Donald Trump na tle taryf, czerwonej strzałki i kontenerów.
Rok ceł Trumpa: Kto zyskał, a kto stracił. Fot. Lev Radin/Shutterstock/Getty Images/Julia Fuch/Pexels/kompozycja SLL

Rok po wprowadzeniu w Dniu Wyzwolenia przez Donalda Trumpa sankcji celnych globalne przepływy handlowe uległy zmianie. Dane handlowe pokazują, które kraje odniosły korzyści, które poniosły straty i kto ponosi koszty.

REKLAMA

Rok temu, 2 kwietnia 2025 r., Donald Trump zaszokował świat, ogłaszając zamiar osiągnięcia "niezależności gospodarczej" Stanów Zjednoczonych i nałożenia w tym celu szeroko zakrojonych ceł na wszystkie kraje świata. Chociaż Sąd Najwyższy USA uznał już ten bezprecedensowy krok za nieważny, prezydent USA wydaje się zdecydowany jeszcze go zaostrzyć.

DW przeanalizowała dane handlowe dotyczące pochodzenia importu do USA w ubiegłym roku, aby dowiedzieć się: jaki wpływ miały cła Trumpa? Jak reszta świata dostosowuje się do tego nowego porządku gospodarczego? Oraz: kto na tym zyskuje?

"Dzień Wyzwolenia"

Wraz z cłami prezydent USA ogłosił, że wszystkie kraje będą podlegać podstawowej stawce celnej w wysokości dziesięciu procent na wszystkie towary eksportowane do Stanów Zjednoczonych. Ponadto 85 krajów, które eksportują do USA więcej niż importują, zostanie obciążonych wyższymi cłami sięgającymi nawet 50 procent. Wyjątki miałyby dotyczyć wyłącznie krajów objętych sankcjami lub tych, z którymi zawarto umowę handlową.

– Nie sądzę, aby ktokolwiek spodziewał się, że rząd USA w zasadzie wypowiedział wojnę handlową całemu światu – mówi Haishi Li, ekonomista z Uniwersytetu w Hongkongu, którego badania koncentrują się na wpływie ceł i sankcji na światowy handel.

Zaraz po ogłoszeniu planu Trumpa wybuchło zamieszanie, a światowe rynki akcji załamały się. Podczas gdy Trump twierdził, że "duże przedsiębiorstwa nie martwią się o cła", 9 kwietnia ogłosił 90-dniowe zawieszenie wszystkich ceł powyżej podstawowej stawki dziesięciu procent. W ciągu tych trzech miesięcy wielu partnerów handlowych, takich jak Unia Europejska, Wietnam i Wielka Brytania, pośpiesznie negocjowało umowy handlowe w nadziei, że uda się w ten sposób obniżyć zapowiadane stawki celne.

Negocjacje z Chinami w kolejnych miesiącach były burzliwe, a groźby celne w kilku rundach sięgały nawet 125 procent. Po kilku krótkoterminowych przedłużeniach 90-dniowego zawieszenia ceł, stawki celne dla poszczególnych krajów w końcu weszły w życie 7 sierpnia 2025 roku.

Amerykańscy importerzy zgromadzili zapasy

Już przed kwietniem było jasne, że nadchodzą zmiany. – Cła uczynią nas niezmiernie bogatymi – ogłosił Trump na początku swojej drugiej kadencji w styczniu 2025 roku.

Amerykańskie firmy zrozumiały przesłanie: pospieszyły z uzupełnieniem zapasów, zanim wzrosły koszty, a także drastycznie zwiększyły zamówienia. W okresie od stycznia do marca importowały o około 20 procent więcej niż średnio w latach 2022–2024, co stanowi wzrost o około 184 miliardy dolarów.

W oczekiwaniu na wyższe cła na sztabki złota Stany Zjednoczone sprowadziły na przykład na początku 2025 roku 50-krotność swojego zwyczajowego wolumenu, łącznie około 72 miliardy dolarów – głównie ze Szwajcarii, ale także od wielu nowych lub nietypowych dostawców, w tym z Uzbekistanu, Filipin i Zimbabwe. Również duzi producenci w Azji odnotowali znaczny wzrost, przy czym Tajwan, Wietnam i Indie zgłosiły większy niż zwykle eksport do USA.

Przeniesione łańcuchy dostaw

Zawieszenie ceł, które weszło w życie 9 kwietnia, dało amerykańskim importerom trzy miesiące na dostosowanie się do nowej sytuacji. Badanie przeprowadzone przez Haishi Li i współpracowników wykazało, że przedsiębiorstwa w większości próbowały przenieść swoje łańcuchy dostaw do krajów o niższych stawkach celnych. – Import przypominał wodę, która płynęła z krajów o wysokich cłach do krajów o niskich cłach – powiedział Li.

Z żadnego innego kraju import do USA nie przesunął się tak mocno jak z Chin, które były narażone na zdecydowanie najwyższe i najbardziej zmieniające się groźby celne. W okresie od kwietnia do lipca 2025 r. Stany Zjednoczone importowały z Chin towary o wartości mniejszej o 66 mld dolarów niż w tym samym okresie w latach poprzednich.

