seniorka na tle wizualizacji upalnej pogody
Umierająca staruszka to nie "zwyczajna rzecz". Przemilczany dramat upalnej Polski Fot. Andrea Piacquadio / Pexels / Gerd Altmann / Pixabay / Montaż: INNPoland.pl

Brukselscy biurokraci apelują o oszczędzanie prądu, podczas gdy liczba dni upalnych w Polsce wzrosła z 4 do 30 w ciągu kilku dekad. Żyjemy w domach-termosach, które świetnie trzymają ciepło, ale zabijają nas podczas tropikalnych nocy. Czas na szczerą debatę: czy ambitne plany klimatyczne nie stają się wyrokiem dla najbardziej bezbronnych, dla których klimatyzacja przestała być zbytkiem, a stała się warunkiem przetrwania?

REKLAMA

Z jednej strony apele o "ekologię", ograniczenia w używaniu prądu i krytyka klimatyzacji jako zbytku, a z drugiej rosnąca liczba zgonów, dwukrotnie więcej dni upalnych niż 20 lat temu (w Polsce!) i realny koszty życia w przegrzanym świecie.

Upał zabija. To nie żart, to śmiertelne zagrożenie

Niestety ani Polska, ani Europa, nie są gotowe na konsekwencje, jakie niesie za sobą upał. Śmierć, choroby i obniżenie poziomu życia to przecież niska cena za dalsze gonienie za króliczkiem ograniczenia zużycia prądu. Nawet mimo tego, że dane pokazują jasno – nie istnieją bogate kraje z niskim zużyciem energii. Europa nie będzie stanowić wyjątku.

Ostatnie lata to nawet 25–30 upalnych dni (czyli takich z temperaturą powyżej 30 stopni), szczególnie w cieplejszych regionach kraju jak Wrocław czy Opole. Jeszcze przed 2010 było ich około 15 rocznie. W latach 60–90, upalne dni zdarzały się tylko 4 (!) razy rocznie. Nie można więc patrzeć na to, jak na problem, który był z nami od zawsze. Nie, nigdy tak nie było. W 2015 w Opolu zmierzono 37 (!) dni upalnych.

Upały za dnia przekładają się również na tak zwane tropikalne noce, kiedy temperatura przekracza 20 stopni Celsjusza.

Jest to sprawa w Polsce bagatelizowana, bo nigdy z tym problemem się nie mierzyliśmy. A jednak. Jakie są konsekwencje życia w przegrzanych domach i mieszkaniach?

Jak wpływa to na pracę i naukę?

Całe szczęście mamy to zbadane. Po pierwsze, jest to znaczące obciążenie dla układu krążenia, szczególnie groźne dla ludzi z nadciśnieniem i niewydolnością serca. Do tego skurcze mięśni przy odwodnieniu. Kończymy na udarach słonecznych i obciążeniu nerek. A są to efekty tylko zdrowotne.

Co ciekawe, nawet policyjne statystyki pokazują istnienie tzw. "heat anger", czyli wzrostu użycia przemocy podczas fal upałów. 

Jeszcze na koniec zaburzenia snu, ponieważ przy próbie spania w upale organizm nie potrafi wejść w fazę głębokiego snu. Budzimy się zmęczeni, rozdrażnieni i podatni na frustrację. 

Według WHO w ostatnich 20 latach śmiertelność związana z upałami wzrosła o 30 proc. To samo WHO informuje, że każdy 1 stopień powyżej 25 stopni w biurze czy hali, wpływa na spadek produktywności o 2–3 proc. Wpływa tak samo na proces uczenia się, utrudniając zapamiętywanie. Czy trzeba wspominać, jak to wygląda w polskich szkołach i na uczelniach? A może w szpitalach, o czym pisałem niedawno?

Co w tym czasie robią niektóre kraje znane z upalnego środowiska życia? W Hiszpanii i we Włoszech nadal obowiązuje (lub regularnie wraca) prawny zakaz obniżania temperatury na klimatyzacji poniżej 27 stopni Celsjusza. Bo zużycie prądu. Gdyby tylko istniał jakiś sposób na zwiększenie produkcji prądu…

Klima to luksus, po co ci to?

Niestety, ludzie dla brukselskich biurokratów są mniej ważni, niż ambitne plany dekarbonizacji terytorium Unii. I nie jest to apel o porzucenie planów modernizacji źródeł energii na bardziej ekologiczne. Czy nie jest jednak pewnym szaleństwem, aby w trosce o jakość życia "przyszłych" ludzi (o ile przy dzisiejszej sytuacji demograficznej świata w ogóle się narodzą) zaniżać poziom życia dla żyjących?

Do nas jeszcze to szaleństwo nie dotarło, ale przecież u nas klimatyzacja nadal uchodzi za zbytek nowobogackich, bo "kiedyś nie było trzeba". No kiedyś nie było kilkudziesięciu dni z temperaturą powyżej 30 stopni. A to przecież nie jest tak, że pomieszczenia nagrzane do 28 stopni Celsjusza są jakoś wyraźnie lepsze od tych nagrzanych do 26 stopni. Nasze ciała nigdy nie były poddawane takiemu długotrwałemu szokowi termicznemu.

Temat oczywiście jest przemilczany, bo nikt nie ma dobrego pomysłu na rozwiązania, a koszt polityczny jest niewielki. Ot, staruszka umarła jak było ciepło, życie. Zawsze umierała.

Natomiast społeczeństwo będzie starzeć, a dzisiejsze realia to często problem z montażem klimatyzacji, bo zaburza estetykę budynku (to jak wiadomo ważniejsze niż komfort życia), albo pogorszy widok na setki balkonów na blokowiskach.

Póki nie zrozumiemy, że klimatyzacja staje się takim samym wymogiem jak ogrzewanie, dalej nasze prawo będzie pełne kłód rzucanych pod nogi tym, którzy samodzielnie chcą klimatyzację zamontować.

W naszych realiach budynki od zawsze budowano tak, aby ciepło z nich nie uciekało i zrobiono to z dużym sukcesem. Niestety również z kosztem. W prawie stuletniej kamienicy, w której mieszkam, nawet bez ogrzewania temperatura nie spadłaby zapewne poniżej 10–15 stopni. Z drugiej strony w sypialni w upalne dni ciężko schłodzić powietrze poniżej 25–26 stopni, więc o dobrym śnie można zapomnieć. 

Dobrze by było, aby nie odwlekać problemu na wieczne nigdy, ale rozpocząć poważną debatę o normach w budownictwie. Jak ułatwić montaż klimatyzacji, jak to masowo robić w blokach i kamienicach. Od kiedy wprowadzić obowiązkową klimatyzację w szkołach, szpitalach i urzędach. Tak, to wymaga energii. I politycznej i tej z elektrowni. Ale po to właśnie dajemy pracę politykom, aby takie problemy rozwiązywali.

Naprawdę czas najwyższy na to, aby przejść na tryb pracy w "sense of urgency" – "poczuciu pilności", że nie mamy czasu już czekać. Dotyczy to nie tylko Polski, ale i Europy. Potrzebujemy więcej energii i potrzebujemy więcej taniej energii. I działajcie tak, jakby kończył się świat. Bo dla wielu może się skończyć, nawet jak będziemy udawać, że to dla ich dobra.

Przed nami pierwsze upalne dni, pierwsze ciepłe noce. Przed nami debaty o globalnym ociepleniu, energii zużywanej na klimatyzację, dobrostanie psów i kotków, ale jakoś na debatę o codzienności milionów Polaków w upalnym świecie, miejsca już zabraknie.