
Choć jeszcze niedawno praca zdalna była standardem, dziś pracodawcy masowo "zaganiają" nas z powrotem do biur. Czy ten nagły zwrot to faktycznie przepis na lepszą komunikację i twórcze pomysły? A może raczej to cichy powrót do kontroli, który wyklucza z rynku pracy tysiące zdolnych osób i burzy skomplikowaną, domową logistykę? InnPoland sprawdza, dlaczego trend RTO (Return to Office) budzi tak silne kontrowersje. Rozmawiamy z pracownikami i szefami.
Tego nie da się nie zauważyć, choć wielu z nas chciałoby udać, że tego nie dostrzega. Wracamy do biur. Wystarczy spojrzeć na oferty pracy na portalach ogłoszeniowych. Oferty zdalne to zdecydowana mniejszość, często zarezerwowana dla anonsów typu: wypełnianie ankiet, składanie wniosków, które prawie nigdy nie są pracami z prawdziwego zdarzenia. Bywają za to doskonałymi narzędziami do wyłudzenia danych lub naciągania na pieniądze.
Czy naprawdę wszystko, co jeszcze kilka miesięcy temu można było zrobić z domu położonego na drugim końca świata, dziś wymaga stałego oddechu szefa na ramieniu w Warszawie, czy innym dużym mieście? Sądząc po treści ofert, najwyraźniej taką opinię mają teraz ogłoszeniodawcy.
Praca zdalna ratuje dom i firmę. "Wciąż siedziałabym na L4"
Nie oszukujmy się. Brak możliwość pracy zdalnej wyklucza nas – i piszę to w imieniu tysięcy mieszkańców mniejszych miast – z lwiej części rynku pracy. Znam dziesiątki osób, dla których konieczność przejścia na pracę stacjonarną wiązałaby się z utratą wymarzonej posady w mediach, finansach, logistyce... Przeprowadzka? Łatwo powiedzieć.
– Nie chodzi o to, że ja jestem tak bardzo wygodna i boję się dojazdów czy zmian, ale najzwyczajniej w świecie: nie dałabym sobie rady z domową logistyką. Z obiadami, sprzątaniem, zajęciami dodatkowymi, a najważniejsze… z chorobami – mówi InnPoland pani Aleksandra, księgowa, prywatnie mama dwóch przedszkolaków.
Kobieta jest po rozwodzie, dzieci często zapadają na infekcje, a praca zdalna daje jej możliwość równoległej opieki nad synami.
– Nie wiem, co zyskałby mój pracodawca, gdyby chciał mnie bardziej kontrolować poprzez powrót do biura. Przecież ja wtedy wciąż siedziałabym na L4, bo jak nie jednemu bliźniakowi coś dolega, to drugiemu. Wystarczy, że rano któregoś zaboli brzuch i po herbacie. Pracując w biurze, trzeba byłoby natychmiast wziąć urlop na żądanie lub szorować do przychodni. W pracy zdalnej idzie się "przemęczyć" – mówi Aleksandra. Kobieta przyznaje, że gdy jej dzieci są przeziębione, w jednym czasie próbuje łączyć obowiązki pracownika z powinnościami matki. Przeważnie "jakoś" jej się to udaje. – Nie jestem wtedy wzorową matką i prawdopodobnie nie jestem też idealnym pracownikiem, ale to takie moje "zjeść ciastko i mieć ciastko" – ocenia moja rozmówczyni.
Pracodawcy tłumaczą, dlaczego chcą, by pracownicy wrócili do biur
Managerzy czy właściciele firm, z którymi rozmawiam, nie lubią słowa "kontrola". Wszyscy zgodnie podkreślają, że w powrocie do biur nie o nią chodzi. Większość z nich mówi, że ma zaufanie do pracowników, jednak wystarczy porozmawiać trochę dłużej i okazuje się, że bywa ono dość ograniczone.
– Nie chciałbym stresować moich pracowników i wciąż zaglądać im w komputer, ale po latach doświadczeń jestem prawie pewien, że przepływ informacji przy pracy zdalnej jest dużo dłuższy, a to mocno wpływa na tempo i energię niektórych projektów – zaznacza pan Jan, właściciel agencji marketingowej.
