Kolaż złożony z twarzy prezydenta Wójcickiego, gorzowskiego muralu z nosorożcem i Jezusa ze Świebodzina. Na górze napis: Gorzów stąd jestem
Jestem pewnie, że Gorzów na wzór naszego nosorożca za szybko nie skamienieje - mówi Jacek Wójcicki, prezydent miasta. Fot. Łukasz Kulczyński/K./ Jagielski/SebastianGorzow/Shutterstock/kompozycja SLL.

– Gorzów nie jest miastem turystycznym i nigdy nie będzie – na taką skalę jak np. miasta na Dolnym Śląsku. Chyba że mielibyśmy jakieś objawienie czy też cud. W drugiego Jezusa ze Świebodzina też nie mamy zamiaru inwestować. Jeden w województwie wystarczy – mówi Jacek Wójcicki, prezydent Gorzowa Wielkopolskiego, w wywiadzie dla InnPoland.

REKLAMA

Agnieszka Porowska: Ile w Gorzowie Wielkopolskim czeka się z dzieckiem na wizytę u endokrynologa?

Jacek Wójcicki: Prawdę mówiąc, nie wiem, ale z analiz "Business Insider" wynika, że nie jest u nas z tym najlepiej...

Ponad rok panie prezydencie! Jak to jest być prezydentem miasta Polski C?

Nie uważam, aby Gorzów mógł się zaliczać do Polski C.

Tak w InnPoland stwierdził dr hab. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego. Biorąc pod uwagę takie zmienne, jak dostęp do lekarzy czy wysokość płac, województwo lubuskie to niechlubny ogon Polski.

Mówi pani o zmiennych, o których decydują instytucje inne niż miejski samorząd. Na dostępność usług medycznych wpływ ma rządowy NFZ, a jedyny szpital należy do marszałka województwa lubuskiego. Miasto Gorzów nie zarządza żadną placówką medyczną.

Niskie zarobki to też wina NFZ?

Na to wpływ ma wiele historycznych zaszłości. Na statystyki dotyczące zarobków wpływ mają różne czynniki – posiadanie dużej uczelni wyższej, dobrze opłacane instytucje.

W Gorzowie długo ciążyła przemysłowa historia miasta, zakłady pracy, w których latami nie zarabiało się wybitnie. Ale dzisiaj możemy na to patrzeć w kategorii wad i zalet. Za wadę można uznać to, że nie mamy dużej uczelni, Urzędu Marszałkowskiego i wysoko rozwiniętych usług.

A raczej to do tej pory wydawało się wadą. Ale dzisiaj wiemy, że nasza konsekwencja w działaniu, bo od 12 lat stawiamy na przemysł, szkolnictwo zawodowe i techniczne – zaczyna przynosić efekty. I będzie to widoczne w najbliższych latach. Mało kto wie, że już 60 proc. produkcji sprzedawanej w lubuskim pochodzi z Gorzowa.

Ale co dokładnie będzie widoczne? Jakaś nowa inwestycja, która obudzi miasto?

Dzięki temu, że tak mocno stawialiśmy na przemysł – dziś największa polska inwestycja militarna i zbrojeniowa powstanie właśnie w Gorzowie. Najpierw walczyliśmy o pozyskanie gruntów, potem o finansowanie. Udało się nam pozyskać 300 mln zł na uzbrojenie terenu, które właśnie ma miejsce.

Jestem dumny, bo od lat naprawdę na najróżniejsze sposoby staraliśmy się wykazać opłacalność inwestycji w naszym mieście i przygotowanie pracowników. Zabiegaliśmy o to, by największa inwestycja zbrojeniowa w Polsce znalazła dla siebie miejsce u nas. I to się udało. Konsorcjum dwóch firm: polskiej i koreańskiej wybuduje w Gorzowie fabrykę do budowy rakiet. Kontrakt na 14 miliardów złotych został podpisany w grudniu. W wakacje ruszą roboty ziemne, a po wakacjach pełnoskalowa budowa.

Ile osób znajdzie tam pracę?

Sama fabryka to 116 hektarów powierzchni i 2 mld zł. Teraz słyszymy o kolejnych negocjowanych kontraktach z Finlandią. Zakład zatrudni około 500 osób, ale taka fabryka to również wiele zaawansowanych technologicznie firm kooperujących, które również powinny być usytuowane lokalnie. Ten zakład będzie takim samym generatorem dochodu, podatków i miejsc pracy jak kiedyś Stilon.