Kanada, zagrożona cłami w wysokości 25 procent, również odnotowała znaczny spadek eksportu do USA o 24 mld dolarów. Wydaje się jednak, że kraj ten z powodzeniem zrekompensował ten spadek, dostosowując swoją wymianę handlową z innymi krajami: w 2025 r. całkowity eksport Kanady był tylko o 1,6 mld dolarów amerykańskich niższy od wartości z 2024 r.

– Kraje, które najbardziej skorzystały na groźbie nałożenia ceł, to tak zwane kraje z 10-procentową stawką, takie jak Australia i kraje Ameryki Łacińskiej – mówi Li. Jednak nawet niektóre kraje objęte wysokimi cłami odnotowały ogromny wzrost importu z firm amerykańskich: Wietnam, Tajlandia i Tajwan musiały zmierzyć się z jednymi z najwyższych ceł odwetowych – odpowiednio 46, 36 i 34 procent – a mimo to tylko między kwietniem a lipcem Stany Zjednoczone odnotowały dodatkowy import z Tajwanu o wartości 34 miliardów dolarów.

– Amerykańscy importerzy mieli tendencję do importowania z krajów, które stanowiły potencjalną alternatywę dla Chin – wyjaśnia Li. Wielu producentów na Tajwanie i w Wietnamie utrzymywało już bliskie relacje z amerykańskimi firmami, które jeszcze bardziej się zacieśniły podczas sporu handlowego Trumpa z Chinami w jego pierwszej kadencji. Spór ten spowodował przeniesienie produkcji i łańcuchów dostaw do tych i innych azjatyckich gospodarek.

Obywatele USA ponoszą największe koszty

Jak dotąd cła nie spowodowały powrotu produkcji do Stanów Zjednoczonych – twierdzi Alex Durante, główny ekonomista amerykańskiego think tanku Tax Foundation, który badał skutki ceł w kraju. – Miniony rok był dość zły dla przemysłu przetwórczego i zatrudnienia – stwierdza w rozmowie z DW.

– W rzeczywistości rosną przede wszystkim branże, które dzięki wyjątkom są stosunkowo dobrze chronione przed cłami, takie jak na przykład produkty komputerowe i związane ze sztuczną inteligencją – mówi Durante. I chociaż amerykańscy importerzy zmienili źródła zaopatrzenia, całkowita wartość importu wkrótce po ogłoszeniu "Dnia Wyzwolenia" powróciła do normy.

Wskaźnikiem, który znacznie wzrósł, są wpływy z ceł w Stanach Zjednoczonych. W 2025 roku Departament Skarbu USA zebrał 287 miliardów dolarów z ceł i powiązanych podatków – około trzykrotnie więcej niż w poprzednich latach. Wstępne dane wskazują, że w 2026 roku kwota ta może jeszcze się zwiększyć.

W 2025 r. dochody te stanowiły około pięciu procent wszystkich podatków pobranych w Stanach Zjednoczonych. Najnowsze badania pokazują, że wyższe cła zostały prawie w całości poniesione przez amerykańskich importerów, a nie przez zagranicznych eksporterów.

W rezultacie główny ciężar obciążenia ponieśli amerykańscy konsumenci. – Szacujemy, że cła kosztowały w 2025 r. każde amerykańskie gospodarstwo domowe około jednego tysiąca dolarów – mówi Durante. – Jest to efekt skumulowany, ponieważ przedsiębiorstwa były zmuszone do podwyższania cen, ograniczania inwestycji, redukcji zatrudnienia lub obniżania wynagrodzeń, aby dostosować się do ceł.

Handel w stanie niepewności

Na arenie międzynarodowej miesiące od sierpnia 2025 r. upływały pod znakiem pospiesznie wynegocjowanych – i szybko ponownie załamujących się – umów handlowych, a także nowych gróźb celnych wobec poszczególnych krajów lub grup produktów. Według ekonomisty Li światowy handel stał się znacznie bardziej niepewny: - Jeśli zapytać naukowców, amerykańskich polityków lub kogokolwiek innego, co wydarzy się w tym roku – myślę, że nikt tego nie wie – stwierdza.

Najnowszym wstrząsem dla amerykańskiej polityki celnej było wydane w lutym orzeczenie Sądu Najwyższego, które unieważniło podstawę prawną pierwotnych ceł Trumpa wprowadzonych w ramach "Dnia Wyzwolenia". W obliczu nowej stawki celnej w wysokości 15 procent oraz pozornie zdecydowanego rządu USA, który zamierza znaleźć kolejne sposoby na podwyższenie ceł, zarówno eksporterzy, jak i importerzy nie mają pojęcia, co przyniosą nadchodzące miesiące.

Według Li, aby dostosować się do tej niepewności, rządy mogłyby wspierać przedsiębiorstwa w zdobywaniu nowych rynków poza Stanami Zjednoczonymi. – Jeśli uda im się zdywersyfikować łańcuchy dostaw, staną się bardziej odporne, co może być promykiem nadziei – stwierdza.