Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa
Nasz plan B jest stały: inwestycje, edukacja i przygotowanie terenów pod biznes - mówi InnPoland.pl Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa Fot. UM Rzeszów / krystianwin / Pixabay / Montaż: INNPoland.pl

Rzeszów, miasto numer 1 w Polsce, mierzy się z paradoksami: smogiem mimo najlepszej jakości życia i najwyższą liczbą kolizji – mimo że pozostaje najbezpieczniejszym miastem w Polsce. – W związku z tym, że staliśmy się ofiarą własnego sukcesu, błyskawicznie rozwijamy drogi i inwestujemy w program transportowy – mówi InnPoland.pl Konrad Fijołek, prezydent miasta.

REKLAMA

Agnieszka Porowska: Rzeszów jest numerem 1 w rankingu jakości życia "Business Insidera". Czy ten sukces ma jakąś ciemną stronę?

Konrad Fijołek: Mieszkańcy są dumni, ale bycie na świeczniku oznacza ciągłe wskazywanie tego, co jeszcze wymaga poprawy. Sukces generuje nowe, niekończące się wyzwania i zawsze pojawia się jakieś "ale".

Ja też je dorzucę. Rzeszów jest najlepszym polskim miastem do życia, ale smog to wciąż wasza pięta achillesowa. Kiedy pionierskie miasto w końcu rozwiąże ten problem?

Specyfika miasta położonego u podnóża wzgórz utrudnia przepływ powietrza i powoduje kumulację zanieczyszczeń. W części komunalnej miasta wszystkie piece zostały już wymienione. Obecnie ogromnym wyzwaniem jest przekonanie mieszkańców domów indywidualnych do wymiany pieców. Co nie jest proste, bo ludzie obawiają się wyższych kosztów nowego paliwa.

Rzeszów ma teraz trochę "szczęścia". Miasto i lotnisko w Jasionce to teraz logistyczny hub dla Ukrainy i NATO, co mocno napędza waszą infrastrukturę. A co będzie, gdy wojna się skończy?

Jasionka nie jest naszym jedynym fundamentem. Nasz rozwój opiera się na silnej bazie przemysłowej, na którą składa się Lotnicza Dolina i tak wielkie marki, jak Boeing, MTU czy Rolls-Royce.

Czyli macie plan B?

Nasz plan B jest stały: inwestycje, edukacja i przygotowanie terenów pod biznes. Nie czekamy na los – kreujemy własne przewagi. Rozwijamy nowe technologie, jak drony i rozwiązania dual-use.

Dziś Rzeszów, z którego kiedyś wszędzie było daleko, leży na przecięciu kluczowych korytarzy transportowych. Z tego też staramy się umiejętnie korzystać.

Wymienia pan robiące wrażenie światowe marki, ale Rzeszów zadłuża się w zawrotnym tempie. Kto za to zapłaci?

Przyznaję: mamy długi i powiem więcej – one rosną, ale jest to "zdrowe zadłużanie się". Tłumaczy je konieczność współfinansowania największych inwestycji drogowych, np. jezdni do strefy ekonomicznej, gdzie miasto musi wyłożyć własne środki na wykup terenów. Nowe miejsca pracy, większy podatek od nieruchomości i pracowników sprawią, że ta droga szybko zacznie się zwracać.

Co teraz najmocniej drenuje budżet najlepszego miasta w Polsce?

Wyżej wspomniane drogi. Skończyliśmy dwie duże inwestycje: połączenie osiedli i Zalesie z centrum i tzw. Wisłokostradę. Ale najbardziej nas obciąża droga prowadząca do strefy ekonomicznej: to koszt 400 mln zł, z czego 25 proc. środków pochodzi z miasta. Budżet mocno drenuje też budowa centrum atletycznego za 200 mln złotych.

Rzeszów przyjął proporcjonalnie najwięcej uchodźców w kraju, pozostając najspokojniejszym miastem w Polsce. W jaki sposób miasto obaliło tezę, że migracje generują zagrożenie dla bezpieczeństwa?

Tradycyjnie już mamy najniższy wskaźnik przestępczości, co wynika z mentalności mieszkańców, którzy są przywiązani do przestrzegania prawa. I mimo że tradycyjna struktura społeczna nam się ostatnio przemodelowała, bo przyjęliśmy wielu migrantów – obawy przed wzrostem przestępczości z powodu ludności napływowej okazały się niepotwierdzone.

