Górnicy pracujący w kopalni. Logo ZUG i czerwona strzałka pokazująca upadłość Zakładu.
Gliwicki ZUG w finansowych tarapatach. "Jak ja mam familiję utrzymać?" Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl Logo ZUG/giph.com.pl Montaż: INNPoland.pl

1300 zł za miesiąc pracy pod ziemią. Reszta "ma być później". W Gliwicach "później" brzmi dziś jak obietnica bez daty. Rachunki nie uznają tego słowa. W domu nie da się nim nakarmić dzieci ani zapłacić za czynsz.

REKLAMA

Około 200 pracowników Gliwickiego Zakładu Usług Górniczych dostało za styczeń tylko część wynagrodzenia. Prezes spółki złożył wniosek o upadłość. Tłumaczy to brakiem zleceń i trudną sytuacją na rynku. Ludzie, którzy drążą wyrobiska i montują górniczy sprzęt, znaleźli się na krawędzi.

ZUG w Gliwicach. 1300 zł i cisza pod ziemią

Mówimy o wypłacie za styczeń. Dzisiaj jest połowa lutego. 1300 zł przelane na konto to nie zaliczka na wakacje. Ma starczyć na rachunki, ratę kredytu, opał i zakupy rozpisane na kartce w kuchni.

"Jak ja mam familiję utrzymać?" – pisze jeden z górników na platformie opiniotwórczej gowork.pl.

Prezes w oficjalnym komunikacie przyznał, że "brak jest jakichkolwiek robót dedykowanych na rynek". PGG, PKW i JSW nie zlecają prac w takim zakresie jak wcześniej. Front robót się kurczy, a bez zleceń firma, która żyje z pracy pod ziemią, przestaje oddychać.

Gliwice. Listy do Warszawy i komitet protestacyjny

Związki zawodowe wysłały pisma do prezydenta, premiera, ministra aktywów państwowych i wojewody śląskiego. Wskazują na ryzyko utraty płynności finansowej i możliwe zwolnienia grupowe. W grze jest około 200 miejsc pracy.

Do problemów dochodzą zaległości płatnicze kontrahentów, kończące się umowy na kopalniach Sobieski i Borynia oraz konkurencja firm, które w przetargach schodzą z ceną do poziomu, przy którym trudno utrzymać koszty. W odpowiedzi powołano międzyzwiązkowy komitet protestacyjno-strajkowy. Nastroje są napięte jak lina w szybie.

Problemy sektora węglowego. Górnictwo w cieniu własnych kosztów

Kłopoty ZUG nie są oderwane od szerszego obrazu. Sektor węgla kamiennego od miesięcy balansuje między miliardowymi stratami a próbami łatania budżetów. Rosną koszty pracy, drożeją uprawnienia do emisji CO2, a wydobycie maleje. Statystyki wyglądają jak zwykłe tabelki, ale na dole mają twarze. Górnicy pytają jak mają utrzymać swoje rodziny. Żadna retoryka pod kamery. Taki temat jest poruszany w szatni albo przy śniadaniu w pracy.

Gliwicki ZUG specjalizuje się w podziemnych robotach górniczych. Drążenie wyrobisk, montaż urządzeń, prace wiertnicze. Bez takich firm kopalnie nie funkcjonują. Paradoks polega na tym, że gdy kopalnie ograniczają roboty, pierwsze tąpnięcie czują właśnie podwykonawcy. Na razie jest wniosek o upadłość i niepewność. W górnictwie mówi się, że najgorsza jest "cisza przed zawałem". W Gliwicach ta cisza trwa już za długo.