
Janusz Palikot przerywa milczenie po wystawieniu Browaru Tenczynek na licytację. Były polityk twierdzi, że zakład wart 70 milionów złotych jest w praktyce oddawany za bezcen. Biznesmen obarcza winą za upadek finansowy i gigantyczne długi m.in. samego Mateusza Morawieckiego, przyznając się jedynie do odpowiedzialności "moralnej".
W poniedziałek pisaliśmy o tym, że Browar Tenczynek, należący do firmy Janusza Palikota, został wystawiony na sprzedaż, by pokryć wielomilionowe długi firmy. Tekst z dokładnym opisem sytuacji można przeczytać tutaj. Teraz poprosiliśmy samego byłego polityka o komentarz do tej sytuacji.
Palikot załamany licytacją browaru. "Chce mi się płakać!".
Browar Tenczynek, centrum alkobiznesu i oczko w głowie Palikota, został wystawiony przez syndyka na jednym z popularnych serwisów aukcyjnych za 23,7 miliona złotych. Dla Janusza Palikota jest to druzgocąca wiadomość.
"Chce mi się płakać! Zakład, w który zainwestowaliśmy 70 mln, jest sprzedawany za 23 mln" – pisze Palikot w odpowiedzi na nasze pytania.
Były poseł poszerza kontekst i odnosi się również do całej firmy. W 2022 roku miała być wyceniana na 300 milionów – "a teraz oddawana jest za grosze". Faktycznie w 2022 roku padały słowa o takich wycenach, jednak z ust samego Palikota.
Kto zniszczył biznes Palikota? Oskarżenia w stronę Morawieckiego, CBA i prokuratury
Przy okazji Palikot obarcza winą obecną sytuację konkretne osoby i instytucje. Przypomnijmy, że długi należące do firmy polityka wynoszą niebotyczne 240 milionów złotych, a na pieniądze czekają zarówno pracownicy, jak i inwestorzy. Jako jednego ze sprawców swojej niedoli Palikot wskazuje byłego premiera z ramienia PiS, Mateusza Morawieckiego.
"Prokurator, CBA i Morawiecki, którzy do tego doprowadzili, są bezkarni" – przekazuje InnPoland Janusz Palikot.
Panowie ewidentnie mają ze sobą na pieńku. Na dowód można przytoczyć słowa samego Morawieckiego z 2023 roku:
– Uwierzyć Donaldowi Tuskowi, to jak ulokować pieniądze u jego kolegi Janusza Palikota. Albo znów oszuka, albo po prostu ucieknie – mówił Morawiecki w nagraniu udostępnionym w portalu X.
Zobacz także
Długi własne czy firmy? Palikot uderza w dziennikarzy
W komentarzu dla InnPoland Palikot uderzył również w dziennikarzy. Jak twierdzi, długi i majątek nie są jego, a firmy, czyli Manufaktury Piwa Wódki i Wina. Jednak, jak sam przyznaje, czuje się za długi odpowiedzialny, ale "moralnie".
"Dziennikarze bezmyślnie powtarzają, że to mój majątek, a to majątek firmy i te długi nie są moje, tylko firmy. Inna rzecz, że ja moralnie czuję się za to odpowiedzialny" – tłumaczy nasz rozmówca.
Faktycznie długi należą do firmy, a nie samego Janusza Palikota, jednak to on jest prezesem zarządu spółki i odpowiada za jej funkcjonowanie, w tym na przykład za płacenie pracownikom i inwestorom.
Są zarzuty, nie ma aktu oskarżenia. "Do diabła z tym!"
Na koniec Janusz Palikot wystosował pewnego rodzaju apel. Odnosi się w nim do aresztu, w którym przebywał i przekonuje, że został pozbawiony majątku. Z aresztu wyszedł dzięki wpłaceniu 2 mln zł kaucji. Warto dodać, że nie jest jedynym podejrzanym w sprawie. Podobne zarzuty usłyszeli jego dwaj współpracownicy: Przemysław B. i Zbigniew B.
W ostatnim czasie Palikot wstawia nagrania z nowoczesnego apartamentowca w Warszawie. "Mam nadzieję, że świat, w którym można kogoś pozbawić wolności i majątku i nie mieć argumentów, aby oskarżyć, kiedyś się skończy" – napisał do InnPoland.
Palikot stwierdził również, że od roku "nie jest o nic oskarżony", a "stracił wszystko". Warto zaznaczyć, że faktycznie nie ma aktu oskarżenia w sprawie. Jednak warto dodać, że zarzuty wobec byłego polityka nadal są aktualne (siedem dotyczących oszustwa i jeden dotyczący przywłaszczenia mienia).
"Do diabła z tym!" – zakończył swoją wypowiedź Janusz Palikot.