Uchodźcy z Ukrainy są porządnymi ludźmi, którzy pozytywnie wpływają na gospodarkę i wizerunek miasta: większość z nich pracuje, a dzieci regularnie się uczą. To nie myślenie życzeniowe, a fakty wynikające z raportów.

Jednocześnie Rzeszów jest miastem z największą liczbę kolizji przypadającą na tysiąc mieszkańców. Bezpieczne miasto, gdzie poruszanie się po mieście bywa szczególnie niebezpieczne? To brzmi jak paradoks.

Rozwój przyciąga pracowników spoza Rzeszowa – dziennie wjeżdża do nas dwa razy więcej aut, niż jest zarejestrowanych. To generuje stłuczki.

W związku z tym, że staliśmy się ofiarą własnego sukcesu, błyskawicznie rozwijamy drogi i inwestujemy w program transportowy z funduszy unijnych, który obejmie m.in. audyt 250. przejść dla pieszych, doświetlenie skrzyżowań, dodatkowe systemy sterowania oraz rozwój ścieżek rowerowych.

Czym dla pana jest Smart City, które pan propaguje – poza medialnym hasłem?

Smart City to społeczny ruch, który założyłem 10 lat temu, mający poprawiać jakość życia w miastach poprzez nowoczesne rozwiązania.

I udało się?

Oczywiście. Mieszkańcy zyskali więcej czasu i komfortu. Dzięki Smart City wdrożyliśmy m.in. jeden z najnowocześniejszych systemów zarządzania skrzyżowaniami oparty na czujnikach i kamerach, który adaptuje sterowanie ruchem. W praktyce polega to na puszczaniu większej ilości zielonych świateł w jedną stronę rano, a wieczorem w drugą.

Mamy też aplikację do strefy płatnego parkowania, która pokazuje kierowcy wolne miejsca. Smart City to też kilkadziesiąt instalacji fotowoltaicznych na publicznych budynkach połączonych z systemami sterowania, co generuje oszczędności i zieloną energię.

Dalsza część tekstu poniżej.

W jaki sposób Rzeszowianie mogą się czuć decyzyjni w zarządzaniu miastem?

Mógłbym oczywiście mówić o konsultacjach społecznych czy budżecie obywatelskim, który oczywiście uskuteczniamy, ale tu też wrócę z ciekawostką od Smart City.

Rzeszowianie mogą współzarządzać miastem np. dzięki cieszącej się ogromnym powodzeniem Aplikacji Mieszkańca. Mieszkańcy, robiąc zdjęcia poprzez system, zgłaszają nam usterki, a my w trybie pilnej motywacji – bo status realizacji wciąż wyświetla się zgłaszającemu – wszystko na bieżąco naprawiamy.

Kontrowersje wokół pańskiej roli w konkursie architektonicznym na projekt Biblioteki Narodowej wzbudziły zarzuty o naruszenie bezstronności. Czy ta sytuacja nie podważa wiarygodności Rzeszowa w kontekście dużych inwestycji publicznych?

Nie szukałbym tu skandalu: moja rola w konkursie na projekt Biblioteki była analogiczna do tej, jaką pełnił minister kultury w konkursie na Pałac Saski w Warszawie. Łączenie roli zamawiającego i eksperta to nic nadzwyczajnego.

Głosy, które podnoszą, że wpłynąłem na wynik, nie mają racji. Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej potwierdził zresztą prawidłowość przeprowadzenia konkursu oraz oddalił wszystkie zarzuty podnoszone w odwołaniu.

Czy coś pozytywnego może płynąć z takich burz?

Jeśli się nie ma nic na sumieniu – to tak. Plusem płynącym z tego zamieszania jest na pewno to, że o Rzeszowie mówi się jako o mieście walczącym o ambitną architekturę. Cieszę się, że światowe marki i nazwiska, takie jak pracownia współpracująca z Zahą Hadid czy japoński architekt Kengo Kuma, którego projekt zwyciężył, zaczynają się u nas pojawiać.

Sam projekt będzie zresztą bardzo innowacyjny, bo połączy w jednym miejscu wielu przestrzeni kulturalnych: bibliotecznych, konferencyjnych, wystawienniczych i muzycznych. Powstanie scena teatru muzycznego i operowa, czego do tej pory w Rzeszowie brakowało.

Dla mnie Rzeszów to...

...to dynamiczna i ekonomiczna rodząca się metropolia o europejskich aspiracjach.