Zdaniem rozmówcy InnPoland, więcej spraw można byłoby załatwić sprawniej i lepiej, gdy pracownicy rozmawiali ze sobą przy stole, niż wiecznie pisali czy dzwonili do siebie przez komunikatory.
– W pracy na odległość wszystko przypominało bardziej zabawę w głuchy telefon niż wspólny cel i wspólne rwanie tej samej rzepki z wiersza Tuwima. Ten temu coś napisał, ale tamten nie zauważył. Tamta tamtej coś nagrała, ale zapis wpadł do spamu. Czasem na odkręcaniu takich rzeczy, na wiecznej pogoni za zaginionymi mailami, można było naprawdę stracić dużo czasu i cierpliwości – opisuje mężczyzna, który rok temu z ulgą "zagonił" pracowników do biura. Przedsiębiorca zauważa też, że przy pracy zdalnej pracownicy mniej uczą się od siebie, a "burza mózgów" praktycznie nie istnieje. To duży minus zwłaszcza przy pracy kreatywnej, którą trudni się agencja.
– Wyobraźnia gra dużą rolę w naszej branży. Gdy pracownicy są razem, każdy coś do tego wspólnego gara dorzuci. Jakiś kolejny szalony pomysł wpadnie komuś do głowy i wszystko pączkuje, mknie przed siebie efektem kuli śnieżnej. Pracownikom pochowanym w domach, za komputerami, nie chce się aż tak "produkować". I to wcale nie jest ich wina. Tylko chyba wina ewolucji! – rzuca przedsiębiorca.
Podczas rozmowy z nim (notabene zdalnej) wspólnie dochodzimy do kolejnego wniosku: nie każdy umie się precyzyjnie wypowiadać pracując zdalnie przez komputer lub słuchawkę. Rozmowa twarzą w twarz może wyzwolić więcej emocji i potencjału.
Pan Jan zastrzega, że nie jest psychologiem rozwojowym ani też biologiem, jednak na to, dlaczego tak się dzieje, ma pewną teorię.
– Na świecie żyjemy obok siebie, spotykamy się, rozmawiamy od setek tysięcy lat. W bezpośrednim kontakcie wiele spraw przychodzi nam naturalnie. Zdalne porozumiewanie się zza ekranów to tak naprawdę wymysł XXI wieku. Jako gatunek chyba dopiero się w to wgryzamy. Te proporcje czasowe muszą mieć jakieś znaczenie – zastanawia się. Z własnej perspektywy mogę przyznać: praca w domu, gdzie przez większość dnia jestem panią i władczynią swojej przestrzeni i swojego komputera, bardzo indywidualizuje, a nawet wycofuje. Czasem potrzeba mi dużo sił i samozaparcia, by po pracy wyjść z kapsuły własnego świata.
Chcąc nie chcąc bardzo mi w tym pomagają dzieci, które codziennie trzeba odebrać z placówek opiekuńczych, a następnie gdzieś zawieźć czy spędzić z nimi czas na basenie, rowerze czy sankach.
To daje mi kopa i codziennie pokazuje, że poza szklanym ekranem jest jeszcze jakiś inne życie, które być może nie byłoby dla mnie tak oczywiste, gdybym po pracy "nic" nie musiała. Często zastanawiam się, czy po pracy tak łatwo przenikałabym w niewirtualne życie, gdyby moich synów nie było.
Wyobcowanie i fobie społeczne. Kiedy praca zdalna osłabia potencjał zespołu
Pan Michał prowadzi firmę geodezyjną. W tej branży wiele rzeczy robi się zza biurka, ale trzeba też pracować w terenie, na przykład na pomiarach.
– Zakłada się wodery, pakuje narzędzia i jedzie. Gdy jesteśmy wszyscy razem i trzeba wysłać kogoś w plener, to nie ma z tym najmniejszego problemu. Mordęgą była pandemiczna praca zdalna. Chłopacy chyba przyrośli do tych siedzeń, nikomu się nigdzie nie chciało jeździć – bulwersuje się rozmówca InnPoland.
Geodeta zauważa, że zatrudnieni zbyt długo pracujący wyłącznie zdalnie stają się wyobcowani.
