mała polska flaga na mapie i przy stosiku monet
Koniec polskiego cudu gospodarczego? Raport Banku Światowego jak kubeł zimnej wody Fot. aileenchik / Shutterstock

Bank Światowy alarmuje: trzech Polaków musi pracować na to, co produkuje jeden Niemiec, nasze uczelnie żyją w oderwaniu od rynkowych realiów , a rodzimi przedsiębiorcy tak bardzo boją się oddać kontrolę nad firmą, że o innowacjach mogą tylko pomarzyć. Przespaliśmy moment na technologiczną rewolucję?

REKLAMA

Polska gospodarka znalazła się na najostrzejszym zakręcie od lat. Z raportu Banku Światowego wyłania się obraz kraju, który owszem, doganiał Zachód, ale robił to głównie dzięki inwestycjom w tradycyjny kapitał (niezwiązany z technologiami teleinformatycznymi) i taniej sile roboczej. Niestety, wskaźnik tzw. złożoności gospodarczej w Polsce znalazł się w martwym punkcie.

Brutalne zderzenie z rzeczywistością przynoszą dane o wydajności. W sektorze przetwórczym polski pracownik musi mieć obok siebie jeszcze prawie dwóch kolegów, by wyprodukować tyle, ile jeden przeciętny pracownik w Niemczech. Nasza wydajność pracy w tym sektorze to zaledwie 39 proc. średniej niemieckiej. Dlaczego? Bo polskie firmy dramatycznie odstają pod względem innowacyjności.

Mit polskiego innowatora. Na tle Europy jesteśmy w ogonie

Tylko 15 proc. polskich małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) wprowadziło w ostatnich latach nowe lub ulepszone produkty. Dla porównania, unijna średnia to aż 27 proc.. W Europejskim Tablicy Wyników Innowacji (EIS) za 2025 rok zajmujemy odległe, 23. miejsce wśród krajów UE, wyprzedzając jedynie Słowację, Łotwę, Bułgarię i Rumunię.

Polski biznes to dżungla mikrofirm. Stanowią one aż 95,8 proc. wszystkich przedsiębiorstw, ale generują tylko 19,2 proc. wartości dodanej. Cały ciężar innowacji spoczywa na wąskiej elicie – duże firmy (stanowiące zaledwie 1,3 na 1000 przedsiębiorstw) odpowiadają za połowę wartości dodanej i aż 60 proc. wydatków na badania i rozwój (B&R) w kraju.

Co gorsza, innowacyjność w Polsce ma często obcy paszport. Choć firmy z kapitałem zagranicznym to zaledwie 0,5 proc. wszystkich firm, to one dominują w eksporcie i wydatkach na innowacje. Około 60 proc. biznesowych wydatków na B&R w Polsce pompowane jest w sektor nowoczesnych usług biznesowych (BSS), podczas gdy w UE dominują innowacje w przemyśle.

Efekt? Zagraniczne korporacje otwierają u nas świetne centra badawcze, drenują rynek z talentów, ale to nie Polska czerpie korzyści z komercjalizacji tych wynalazków – prawa własności intelektualnej (IP) wyjeżdżają za granicę.

Start-upy bez paliwa, czyli dlaczego banki wolą bezpieczne obligacje

Mamy w Polsce ponad 3300 start-upów i około 200 funduszy Venture Capital (VC). Wydawałoby się, że to świetne środowisko do budowania rodzimych jednorożców. Niestety, system finansowania innowacji w Polsce kuleje.

Inwestycje VC w Polsce (w szczytowym 2021 roku) wynosiły zaledwie 0,05 proc. PKB, co jest wynikiem miażdżąco niższym od unijnej średniej (0,19 proc.). Start-upy, szczególnie te z branż wymagających potężnego kapitału na start (jak biotechnologia), szybko zderzają się ze ścianą. Ponieważ na polskim rynku brakuje "cierpliwego kapitału", innowacyjne polskie biznesy są bardzo często przejmowane przez zagranicznych gigantów na wczesnym etapie rozwoju.

Polskie banki komercyjne nie kwapią się do pomocy. Przy obecnej nadpłynności wolą pompować pieniądze w bezpieczne i zyskowne obligacje skarbowe czy papiery NBP, zamiast ryzykować finansowanie "niematerialnych" innowacji. Z kolei polscy przedsiębiorcy z sektora MŚP i firm rodzinnych są niezwykle konserwatywni. Finansują się głównie leasingiem i zyskami zatrzymanymi, traktując oddanie części udziałów inwestorom zewnętrznym jako ostateczność.

Wieża z kości słoniowej. Nauka i biznes mówią różnymi językami

Jeśli szukamy winnych, musimy spojrzeć też na uniwersytety. Mimo że polskie uczelnie wypuszczają na rynek 300 tysięcy absolwentów rocznie, odsetek tych po kierunkach ścisłych i inżynieryjnych (STEM) wynosi poniżej 20 proc., co jest jednym z najgorszych wyników w naszej części Europy.

Współpraca nauki z biznesem w Polsce praktycznie nie istnieje. Zaledwie 5 proc. publikacji naukowych czołowych polskich uniwersytetów powstaje we współpracy z firmami – to najgorszy wynik w całej Europie. Wina leży po obu stronach. Publiczne granty na innowacje są często oceniane przez naukowców, którzy nie mają zielonego pojęcia o realiach rynkowych i komercjalizacji. Same uczelnie borykają się z chronicznym niedofinansowaniem, co uniemożliwia zatrzymanie najlepszych badaczy, którzy uciekają do sektora prywatnego.

Co musi się zmienić? Recepta Banku Światowego

Aby Polska nie utknęła na zawsze w pułapce średniego dochodu, instytucje zarządzające polityką innowacyjną muszą przejść trzęsienie ziemi. Obecnie system jest sparaliżowany przez rozproszenie kompetencji między różnymi ministerstwami (Rozwoju, Nauki, Cyfryzacji, Obrony) i agencjami (NCBR, PARP, PFR).

Bank Światowy rekomenduje cztery kluczowe kroki dla Polski:

1. Pobudzenie innowacji w firmach: należy uczyć przedsiębiorców z sektora MŚP nowoczesnego zarządzania i wspierać ich w transformacji cyfrowej poprzez specjalistyczne granty łączące zakup sprzętu z podnoszeniem kompetencji.

2. Reforma relacji nauka-biznes: uczelnie muszą stać się bardziej "przedsiębiorcze", a najlepsi naukowcy powinni otrzymywać granty motywujące do startu w europejskich konkursach.

3. Uwolnienie kapitału: Polska musi rozwinąć rynek Venture Capital oraz rynki kapitałowe, by ściągnąć ciężar finansowania ryzykownych start-upów z sektora bankowego.

4. Zrobienie porządku w instytucjach: konieczna jest przebudowa instytucji takich jak PARP i NCBR, stworzenie wyspecjalizowanych komitetów inwestycyjnych oraz powołanie jednego, centralnego ośrodka odpowiedzialnego za politykę innowacyjną kraju.

Czas taniej siły roboczej i bezrefleksyjnego kopiowania technologii z Zachodu minął. Jeśli nie przestawimy zwrotnicy na twarde, rodzime innowacje, nasz pociąg gospodarczy z hukiem zatrzyma się w szczerym polu.