Wróćmy do Stilonu i produkowanych tam kaset, o których w Polsce krążą legendy. O fabryce mówi się, że było to podobno "miasto w mieście", ma o nim powstać film dokumentalny. Ale czas kaset dawno się skończył. Kto ma pisać nową historię Gorzowa? Tylko rakiety?

Historię każdego miasta piszą ludzie. Ale wracając do Stilonu. To nieprawdziwa opinia, że Stilon się skończył. Kasety odeszły, ale zakład działa dalej tylko pod innym szyldem i trochę zmieniła się jego specyfika. Włókna poliamidowe z ul. Włókienniczej wciąż są eksportowane na cały świat. Nie wiem, czy sami Gorzowianie mają świadomość, jak wiele przedmiotów wokół nas bierze swój początek w Gorzowie.

Zakłady przejęli Włosi, a teraz szykuje się kolejna fuzja. Cały teren byłego Stilonu wciąż jest terenem przemysłowym i tam nie ma ani kawałka wolnego. Nikt nie próżnuje.

W lubuskim ma miejsce nietypowa sytuacja, bo są dwa miasta jądra: Gorzów Wielkopolski i Zielona Góra. Współpracujecie? Konkurujecie?

Trochę rywalizujemy, ale różnice i podkreślanie wzajemnej konkurencji przynosi dobry rezultat. Gdy się konkuruje, to automatycznie nie osiada się na laurach i stara się być tym lepszym. To pobudza do działania. Gdy spotykamy się na derbach żużlowych dwa razy w roku, to pewnie lecą wtedy różne epitety, ale nie ma między nami prawdziwej niechęci.

Czym Gorzów różni się od Zielonej Góry?

Jesteśmy dość podobnymi stutysięcznikami. Różnicuje nas struktura dochodów. Gorzowski profil przemysłowy był do niedawna na przegranej pozycji, ale szeroko rozumiane usługi, które dominują w Zielonej Górze – za chwilę będą wypierane przez automatyzację i oparte na AI systemy informatyczne.

Zielona Góra ma dziś poważny problem, bo nie ma terenów inwestycyjnych i nie ma filaru przemysłowego, który właśnie ma Gorzów. Do tej pory cierpieliśmy jako ci gorsi. Urzędy państwowe i samorządowe oraz uczelnia podbijały stawki wynagrodzeń zielonogórzanom. W najbliższych latach w Gorzowie wynagrodzenia będą rosły i to on będzie się wybijał na lidera województwa.

Kilkanaście lat temu, gdy po raz pierwszy byłam w Gorzowie Wielkopolskim, pokazano mi ciekawostkę turystyczną: schody nazywane przez mieszkańców Schodami Donikąd. Pięknie położone na jednym z gorzowskich stoków, z niesamowitą panoramą, ale zaniedbane. Długo jeszcze?

Pomysł jest, projekt gotowy, chcemy je wyremontować, potrzebujemy wsparcia. Czekamy na decyzję z Urzędu Marszałkowskiego, jeśli chodzi o jego dofinansowanie. Schody mogą zostać przebudowane i być bardzo reprezentacyjnym wejściem do parku. Mam nadzieję, że odzyskają dawny blask.

Złośliwcy ironizują, że tak jak Schody Donikąd – tak i cała gospodarka Gorzowa zmierza donikąd.

To jest niemądry żart. Myślę, że zaprzeczyliśmy temu już na początku rozmowy, mówiąc o tym, że 60 proc. produkcji przemysłowej województwa pochodzi z Gorzowa. W ostatnich dziesięciu latach wiele firm otworzyło swoje przedsiębiorstwa w Gorzowie, w tym potężne korporacje logistyczne. Gorzowska strefa przemysłowa kwitnie, kolejne firmy budują tam swoje inwestycje. Panattoni buduje już czwarty park logistyczny.

To ostatni moment, żeby złapać jakieś grunty w Gorzowie, bo przygotowane przez nas 400 hektarów szybko się rozchodzi. 116 ha wzięły zbrojenia, kolejne 20 ha – fabryka suplementów diety. Umowy już podpisane, zaraz rusza budowa. Nagranych mamy też wiele rozmów z kolejnymi inwestorami. Proszę mi wierzyć, że nie zmierzamy donikąd. Ruch na ścianie zachodniej jest potężny.

