Joanna Agatowska, prezydentka Świnoujścia na tle miasta i tabelek.
Joanna Agatowska, prezydentka Świnoujścia: mamy dość nietypową sytuację, że praca jest, a ludzi nie ma. Fot. UM Świnoujście/Kavalenkava/Shutterstock/kompozycja SLL

Prezydentka Świnoujścia Joanna Agatowska otwarcie mówi o konflikcie między jej miastem i rządem, który dotyczy między innymi planowanej budowy Przylądka Pomerania. – Pod względem środowiskowym to nieprzemyślana, eksterytorialna i agresywna inwestycja rządowa w Morze Bałtyckie, która zagraża rozwojowi turystycznemu, uzdrowiskowemu i społecznemu mieszkańców wysp Uznam i Wolin. Takie działania dobrze wyglądają tylko w warszawskim Excelu, my w Świnoujściu widzimy to zupełnie inaczej – mówi Agatowska w wywiadzie InnPoland.

REKLAMA

Agnieszka Porowska: Czy miała pani kiedykolwiek poczucie, że bycie kobietą przeszkadza w karierze politycznej?

Joanna Agatowska: W środowiskach lewicowych, z którymi jestem związana, relacje zawsze były partnerskie. Nigdy nie byłam niesprawiedliwie traktowana z powodu płci i po prostu zawsze konsekwentnie robiłam swoje. Zaczynałam od działalności w związkach zawodowych. Kolejnym krokiem był samorząd: od radnej w 2002 roku, dwukrotnie przewodniczącej Rady Miasta, zastępcy prezydenta, aż do wygranej na prezydentkę w 2024 roku w pierwszej turze wyborów z wynikiem 54 proc. poparcia.

Był czas, że weszłam do Rady Miasta z najmniejszą liczbą głosów, a po czterech latach miałam ich już najwięcej. Był to efekt pracy i nie zniechęcania się. Bardzo wspierał mnie mąż. Duże znaczenie miało też to, że gdy zaczynałam karierę w polityce, moje dziecko było już trochę odchowane.

Przez większość mojej drogi politycznej nie marzyłam o byciu prezydentem. Jednak zawsze chciałam się skupiać na rozwiązywaniu lokalnych problemów: zaczęło się już wtedy, gdy jako uczennica szkoły podstawowej uczestniczyłam w różnych inicjatywach społecznych lub sportowych.

Jednak pani zaangażowanie wykracza poza lokalne sprawy. Pięć razy kandydowała pani do Sejmu, raz do Senatu i Parlamentu Europejskiego.

W ten sposób buduje się markę i wiarygodność. Uczestnictwo w większej, partyjnej polityce, w tym pełnienie funkcji w Zarządzie Krajowym SLD, dało mi możliwość poznania wielu ludzi i przyjrzenia się polityce z bliska. Wielokrotne kandydowanie do parlamentu służyło zdobywaniu doświadczenia i budowaniu rozpoznawalności. To było 20 lat systematycznej i konsekwentnej pracy, która doprowadziła do wygranej w pierwszej turze wyborów na prezydenta Świnoujścia.

Objęła pani stanowisko po 22 latach rządów poprzednika, podczas których Ratusz, zdaniem wielu mieszkańców, był "zamknięty". Nie miała pani oporów przed kandydowaniem? Co było najtrudniej odziedziczyć?

Oczywiście obawiałam się startu na prezydenta, bo Świnoujście to miasto garnizonowe, a ja jestem pierwszą kobietą na tym stanowisku po ponad dwóch dekadach rządów mężczyzny. To duża zmiana, bo prezentuję zupełnie inny styl sprawowania mandatu, który jest dużo bardziej oparty na dialogu niż za poprzednika.

W skrócie: ja bardziej zarządzam niż rządzę. Wcześniej radnym i mieszkańcom nie przekazywano zbyt wielu informacji dotyczących funkcjonowania miasta, ale były to też inne czasy – social media i media tradycyjne nie działały jeszcze tak prężnie jak teraz.

