana spółka wydała oświadczenie.
W Polsce niektórzy nie wyobrażają sobie filmów i seriali bez głosu lektora. Jarosław Łukomski należy do śmietanki branży. W 2025 roku wyszła afera, gdy jego głos został wykorzystany bez zgody w reklamie zbiornika na odpady. Lektor i reprezentująca jego interes firma ruszyły do sądu przeciwko firmie JFC Polska. To pierwszy w kraju proces sądowy o cyfrową kradzież głosu z użyciem sztucznej inteligencji i stanowi ważny precedens.
Czy ukradziono głos polskiego lektora?
Środowisko lektorskie nie kryło oburzenia. Jak pisaliśmy w INNPoland, w obronie Łukomskiego stanęła firma Mikrofonika, z którą podpisał umowę o komercjalnym klonowaniu głosu i ochronie wizerunku lektora. Tego typu rozwiązania są etycznym sposobem na zakup licencji, aby głos znanej osoby został wykorzystany przez narzędzia sztucznej inteligencj.
"Dla lektora głos to podstawowe narzędzie pracy. I oby w wyniku wygranego procesu była to kradzież pierwsza i ostatnia" – czytamy na stronie polscylektorzy.pl. Lektorzy stają murem za Jarosławem Łukomskim i niektórzy jego koledzy po fachu stawili się na piątkowej rozprawie. W tym artykule opisaliśmy punkt widzenia tej branży, skarżącej się na kontakt z pozwaną firmą. Sam poszkodowany w wywiadach określił sytuację "jakby ktoś splądrował mi dom".
Oświadczenie JFC
JFC uważa, że do złamania prawa nie doszło i stanowisko podtrzymuje. Z oświadczenia, jakie otrzymaliśmy, dowiadujemy się, że producent zbiorników sam czuje się poszkodowany całą sytuacją. Obecność znanego głosu w reklamie miała być przypadkiem. Poniżej publikujemy pełne oświadczenie.
Oświadczenie JFC
ws. Jarosława Łukomskiego
Czy to mógł być wypadek?
Czy JFC ma szansę na obronę? Chociaż proces jest bezprecedensowy, takie zdarzenie już niekoniecznie. Marcin Rossa z Creait.me, określającego się jako studio AI, tworzy materiały promocyjne na zlecenie. W jednym ze swoich wpisów na LinkedIn opisał sytuację, że tworząc wideo dla klienta, program sam z siebie wybrał kreację wizerunku prawdziwej osoby. Materiał został zweryfikowany i poprawiony, aby uniknąć problemów prawnych. "W produkcji AI te sytuacje zdarzają się częściej, niż ludzie sądzą" – napisał reżyser.
Potencjalnym problemem jest źródło, z którego narzędzie AI czerpie dane treningowe. Argumentuje za tym również JFC. Jeśli spółkę się tym wybroni, pozostaje pytanie, kto w takiej sytuacji ponosi odpowiedzialność? I czy należy karać firmę za brak weryfikacji wykorzystanego wizerunku? Wyrok sądu może przetrzeć szlak dla wielu podobnych rozpraw w przyszłości, co wydaje się nieuniknione.
Zobacz także