Dlaczego Gorzów nie potrafi wykorzystać swojego położenia geograficznego, by zawojować Europę? Przecież ma tylko 130 km do Berlina.

Wykorzystujemy je na miarę naszego potencjału, fakty zaprzeczają tym stereotypom. Ale może te opinie biorą się stąd, że różnice między Polską a Niemcami do niedawna faktycznie były dość znaczące? Ale to się zmieniło. Bo Gorzowianie też korzystali z tego niemieckiego potencjału, jeżdżąc tam do pracy. Ale przenosili też dobre nawyki i praktyki.

Ja coraz częściej słyszę wręcz odwrotne opinie, że zrobiliśmy ogromne postępy w infrastrukturze, stylu życia, czystości naszych miast.

Niedawno mieliśmy delegacje z miasta partnerskiego Herford położonego w Nadrenii Północnej-Westfalii. I, mimo że to bogaty land, ludzie stamtąd byli pod ogromnym wrażeniem rozmachu gorzowskich inwestycji i patrzyli na nas z zazdrością.

W najbliższym czasie aż 180 mln złotych ma zostać zainwestowane w transport publiczny. Jak miasto ma zamiar je wykorzystać?

Jesteśmy pierwszym miastem wojewódzkim, które wprowadziło darmową komunikację miejską dla wszystkich mieszkańców z kartą mieszkańca. To poważny przywilej i duża ulga.

Jechałam latem gorzowskim tramwajem. Nie należał do najnowocześniejszych. Czyli działa to tak: gorzowianie jeżdżą za darmo, ale muszą godzić się na dyskomfort?

To miała pani pecha, bo w Gorzowie mamy 70 proc. nowoczesnych tramwajów PESA i tylko kilka rezerwowych starych tramwajów kupionych kiedyś w Niemczech. A te 180 mln pójdzie na zakup tramwajów niskopodłogowych ze wszystkimi możliwymi udogodnieniami.

W ciągu 2 lat wszystkie tramwaje będą nowoczesne. We flocie mamy też już większość nowoczesnych autobusów – autobusy hybrydowe, elektryczne, a za chwilę wodorowe.

Pochodzę z Olsztyna, czyli drugiego końca Polski. Gdy zapytam kogoś od nas o Gorzów Wielkopolski, większość ludzi uważa, że to jakaś mała miejscowość pewnie z pół godziny drogi od Poznania. Czy przymiotnik "Wielkopolski" nie jest dla miasta kulą u nogi?

Przydomek “Wielkopolski” został mu nadany w latach powojennych. Po wojnie pionierzy- kolejarze z Wągrowca zasiedlali miasto. To Wielkopolanie budowli tu polską administrację, a chcąc nadać polskości miastu, które miało za sobą długą historię niemiecką – nazwano je wielkopolskim.

Mieszkańcy są do tego przyzwyczajeni do tego stopnia, że gdy dwa lata temu znów wróciła dyskusja na temat zmiany nazwy: Gorzowianie stwierdzili, że jej nie potrzebują. Wszystko, co dobre możemy brać z Wielkopolski. Nie ma się czego wstydzić. Zresztą Gorzowianie też pewnie niewiele wiedzieliby o Olsztynie, jeśli ich zapytać. Ludzie po prostu mało podróżują.

Nie zgodzę się! Podróżują mnóstwo, ale już raczej nie po Polsce. To może bonem turystycznym zachęcić ludzi do odwiedzin lubuskiego? Jestem szczerze zakochana w Santoku pod Gorzowem, gdzie Noteć wpada do Warty, a nad głowami na zboczu, na której położona jest wieś, kołują dziesiątki mieszkających tam bocianów.

Powiem niepopularnie: Gorzów nie jest miastem turystycznym i nigdy nie będzie – na taką skalę jak np. miasta na Dolnym Śląsku. Chyba że mielibyśmy jakieś objawienie czy też cud. W drugiego Jezusa ze Świebodzina też nie mamy zamiaru inwestować. Jeden w województwie wystarczy. Nie silimy się, by sprowadzać tu turystów.

Gorzów ma się opierać na przemyśle i robić wszystko, aby tworzyć dobre miejsca pracy, rozwijać nowe technologie i tworzyć bezpieczny port dla tych, którzy tu na co dzień żyją. Wracając do inwestycji: za 120 mln wybudowaliśmy nową szkołę branżową – Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu.

Nawet nie próbuje pan kusić nowym uniwersytetem?

