
Torturowanie ośmiornicy albo poniżanie kogoś podczas transmisji w internecie może wkrótce może skończyć się więzieniem. Walka z patostreamingiem wchodzi w decydującą fazę, ale zamiast politycznej jedności mamy dwa sprzeczne projekty. PiS oskarża KO o "legislacyjną kradzież" pomysłów na walkę z bagnem w sieci.
Posłowie w końcu odłożyli na chwilę smartfony i zauważyli, że w polskim internecie od lat płynie cyfrowy ściek, na którym niektórzy "twórcy" budują fortuny. Lepiej późno niż wcale, prawda? Ale jak to w naszej polityce bywa – walka z patologią nie może obyć się bez walki… międzypartyjnej.
Zamiast jednego, konkretnego uderzenia w patostreamerów, mamy dwa projekty, wzajemne oskarżenia o kradzież pomysłów i – co najciekawsze – wielką debatę o losach ośmiornic.
Patostreaming, czyli jak zarobić na dnie
Dla przypomnienia (choć statystyki NASK mówią, że co piąty nastolatek zna to zjawisko aż za dobrze): patostreaming to transmitowanie na żywo libacji, przemocy, wulgaryzmów i upokarzania innych dla tzw. "donejtów" (wpłat od widzów). To biznes oparty na sadyzmie i ekshibicjonizmie, który w końcu doczekał się uwagi ustawodawcy.
Problem w tym, że rządowe KO i opozycyjny PiS nie potrafią się dogadać nawet w kwestii tego, jak zakazać bicia ludzi przed kamerą. Także ten temat stał się okazją do tego, by się pokłócić.
Wojna na projekty: KO kontra PiS
W Sejmie aż zaiskrzyło. Poseł Michał Wójcik z PiS grzmiał z mównicy o "złodziejstwie legislacyjnym", twierdząc, że Koalicja Obywatelska po prostu przepisała projekt jego formacji z 2025 roku. KO z kolei wskazuje, że jej propozycja jest "domknięta", bo obejmuje też Kodeks wykroczeń i kwestie, których PiS nie zauważył. Albo nie chciał zauważyć.
Oba projekty różnią się m.in. tym, że w rządowym dokumencie są zapisy o pełnej ochronie przed znęcaniem się, odniesienia nie tylko do Kodeksu karnego, ale i Kodeksu wykroczeń oraz zakaz promowania hazardu przez influencerów.
Zagadka głowonogów: dlaczego ośmiornica trafiła do Sejmu?
To pewnie najbardziej absurdalnie brzmiący (ale niestety słuszny) fragment debaty w Sejmie. W projekcie rządowym mamy kary za "znęcanie się nad zwierzętami i głowonogami lub zabicie ich". To nie fejk. Za "ochroną głowonogów" stoi bardzo mroczna rzeczywistość. Zapytasz: czy naprawdę ktoś znęcał się nad ośmiornicą w internecie? Niestety, tak.
Chodzi o tzw. "hardkorowe mukbangi" lub streamy, podczas których "twórcy" – goniąc za zasięgami – zjadają żywe ośmiornice, kalmary lub mątwy, często wcześniej je dręcząc (np. posypując solą, by wywołać bolesne skurcze, czy przypiekając na żywym ogniu).
Ale dlaczego wymieniono w ustawie właśnie głowonogi? Otóż obecna ustawa o ochronie zwierząt chroni głównie kręgowce. Głowonogi, mimo że są niezwykle inteligentne (ośmiornice rozwiązują zagadki, czują ból i stres), formalnie są bezkręgowcami. Koalicja Obywatelska chce załatać tę lukę, by streamowanie "tortur na talerzu" nad ośmiornicą było tak samo karalne, jak znęcanie się nad psem.
Zobacz także
Hazard i influencerzy na sterydach
Projekt KO idzie o krok dalej i uderza w promocję hazardu. W 2025 i 2026 roku Polska stała się areną walki z nielegalnymi loteriami i kasynami promowanymi przez idoli młodzieży. Nowe prawo ma sprawić, że influencer zachęcający do szybkiego zysku w podejrzanych aplikacjach skończy z takimi samymi zarzutami jak ten, który transmituje bójki.
PiS z kolei stawia na surowsze kary finansowe. Posłowie opozycji proponują, by za zarabianie na patologii groziło nawet 8 lat więzienia. Twierdzą, że tylko surowe kary powstrzymają ludzi, którzy w jeden wieczór potrafią "wyżebrać" od widzów kilkadziesiąt tysięcy złotych.
