Nie jestem dumnym Polakiem. Paszport to nie medal za fajność, ale zobowiązanie
Nie jestem dumnym Polakiem. Paszport to nie medal za fajność, ale zobowiązanie Fot. Nano Banana / INNPoland.pl

Kiedyś wstydziliśmy się polskości za granicą, dziś turyści zalewają sieć zachwytami nad Warszawą czy Krakowem. Ale czy to powód do dumy z "bycia"? Nie. Bo czy można czuć triumf z powodu koloru oczu albo miejsca urodzenia? Duma z "bycia" to błąd. Ale duma z pracy, którą wykonaliśmy przez ostatnie dekady – czemu nie?

REKLAMA

Niewiele rzeczy tak mnie irytuje, jak podkreślanie dumy z samego faktu "bycia kimś". Zewsząd atakują nas nagłówki o dumnych Polakach, Amerykanach, gejach czy osobach czarnoskórych. Oczywiście rozumiem potrzebę akceptacji, ale w tym kontekście chodzi o coś innego – o budowanie poczucia wyższości lub satysfakcji z cech, które otrzymaliśmy w pakiecie startowym od natury.

Tak się składa, że jestem Polakiem. Białym, heteroseksualnym samcem gatunku ludzkiego. I tu zaczynają się schody. Gdy napiszę, że czuję dumę z bycia Polakiem, społeczeństwo poklepie mnie po plecach. Ale gdybym ogłosił, że jestem "dumnym heteroseksualistą" albo "dumnym samcem", znaczna część ludzi szepnęłaby z zażenowaniem: "Stary, ale nie wypada tak mówić". Dlaczego? Przecież "dumny przedstawiciel" jakiejkolwiek grupy uciskanej brzmi w debacie publicznej zupełnie naturalnie. Ten paradoks pokazuje, jak bardzo pogubiliśmy się w definicjach.

Loteria genetyczna to nie powód do medalu

Prawda jest taka, że nie można być dumnym z czegoś, co od nas nie zależy. Koloru skóry, orientacji seksualnej czy miejsca urodzenia się nie wybiera. To czysty przypadek, statystyczna anegdota. Uważanie, że duma z bycia osobą czarnoskórą jest "lepsza" od dumy z posiadania jasnej karnacji (lub odwrotnie), jest po prostu logicznym błędem. To tak, jakby czuć dumę z tego, że ma się 180 centymetrów wzrostu albo grupę krwi 0 Rh-.

Problem polega na tym, że nagminnie mylimy dumę z poczuciem przynależności. Przynależność jest naturalna, daje poczucie bezpieczeństwa i wspólnoty. Można czuć się częścią narodu, grupy etnicznej czy społeczności, ale duma? Duma to emocja zarezerwowana dla triumfu nad trudnością, dla owocu ciężkiej pracy i świadomego wysiłku. Bez zasługi duma staje się jedynie pustym napuszeniem.

Dlatego właśnie nie czuję dumy z bycia Polakiem "z powodu paszportu". Nie uważam, by Polak był kimś lepszym tylko dlatego, że urodził się nad Wisłą, a nie nad Mekongiem.

Od "pedagogiki wstydu" do realnej pewności siebie

Z czego więc mogę i chcę czuć dumę? Z tego, co jako społeczeństwo wypracowaliśmy. Moja duma nie bierze się z faktu, że moi przodkowie mówili po polsku – to jedynie fundament, na którym stoję. Prawdziwa satysfakcja płynie z tego, że dzisiaj, w tym konkretnym momencie historii, potrafimy budować nowoczesne, silne i ambitne społeczeństwo.

Wystarczy spojrzeć na fakty, które otaczają nas w 2026 roku. Polska nie jest już "biednym kuzynem" Europy, wiecznie przepraszającym za to, że żyje. Pozycjonujemy się w ścisłej światowej czołówce, pukając do drzwi grupy 20 najpotężniejszych gospodarek globu. Jesteśmy postrzegani przez światowych liderów technologii jako młoda, rosnąca i niezwykle "cyfrowo ogarnięta" nacja. To nie stało się samo – to efekt milionów godzin pracy, ryzyka podejmowanego przez przedsiębiorców i odwagi w robieniu interesów na rynkach, o których nasi ojcowie tylko śnili.

Polska jako marka "cool"

Często podróżuję i widzę, jak drastycznie zmieniła się percepcja naszego kraju. Kiedyś Polacy za granicą z jednej strony często wstydzili się swojego pochodzenia, z drugiej – czuli się chronicznie niedowartościowani. Dziś te kompleksy lądują na śmietniku historii. Gdy mówisz: "Jestem z Polski", coraz częściej słyszysz: "Fajny kraj, słyszałem, że macie tam świetną infrastrukturę i niesamowitą energię".

Sieć zalewają filmy robione przez zagranicznych turystów i cyfrowych nomadów, którzy nie mogą się nachwalić piękna, nowoczesności i – co kluczowe w dzisiejszych czasach – bezpieczeństwa w naszym kraju. To jest faktycznie coś, z czego można być dumnym. Bo to nie jest "przydział" od natury. To jest wynik tego, jak dbamy o nasze ulice, jak budujemy nasze miasta i jak traktujemy siebie nawzajem.

Wybór zamiast przeznaczenia

Zamiast celebrować statyczne "bycie", wolę celebrować dynamiczne "działanie". Mogę czuć dumę z tego, jak jako społeczeństwo dajemy sobie radę, mimo kłód rzucanych nam pod nogi przez historię i geografię. Polska w 2026 roku po prostu "pędzi", a my jesteśmy pasażerami, którzy sami dokładają węgla do tej lokomotywy.

Nie jestem więc dumnym Polakiem "z urodzenia". Jestem dumny z Polski "z wyboru" – tej, którą codziennie współtworzymy. To jedyna forma dumy, która nie wymaga przeprosin i której nie da się wylosować na loterii. To duma, na którą jako naród i jako jednostki po prostu każdego dnia uczciwie pracujemy.