
Piłkarze Stomilu nie utrzymują się w nawet trzeciej lidze, mimo to Olsztyn buduje dla nich stadion za kilkaset milionów. Prezydent Robert Szewczyk broni tej inwestycji jako kluczowej dla tożsamości miasta. – Budujemy stadion na naszą miarę, który będziemy w stanie zapełnić i utrzymać, a pod jego trybunami powstanie Centrum Obsługi Mieszkańca – podkreśla w rozmowie z InnPoland.
Agnieszka Porowska: Jak mogę się czuć bezpiecznie jako Olsztynianka, skoro miasto nie wykorzystało 2 mln zł na obronność? Cała Polska śmiała się z tego, że Ratusz musiał zwrócić te pieniądze.
Robert Szewczyk: Uspokajam. Olsztyn jest doskonale przygotowany na wydarzenia kryzysowe, bo od lat wykorzystywaliśmy w tym celu fundusze europejskie jak żadne inne miasto w regionie. Dwa lata temu – jeszcze zanim inni o tym pomyśleli – my już wyposażyliśmy nasze magazyny. Dysponujemy też najnowocześniejszym w województwie Regionalnym Centrum Bezpieczeństwa przy ul. Augustowskiej.
Czyli Olsztyn złożył wniosek, choć nie potrzebował tych pieniędzy?
Za te pieniądze, które rzekomo zdaniem niektórych przepadły, można było zrealizować tylko zakupy określone regulaminami. Te fundusze wpłynęły w połowie roku i wszystkie miasta w jednym momencie zaczęły ogłaszać przetargi, my również. W efekcie popyt wyprzedził podaż. Nagle okazało się, że beczkowozów czy generatorów prądu po prostu już nie ma na rynku. Tymczasem pieniądze trzeba było wykorzystać do końca roku, a katalog zamówień był wąski. Przecież Olsztyn nie będzie kupował tego, co już ma!
Musieliśmy podejść do sprawy racjonalnie, bo do pozyskanych środków trzeba było dołożyć drugie tyle. Postanowiliśmy odpuścić. Teraz jednak udało nam się wynegocjować, aby nowy katalog zakupów w ramach programu był szerszy. Złożyliśmy wniosek na ponad 12 milionów złotych – jeśli zostanie rozpatrzony pozytywnie, będziemy mogli kupić to, czego naprawdę potrzebujemy w Olsztynie.
Czyli?
Razem ze Strażą Pożarną zbudujemy dodatkowe magazyny. Chcemy też wyposażyć nasz szpital miejski, kupić generatory i dodatkowy sprzęt. Nabędziemy też przenośne laboratorium do badania wody. Priorytetem jest to, żeby Olsztyn był przygotowany, a nie żeby po prostu wydać pieniądze. Jeżdżę po Polsce na szkolenia z zarządzania kryzysowego, obrony cywilnej i ochrony ludności, i wiem jedno – Olsztyn nie ma się czego wstydzić.
Cały czas się rozwijamy: miasto przekazało właśnie Straży Pożarnej nową działkę, dzięki czemu Straż będzie mogła wybudować nową jednostkę na południu miasta. Tam też powstanie nowa specjalistyczna jednostka policji do zwalczania cyberprzestępczości.
Powiedzmy, że pewnego dnia budzi mnie dźwięk wyjących syren, a media alarmują o nalocie. Gdzie jest schron, do którego mogę uciec?
Planujemy miejsca ukrycia m. in. przy nowo projektowanym stadionie miejskim oraz w centrum przy Placu Dunikowskiego. Inwentaryzujemy obecny zasób ze Strażą Pożarną i nadzorem budowlanym. Sprawdzamy, co da się odtworzyć i zmodernizować. Przygotowujemy się do wytypowania miejsc, przy których będziemy mogli stworzyć dobrze wyposażone miejsca ukrycia dla mieszkańców, tak żeby ich zasób rozproszyć w całym mieście.
Niedawno zorganizowaliśmy z aktywistami, społecznikami i ekspertami do spraw komunikacji kryzysowej z Ukrainy konferencję. Podzielili się z nami doświadczeniem i wskazali, co w praktyce sprawdza się w sytuacji kryzysowej. Zamierzamy czerpać z tej wiedzy.
To, że mówi pan o schronach w czasie przyszłym, w ogóle mnie nie uspokaja. Porzućmy jednak czarne scenariusze i przejdźmy do codziennego życia miasta. Czy Olsztyn naprawdę potrzebuje nowego stadionu miejskiego do gry w piłkę nożną? Zawodnicy Stomilu Olsztyn nie utrzymali się nawet w trzeciej lidze. Tymczasem siatkarze AZS Indykpol Olsztyn to od lat czołówka kraju. Może zamiast ładować pieniądze w coś, co od lat nie rokuje, warto zainwestować w naszą prawdziwą chlubę?
Robiliśmy niedawno analizy dotyczące znaków rozpoznawczych Olsztyna i z nich wynika, że marka Stomilu Olsztyn wciąż dużo znaczy dla mieszkańca województwa. Ludziom wciąż na Stomilu zależy.