– Łapią jakieś fobie społeczne. Tracą elastyczność, a często i pokorę przed bardziej doświadczonymi pracownikami. Jako pracodawca jestem gorącym fanem wspólnej pracy z jednego miejsca. Zresztą: przecież nie będę siedział w biurze sam. Po coś za nie płacę. Dla mnie ważne jest oddzielenie czasu rodzinnego i prywatnego od zawodowego. Podczas pracy z domu wszystko się miesza. Myślę, że innym te podziały też wychodzą na zdrowie – ocenia pan Michał.
Mężczyzna cieszy się też z tego, że nie musi wyrównywać rachunków za prąd u pracowników zdalnych. Uważał to za kłopotliwe.
Dalsza część tekstu poniżej.
Zobacz także
Praca zdalna bywa bardziej efektywna niż stacjonarna. Cisza, spokój i koncentracja
Pani Katarzyna jest managerką w jednej z firm komunikacyjnych. Dział, którym zarządza, zajmuje się zdalną obsługą klienta. Pracownicy mają możliwość codziennej pracy z biura lub hybrydowej.
– Nie zauważyłam, żeby praca zdalna była mniej efektywna niż ta z biura, co zresztą potwierdzają wewnętrzne statystyki. Powiem szczerze: czasem drażniły mnie te plotki, wspólne kawki i wycieczki na papierosa. Na zdalnej nie ma tego problemu – mówi InnPoland pani Katarzyna.
Nasza rozmówczyni zwraca też uwagę na to, że wielu osobom, które przechodzą na pracę zdalną, wyniki rosną. Powód? Nie muszą zmagać się z setkami rozpraszających rzeczy, które skutecznie utrudniały im wykonywanie obowiązków, gdy siedziały na jednej sali wśród kilkudziesięciu kolegów i koleżanek.
– Cisza i spokój są nieosiągalne w siedzibie korporacji, a przecież są niektórym bardzo potrzebne. Praca zdalna sprzyja koncentracji i zmniejsza przebodźcowanie. Osoby neuroatypowe bardzo sobie cenią pracę z domu, a my potem bardzo cenimy ich osiągnięcia – mówi managerka.
Pani Katarzyna zaskakuje mnie jeszcze jednym: praca zdalna to jej zdaniem koniec romansów w pracy:
– Pracujemy w dość młodym zespole. Spięcia między ludźmi lub wręcz odwrotnie, ich zbliżanie się do siebie, generowało mnóstwo dramatów, na które w pracy teoretycznie nie powinno być miejsca. W praktyce były jednak mocno odczuwalne.
Dlaczego pracodawcy nie chcą zdalnych pracowników? "Zaczęłoby się, że kogoś lubię bardziej, a kogoś mniej"
Kolejny przedsiębiorca, z którym rozmawiam, pan Tomasz, właściciel agencji ubezpieczeniowej, o pracy zdalnej ma znacznie gorsze zdanie. Uważa, że efektywność wtedy spada, a niektórych pracowników trzeba po prostu bardziej nadzorować.
– Na zdalnej zostawiłbym tylko tych najzdolniejszych – mówi pan Tomasz.
Jestem tak zdziwiona, że muszę dopytać:
– Najzdolniejszych? Co to znaczy? Czyżby chciałby im pan mierzyć inteligencję i na tej zasadzie dzielić i rządzić: ty do biura, ty na zdalną?
– Chodzi o tych bardziej zdyscyplinowanych. Tych, którzy dodatkowo sami szukają rozwiązania problemów, nie trzeba ich co krok prowadzić za rączkę. Oni nadają się do pracy zdalnej. Są jednak i tacy pracownicy, którzy na odległość po prostu sobie nie poradzą. Ludzie mają podobne wykształcenie, podobne kursy, podobną wiedzę, czasem nawet podobny staż pracy, a i tak realizują zlecenia w różny sposób – wyjaśnia.
W marzeniach pan Tomasz idzie jeszcze dalej.
– Chciałbym móc wybrać, kto może, a nawet powinien pracować zdalnie, a kogo miałbym bliżej. W pracy jednak obowiązuje zasada braku dyskryminacji i ciężko byłoby mi się z tego wytłumaczyć. Zaraz by się zaczęło, że kogoś lubię bardziej, a kogoś mniej i jestem niesprawiedliwy. Dlatego, żeby uprościć sobie życie, każę wszystkim przychodzić do biura, choć wiem, że niektórym łatwiej byłoby pracować z domu – konkluduje.
