
Tczew chce poszerzenia granic. Rada Miejska jednogłośnie zagłosowała za historycznym poszerzeniem granic miasta. Decyzja ta wywołała potężną awanturę. Władze sąsiedniej gminy wiejskiej i zdesperowani mieszkańcy zapowiadają twardą walkę o swoje tereny.
Miasto Tczew powiększa swoje granice. Rada Miejska właśnie jednogłośnie zagłosowała za oficjalnym wnioskiem o przyłączenie nowych obszarów. To historyczny przełom dla miasta, ale i zarzewie ostrego konfliktu, ponieważ władze gminy wyraźnie przeciw temu protestują. Niezadowoleni mają być też mieszkańcy.
– To jedno z najważniejszych głosowań tej kadencji. Dotyczy nie tylko granic, ale przyszłości naszego miasta i odpowiedzialności wobec mieszkańców – mówił przed głosowaniem, Łukasz Brządkowski, prezydent Tczewa, cytowany na oficjalnej stronie miasta Tczewa i władz Gminy Miejskiej Tczew.
Gigantyczne inwestycje w tle. Po co miastu nowe ziemie?
Jednak to, że poszerzenie granic kociewskiego miasta zostało przegłosowane nie jest końcem całego procesu. Uchwała musi jeszcze przejść przez wojewodę, by ostatecznie trafić do rady ministrów, która wyda finalną decyzję.
Władze miasta, na oficjalnej stronie, piszą, że zmiana jest potrzebna do rozwoju Tczewa.
– Granice administracyjne nie odpowiadają już rzeczywistości. Dzisiejsza decyzja to krok w stronę ich uporządkowania i dostosowania do faktycznych potrzeb rozwojowych Tczewa – twierdzi Brządkowski, cytowany na stronie Tczewa.
Jak informuje serwis "Dziennika Bałtyckiego", gra toczy się o strategiczne projekty infrastrukturalne. Nowe granice administracyjne mają pozwolić miastu ruszyć z realizacją kluczowych inwestycji, takich jak:
Zobacz także
Miażdżące wyniki konsultacji i oskarżenia o "drogę konfliktu"
Warto zaznaczyć, że za poszerzeniem granic zagłosowali wszyscy radni. I chociaż wszyscy zagłosowali "za" to jednak nie obyło się bez uwag dotyczących drogi, którą wprowadzane są zmiany. Radna Iwona Nitza (z Koalicji Obywatelskiej) zaznaczyła, że proces, wprowadzania zmian, choć potrzebny, budzi zastrzeżenia i powoduje konflikt. Dodatkowo ma być poparty niedostatecznymi analizami finansowymi skutków ekspansji granic.
– Zamiast odpowiedzialnego dialogu i budowania porozumienia wybrano drogę konfrontacji i konfliktu – mówi radna, cytowana przez serwis "Dziennika Bałtyckiego".
Jak zauważyła również radna, choć w samym Tczewie, podczas konsultacji społecznych, zwolennicy poszerzenia granic mieli przewagę (ponad 63 proc.), to frekwencja na poziomie poniżej 2 proc. podaje w wątpliwość wagę tego poparcia. Zgoła odmienne, bojowe nastroje panują w sąsiedniej gminie. Tam, przy bardzo wysokim udziale mieszkańców (ponad 42 proc. frekwencji), projekt spotkał się z masowym, 95-procentowym sprzeciwem.
Sposób wprowadzania zmian mieli krytykować również radni z innych ugrupowań.
Gmina Tczew mówi "NIE!". Protesty i widmo zamkniętych szkół
Stanowczą akcję przeciwną poszerzeniu granic prowadzi Gmina Tczew. Jak czytamy na oficjalnej stronie gminy, sprawa budzi głęboki społeczny sprzeciw. Organizowany był na przykład Marsz Jedności Gminy Tczew. Przeciw zmianie granic protestują również m.in. społeczności placówek oświatowych, lokalne Koła Gospodyń Wiejskich czy miejscowa Ochotnicza Straż Pożarna.
"Jest to działanie jednostronne, podjęte mimo wyraźnego sprzeciwu naszych mieszkańców oraz bez rzeczywistego i odpowiednio wcześniej podjętego dialogu między samorządami" – pisze w oświadczeniu wójt Gminy Tczew, Krzysztof Augustyniak.
Zmiany mają być zagrożeniem dla lokalnych gminnych inwestycji. Zagrożone mają być również lokalne podmioty takie jak np. spółka komunalna. Pod znakiem zapytania ma również stać miejscowa komunikacja publiczna.
"Zachodzi poważne ryzyko zmarnowania pieniędzy podatników przeznaczonych na rozbudowę i przebudowę szkoły podstawowej oraz budowę przedszkola w Gminie Tczew (ponad 20 milionów zł). Zignorowano istniejące po zmianie granic ryzyko likwidacji Szkoły Podstawowej w Dąbrówce, a także zagrożenie dla stabilności finansowej spółki komunalnej oraz funkcjonowania systemu komunikacji publicznej" – czytamy w oświadczeniu.