W pokazanym przeze mnie "raporcie otwarcia" ujawniłam liczne problemy: brak rozliczenia sztandarowej inwestycji – tunelu (za prawie miliard złotych), który przeprowadzony pod Świną połączył wyspy Uznam i Wolin. Na jaw wyszło także wiele konfliktów miasta z dużymi podmiotami zewnętrznymi.

To musiało się odbić na budżecie. Jakie kroki prawne i finansowe pani podjęła, aby wyprowadzić Świnoujście na prostą?

Sukcesywnie zamykam te konflikty: zawieramy ugody lub rozstrzygamy sprawy przed sądem. Sytuacja budżetu jest trudna, ponieważ miasto samodzielnie pokrywa bardzo duże koszty utrzymania przepraw promowych i tunelu. Fundamentalnym problemem Świnoujścia jest też brak przygotowania połączenia autobusowego między prawobrzeżem a lewobrzeżem po otwarciu tunelu, co również sukcesywnie rozwiązujemy.

Co udało się pani naprawić przez pierwsze dwa lata prezydentury?

Po przeprowadzeniu ankiet, w których wzięło udział 1800 uczestników, dostosowujemy komunikację autobusową do potrzeb mieszkańców. Aby zarządzać zakorkowanym miastem, utworzyliśmy śródmiejską strefę płatnego parkowania, co przyniesie dodatkowe pieniądze na poprawę jakości usług publicznych.

Jestem takim zegarmistrzem, który ma mechanizmy nakręcić tak, żeby wszystko już potem działało, dlatego bardzo ważna jest dla mnie działalność spółek miejskich. Rozbudowujemy Centrum Medyczne Fregata o nowy oddział (23 dodatkowe łóżka), w tym o opiekę paliatywną. Pozyskaliśmy też kontrakt na opiekę domową dla 70 osób wymagających pomocy pielęgniarek i fizjoterapeutów. Kolejnym deficytowym obszarem była oferta kulturalna i tu stawiamy na budowanie wspólnotowości.

Świnoujście to wyjątkowy teren. Nie dość, że leży na wyspach, to jeszcze tworzycie z zachodnimi sąsiadami specyficzny jak na polskie warunki międzynarodowy sub-region.

Jestem Świnoujścianką od urodzenia i specyfika miasta jest naprawdę fascynująca. Nasz skrawek wyspy Uznam jest najsilniejszym ośrodkiem społeczno-gospodarczym miasta. Nasi sąsiedzi z Niemiec to nasz główny klient turystyczny, uzdrowiskowy i handlowy. Współpraca ze stroną niemiecką i władzami Meklemburgii jest bardzo dobra: leży to w naszym wspólnym interesie. Przeżyliśmy w czasie COVID-u zamknięcie granicy i pamiętamy, jak bardzo nas to dotknęło.

Zawodowo jestem związana z turystyką i uzdrowiskiem i bardzo się cieszę, gdy te branże mogą się spokojnie rozwijać. Jednocześnie usilnie pracuję nad otwarciem miasta na klienta międzynarodowego. Przejezdna droga S3 aż do Czech stworzyła ofertę dla turystów czeskich. Przecież oni teraz do nas dojadą w zaledwie kilka godzin.

Europa się "zmniejszyła": dzięki dobrze przygotowanym jezdniom możemy sięgać dalej i zapraszać do nas gości, których nikt wcześniej nie brał pod uwagę. Bo kto by kiedyś pomyślał, że Pragę i Świnoujście mogłoby coś łączyć? Należy zacząć korzystać z tego potencjału.

Jakiś czas temu oczy całej Europy zwróciły się na Bałtyk za sprawą chorego wieloryba. Bałtyk wciąż zaskakuje?

Tak. W rejonie Świnoujścia też zdarzają się takie nietypowe wizyty zwierząt. W zeszłym roku mieliśmy wizytę wieloryba w porcie terminala gazowego, ale chyba w przeciwieństwie Timmiego dał radę odpłynąć sam. Zauważono też morświna płynącego Odrą w kierunku Szczecina.

