Flaga Polski na mapie, grosze w stosie.
Kapitał ma narodowość. Pewnych segmentów gospodarki już nie zrepolonizujemy, ale możemy skupić się na rozwoju własnych firm. Fot. aileenchik/Shutterstock.

Kapitał ma narodowość. Nie powinno to nigdy budzić wątpliwości, ale czasy COVID-u i wyrywanie sobie wzajemnie rzeczy pomiędzy "sojusznikami", powinien otworzyć oczy wszystkim wątpiącym. Natomiast każdego roku możemy ten fakt obserwować, sprawdzając, kto płaci w Polsce podatki, a kto nie.

REKLAMA

W ostatnich dniach sporym echem w internecie odbiło się nagranie Rafała Brzoski, prezesa InPostu, który poinformował, że jego firma w 2025 zapłaciła w Polsce 500 mln zł podatku CIT, kiedy niemiecki DHL zapłacił 0 zł podatku CIT w 2024 roku (i pewnie tyle samo w 2025).

Oddział DHL w Polsce zareagował na to kuriozalnym oświadczeniem do mediów.

Narodowość kapitału

Poinformowali, że może i nie zapłacili podatku CIT w Polsce, ale za to zainwestowali w Polsce kilkaset milionów złotych, co rzekomo miało iść na te same cele co płacone przez InPost podatki. Faktycznie jednak DHL inwestował po to, aby jeszcze więcej pieniędzy transferować z Polski do Niemiec.

No i brawo, o to chodzi. Trudno mi mieć o to do nich pretensje, bo powinniśmy robić to samo. Zaraz po wyzbyciu się wrażenia, że globalna rywalizacja jest już dawno za nami, a teraz to już trzymanie się za rączki i śpiewanie wokół ogniska. Powinniśmy robić to, co robią inne kraje – głośno krzyczeć, kiedy łamany jest nasz interes i samemu łamać interesy innych.

Tak jak budżet państwa nie jest tym samym co budżet domowy, tak i państw nie należy oceniać tymi samymi kategoriami moralnymi co ludzi.

No dobra, a o co chodzi z tym kapitałem i narodowością? Otóż największym akcjonariuszem posiadającym prawie 18 proc. jest… niemiecki bank państwowy. Nie powinno to w sumie dziwić, ponieważ wcześniej firma ta funkcjonowała jako Deutsche Post DHL.

W ten sposób można śmiało stwierdzić, że dywidenda, którą co roku wypłaca akcjonariuszom firma, pochodzi między innymi z zysków z Polski.

Takich przykładów jest jednak więcej.

Prywatyzacja

Tzw. "prywatyzacja" TP SA, czyli sprzedanie państwowej firmy innej państwowej firmie, tylko że francuskiej, to jeszcze inna historia, na inną opowieść. To, co dla nas ważne to to, że Orange Polska jest bardzo szczodre dla swojej centrali we Francji. Sama firma Orange w około 25 proc. należy do francuskiego skarbu państwa. Jak im się zwraca przejęcie TP SA prawie 30 lat temu? Spójrzmy na dane.

W 2025 roku około 400 mln PLN dywidendy trafiło do centrali we Francji. Dodatkowo około 200 mln PLN rocznie Orange Polska płaci do centrali opłat za licencję marki Orange. Przy przychodach na poziomie 13 miliardów złotych rocznie Orange Polska zapłaciło całe 150 mln zł podatku CIT. Około 1 proc. InPost przy przychodach na poziomie 7 mld PLN zapłacił 500 mln zł. Ponad 3 razy więcej przy 2 razy mniejszych przychodach.

Ale jest nawet zabawniej. Przy prywatyzacji TP SA sprywatyzowano też strategiczne elementy infrastruktury państwa. Poniekąd przez to firma Orange Polska tylko w 3 ostatnich latach otrzymała prawie 800 mln zł pomocy publicznej.

Podsumujmy więc – w trzy lata mamy więc niespełna 500 mln podatków, około 2 mld zł wytransferowane do Francji i 900 mln zł pomocy publicznej na budowę sieci światłowodowej. Tacy to pożyją, co?

Niemieckie i francuskie aktywa w Polsce

Nie myślcie jednak, że to koniec. T-Mobile? To Deutsche Telekom, którego 32 proc. akcji posiada w taki czy inny sposób państwo niemieckie. Dywidenda prosto do niemieckiej centrali? 650 mln zł rocznie. Podatek CIT? 120 mln zł. Spółka opłaca też z pewnością opłatę licencyjną za markę, której koszty idą w setki mln rocznie.

Można tak, niestety, długo. DB Cargo Polska? Około 25 proc. rynku w Polsce, właścicielem oczywiście Republika Federalna Niemiec. Podobnie było z francuskim EDF, do czasu aż PGE w ramach "repolonizacji" odkupiło od nich polskie aktywa.

Co zabawne (tak naprawdę to wcale nie zabawne), działający w Polsce mBank jest tak zyskowny, że jest gwarantem stabilizacji dla swojego właściciela – Commerzbank, który mierzy się z licznymi problemami. Problemami tak dużymi, że aż niemieckie państwo kupiło w nim 15 proc. udziałów.

Wspominany wcześniej Rafał Brzoska informował przy okazji informacji o wysokości CIT, że nie stosują w InPost podobnych narzędzi transferów środków i płacą w każdym kraju gdzie działają pełne kwoty podatków. Ciężko znaleźć podobne deklaracje u wspomnianych firm.

Czy możemy repolonizować gospodarkę?

Niestety, pewne możliwości nam już uciekły i trudno będzie "repolonizować" niektóre segmenty gospodarki. Pozostaje nam skupiać się na rozwoju własnych firm. Również tych państwowych. Może nawet głównie, bo zabrzmi to obrazoburczo, nie ma tańszego pieniądza do ryzykowania niż ten państwowy.

Ciężko od firm na dorobku, nadal budujących swój kapitał i bez planów skutecznej sukcesji, oczekiwać, że będą podejmować się ryzykownych i niełatwych projektów przewidzianych na kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Państwowe spółki mogą sobie na to pozwolić, aby z owoców tych sukcesów korzystali wszyscy, a porażki rozkładały się tak, żeby były dla obywateli bez znaczenia.

Bez aktywnej polityki przemysłowej, która zacznie globalne środki kierować do polskich firm w Polsce, trudno będzie o kolejne etapy rozwoju. Kapitał ma narodowość, a tego kapitału narodowości polskiej w globalnej gospodarce jest nadal zbyt mało. Zachęcam więc do tego, aby z większym zrozumieniem i tolerancją podchodzić do prób polskich państwowych spółek w sięganiu tam, gdzie nikt inny z Polski sięgnąć nie może.