Nie. Świat się zmienia. Nauka też coraz bardziej staje się wirtualna. Uczelnie zaczynają mieć kłopoty. Proszę zapytać w Olsztynie. Licea nie są już tak bardzo modne. Młodzież chce się uczyć krócej, ale za to konkretniej. Mieć przydatne kompetencje. Nasze Centrum funkcjonuje w byłym kompleksie szpitalnym, które przeszło generalny remont. To szkoła, gdzie ścieżka kariery jest bardzo konkretna i w której uczy się praktyków.

Młodzi ludzie mogą tam liczyć na opiekuna – przyszłego pracodawcę, który będzie w stanie ich po tej szkole przyjąć. Lubuskim pracodawcom też zależy na wykwalifikowanej kadrze, więc chętnie ze szkołą współpracują.

"Kiedy kolejne dojenie miasta na rzecz harcerzyków ze Śląskiej?" pyta kolejny internauta. Ludzie narzekają, że żużel w mieście pochłania za dużo środków z budżetu i że poza Stalą nic się już nie liczy. Stal wciąż może liczyć na konsekwentne wsparcie mimo licznych kontrowersji i sposobu zarządzania klubem.

Totalna nieprawda. Najbardziej wspieranym przez nas klubem jest Cuprum Stilon Gorzów, czyli siatkówka. Stal jest druga. Z każdym rokiem staramy się zwiększać budżet na kluby sportowe, ale nikomu nie zabieram dotacji ani nie zwiększam. Warto, żeby osoby, które wytaczają tak ciężkie działa w internecie, najpierw sprawdziły, o co biją pianę.

Gorącym tematem w Gorzowie jest też działka 10 lat temu przekazana pod nową skarbówkę, na której do tej pory nie wbito ani jednej łopaty. Ludzie pytają też o kładkę przy moście kolejowym. W 2016 cytowano pana w ten sposób "Zrobimy to w przyszłym roku. To taki symbol, że jak się chce, to się da". Minęło 10 lat i wygląda na to, że się nie chciało i nie dało do tej pory...

I tu mam dobrą nowinę i naprawdę takiego gorącego newsa: wojewoda właśnie wydał pozwolenie na budowę, więc inwestycja będzie realizowana. Inwestycja przebudowy całego mostu żelaznego już jest w trakcie. Kolej nie jest miejska, jest państwowa. Musimy z nimi negocjować, a na kolei to wszystko dość długo zawsze trwa.

A jeśli chodzi o działkę pod skarbówkę – po zmianie władzy obecny rząd wstrzymał inwestycję. My zrobiliśmy wszystko, co do nas należy, przekazaliśmy teren, bo chcieliśmy pomóc państwowej instytucji. Był już świetny projekt budowlany i cała dokumentacja. Ale czekamy i mamy nadzieję, że ministerstwo w końcu znów uruchomi te środki i Urząd Skarbowy ruszy z inwestycją.

Dla mnie Gorzów to...

Miasto rodzinne, w którym się wychowałem i wiąże swoją przyszłość, to idealne miejsce do życia.

Na czym ta idealność polega? Gdybym chciała się gdzieś przeprowadzić, to w jaki sposób namawiałby mnie pan na Gorzów?

Średniej wielkości miasta z założenia są trochę podobne i założenia idealne do życia, choćby z tego względu, że nie mają korków. Z Gorzowa wszędzie mamy blisko. Przy tej infrastrukturze, jaką mamy dzisiaj, nad morze jedziemy 1,5 godz., a w góry 2,5. Na największe lotnisko w środkowej Europie do Berlina: godzina piętnaście. Tyle samo do Poznania. Lokalizacyjnie w Polsce nie ma większej perełki. Gdy Czesi dokończą swoją kontynuację S3, to my nawet Pragę będziemy mieli w zasięgu 3,5 godz.

W Gorzowie mamy ogromny komfort i spokój ducha, który płynie z życia w mieście zrównoważonym. Mamy piękne przestrzenie, parki, miejsca rekreacji, dobrą komunikację, kulturę na dobrym poziomie. Wielkie miasta do tego dążą. Chcą tworzyć przestrzenie, gdzie w ciągu 15 minut załatwisz wszystkie najważniejsze sprawy. Ale po co je tworzyć? Zapraszam do Gorzowa, bo takie właśnie są stutysięczniki.

Dalsza część tekstu poniżej:

Coś więcej powie pan o tych stutysięcznikach?