Biolodzy w ogóle odnotowują u nas coraz więcej fok i morświnów, co dowodzi, że w funkcjonowaniu dzikich zwierząt morskich coś się zmienia. To nakłada na nas podwójną odpowiedzialność: nie jest bowiem łatwo zrównoważyć ruch turystyczny z dobrem przyrody, a ochrona środowiska jest dla nas bardzo istotna.

Ochrona środowiska to powód napięć w relacjach z rządem...

Te konflikty dotyczą między innymi planowanej budowy Przylądka Pomerania. Pod względem środowiskowym to nieprzemyślana, eksterytorialna i agresywna inwestycja rządowa w Morze Bałtyckie, która zagraża rozwojowi turystycznemu, uzdrowiskowemu i społecznemu mieszkańców wysp Uznam i Wolin. Takie działania dobrze wyglądają tylko w warszawskim Excelu, my w Świnoujściu widzimy to zupełnie inaczej.

Czy jest szansa, że ta inwestycja zostanie wstrzymana?

Liczę na to, że na konsekwentne pokazywanie wartości, którymi powinniśmy kierować się jako ludzie odpowiedzialni za przyszłość regionu, przyniesie w końcu jakiś skutek. Nie będziemy milczeć. Liczę na rewizję decyzji i refleksję polityków.

Decyzje polityczne jeszcze nie uwzględniają opinii społecznych. Jednak mniejsze ośrodki się budzą, nasz głos jest równorzędny i chcemy mieć wpływ na to, co się u nas dzieje. Samorządy chcą być prawdziwymi samorządami, a nie tylko przestrzenią do narzucania woli.

Dużo mówimy o ochronie przyrody. A kto uchroni zwykłego mieszkańca przed wywindowanymi na szczyt cenami mieszkań? Drożej niż w Świnoujściu jest już chyba tylko w Warszawie.

Obrót nieruchomościami został zaburzony szczególnie w miastach turystycznych, gdzie mieszkania są nabywane z myślą o przeznaczeniu ich na inwestycje. Rynek wymaga uregulowania. Nie może być tak, że młodzi ludzie zamiast realizować się w życiu rodzinnym, muszą walczyć o to, by mieć gdzie mieszkać. Dlatego wspieramy działalność TBS Lokum.

Co to jest?

To spółka komunalna, która prężnie pozyskuje fundusze z Banku Gospodarstwa Krajowego i Ministerstwa Rozwoju na wsparcie budowy mieszkań czynszowych i komunalnych. W ubiegłym roku np. dzięki programowi "Mieszkanie za remont" nowych lokatorów znalazło ok. 30 mieszkań.

Sytuacja powoli, ale systematycznie się poprawia. Duża liczba mieszkań komunalnych powinna obniżyć ciśnienie cenowe na rynku komercyjnym. Sprawa mieszkań jest dla nas bardzo ważna, bo również jak większość miast w Polsce walczymy z depopulacją.

Jak by pani zachęciła ludzi z innych części Polski, by przenieśli się do Świnoujścia?

Świnoujście oferuje wiele możliwości rozwoju zawodowego, które są dostępne na wyciągnięcie ręki. Gazoport, a także Flotylla Obrony Wybrzeża, czyli wojsko i wszelkie inne służby mundurowe: tu wszędzie są wakaty, także na szczeblu administracyjnym.

Liczę na to, że zmiana stylu życia i to, że jako społeczeństwo jesteśmy coraz bardziej mobilni spowoduje, że Świnoujście zostanie docenione nie tylko jako dobre miejsce na wakacje, ale też dobre miejsce do życia.

Ludziom z dużych miast, którzy są zmęczeni wielkomiejskim pędem i presją polecam okład ze Świnoujścia: mamy doskonałe warunki naturalne, a na dodatek dość nietypową sytuację, że praca jest, a ludzi nie ma. Nic, tylko przyjeżdżać.