To nie są miasta, które mają jednoznaczny wyróżnik, ale dziś jednoznaczny wyróżnik nie charakteryzuje nawet większych miast. Bo jaki wyróżnik ma np. Poznań? Jest już tak samo miastem biznesu i przedsiębiorców jak Wrocław czy Warszawa. Te wszystkie strategie przyjmowane przez wiele lat przez miasta "Poznań Know How" czy "WrocLove" nie przynosiły radykalnej zmiany miastu.

Jaki jest największy kompleks Gorzowa?

Zarobki. Zarobki nas bolą, ale rozumiemy, skąd się to bierze. A rozumiejąc to – możemy próbować przeciwdziałać. Dlatego od tak wielu lat nie rozdrabniamy się, tylko konsekwentnie stawiamy na przemysł, który odbuduje nam stabilny rynek pracy. Teraz świat jest w takiej sytuacji, że wszystkie call center czy centra rozliczeniowe, które budowały się np. w Krakowie – dziś są wypierane przez AI.

Gorzowski przemysł – owszem również będzie coraz bardziej zautomatyzowany, ale jego działanie wciąż będzie wymagało pierwiastka ludzkiego. Gospodarka się zmienia, technologia robi swoje i punkt ciężkości może się przenieść na zupełnie inne miasta niż do tej pory.

Mówiliśmy też już o tym: wiedza, wykształcenie też nie będą wymagały przebywania w dużych aglomeracjach, a ich uciążliwość, koszty utrzymania każą skierować wzrok w stronę mniejszych, wygodniejszych miast. Takich jak Gorzów.

Tym chce pan zatrzymać w mieście młodych?

Takie miasta jak Gorzów nigdy nie będą dla młodych ludzi atrakcyjne, bo oni chcą po prostu uciec od rodziców. Ale gdy skończą studia, już się wybawią i będą szukać miejsca, gdzie nie trzeba będzie walczyć o miejsce dla dziecka w żłobku i codziennie tracić dwóch godzin na dojazdy – to będą wybierali miasta takie jak Gorzów.

Miasta średniej wielkości to dobre miejsce do życia dla ludzi świadomych. Po prostu.

Rozmawiamy dwa dni po zakończeniu w Gorzowie ciekawego wydarzenia, jakim jest Międzynarodowy Turniej Akrobatyki Powietrznej. Na co teraz może pan do Gorzowa zaprosić przyjezdnych?

Na Wartownię Festiwal, który będzie trwał od końca czerwca do początku września. Powstaje wtedy takie specjalne miasteczko nad Wartą, które w weekendy jest miejscem licznych koncertów.

Warto też mieć na uwadze festiwal Dobry Wieczór Gorzów. To cykl kilkuset wydarzeń artystycznych, które mają miejsce na Rynku Starego Miasta, na Wartowni czy scenie letniej w Teatrze. Planowane jest nawet 600 eventów.

Chodząc ścieżkami Gorzowa natknęłam się na ciekawy mural z nosorożcem Stefanią. Podpis pod nim głosił, że niemal kompletny szkielet tego prehistorycznego zwierzęcia został znaleziony podczas budowy jednej z gorzowskich dróg ekspresowych w S3 w 2016 roku. O nosorożcu, który skądinąd mógłby stać się waszą maskotką, nie zapomnieliście. Jak sprawić by Gorzów – biorąc pod uwagę migracje młodych do Poznania czy Szczecina też nie był miastem zapomnianym?

Stefania jest faktycznie takim naszym nowym elementem wprowadzonym w struktury miasta. Tworzymy z nią książeczki, wśród dzieci jest dość popularna. Chodzi o popularyzowanie nauki i historii, bo przecież – gdy Stefania żyła, tutaj była sawanna, zupełnie inny klimat, inny świat.

Chcemy za pomocą Stefani opowiadać młodzieży o tych przemianach. Nie ma jednego wyznacznika jak rozwijać i tworzyć pamięć o mieście. Miasto składa się z wielu wątków i elementów i dla każdego z czym innym będzie się kojarzył.

Nie będziemy miastem Jasnej Góry jak Częstochowa, która jest więźniem własnej maryjnej popularności. Nie mamy smoka jak Kraków i syrenki jak Warszawa, ale jestem pewien, że Gorzów na wzór naszego nosorożca za szybko w pamięci naszych mieszkańców nie skamienieje, bo będzie po prostu dobrym miastem do życia.