Dziwne: moim znajomym kibicom zależy na dofinansowaniu sukcesów w siatkówce.
Rozumiem, ale ja jako prezydent miasta mam obowiązek patrzeć na to z szerszej perspektywy. Widzę, że województwo warmińsko-mazurskie jest pozbawione ważnego elementu, który buduje tożsamość miejsca.
Jesteśmy pustynią, która ma potężne zaniedbania, gdyż w promieniu 200 kilometrów od Olsztyna nie ma ani jednego profesjonalnego stadionu piłkarskiego. Tylko nasze miasto jest właścicielem pełnowymiarowego boiska ze sztuczną nawierzchnią, więc ważne jest, żeby w końcu było dobrej jakości.
Wiele dzieci swoją przygodę ze sportem zaczyna właśnie od piłki nożnej. Pamiętajmy i uwzględniajmy potrzebę tych tysięcy dzieciaków, które chcą grać w nogę. Nie można tego ignorować. Ktoś musi w końcu przerwać to błędne koło: nie ma mocnego klubu, bo nie ma dobrego stadionu, nie ma dobrego stadionu, bo nie ma mocnego klubu.
Na co konkretnie pójdzie te kilkaset milionów złotych?
Budujemy stadion na naszą miarę, który będziemy w stanie zapełnić i utrzymać: na 10 tysięcy miejsc. Nie budujemy go w innym miejscu, zostawiamy w centrum i stawiamy na wielofunkcyjność, bo chcemy wykorzystać przestrzeń pod trybunami jako Centrum Obsługi Mieszkańca.
Ratusz na stadionie? Urzędnicy i kibice obok siebie?
Po prostu miejsce przystępne i otwarte na wielu grup społecznych, które w przeciwieństwie do stadionu będzie mogło działać codziennie. Główny Ratusz w Olsztynie nie jest dostosowany np. do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, a do nowego Centrum będzie łatwy dojazd ze wszystkimi udogodnieniami. Będzie tam można od ręki załatwić większość spraw: od podatków po dowody osobiste.
Powstanie tam też centrum konferencyjne, restauracja i miejsca schronienia typu dual use czyli podwójnej użyteczności. Planujemy wygospodarować też około 2000 metrów przestrzeni, którą będzie można skomercjalizować. To wszystko pozwoli na to, żeby bieżące utrzymanie stadionu wychodziło na zero, tak jak udaje się to w przypadku świetnie prosperującej hali Urania.
Tyle pan mówi o wychodzeniu naprzeciw potrzebom młodzieży. A tymczasem mnie od kilku lat prześladuje wspomnienie, jak brzydko miasto zamknęło jedyny skate park w centrum Olsztyna, w parku Kusocińskiego. Dwa pozostałe skate parki są tak oblężone, że to aż niebezpieczne. To może chociaż dołożycie skate park do stadionu?
Tamten obiekt został zdewastowany, co wynikało z braku dobrego zarządzania, ale nowego skate parku na razie nie planujemy. Przy Uranii otworzyliśmy wrotkowisko, które zimą zamienia się w lodowisko. W Parku Kusocińskiego budujemy teraz zbiornik retencyjny, który będzie połączony ze ścieżkami rowerowymi i chodnikami, aby mieszkańcy mogli z niego swobodnie korzystać.
Teraz w Budżecie Obywatelskim jest wniosek o rozbudowę skate parku na plaży nad jeziorem Ukiel. To powinno dać więcej przestrzeni użytkownikom.
Cieszę się, że wspomniał pan o jeziorze Ukiel. To perła Olsztyna, która jest skutecznie zabijana. Wkrótce zwykły mieszkaniec miasta będzie musiał godzinami szukać tam skrawka wolnej przestrzeni, tyle się namnożyło inwestycji deweloperów. Już teraz zamiast natury często trzeba tam podziwiać wielkie bryły bloków. Czy miasto powie "stop" zabudowie?
Tak. Kiedy zostałem prezydentem, jedną z pierwszych moich inicjatyw było przygotowanie planu zagospodarowania linii brzegowej jeziora na terenie od Gutkowa do Łupstycha. Plan zakłada zatrzymanie zabudowy i powstrzymanie wcześniejszych zapędów inwestycyjnych. Chodzi o stworzenie Strefy Użytków Ekologicznych, żeby jak najszybciej zabezpieczyć i ochronić tamtą część.
Nie na wszystko jednak mamy wpływ. Gdy właściciele prywatnych działek występują o warunki zabudowy, to miasto, jeśli nie ma odpowiedniego dokumentu, nie ma prawa im odmówić. Duża część zabudowy, która jest obecnie wznoszona, powstaje na mocy pozwoleń wydanych nawet jeszcze kilkanaście lat temu. Dlatego tak ważne jest, żeby przyjmować jak najwięcej planów zagospodarowania przestrzennego.
Lokalne media zauważają, że jesienią zorganizował pan konferencję w sprawie ochrony jeziora Ukiel tylko po to, by potem wydać kilkanaście pozwoleń na zabudowę nad jego brzegiem. Czy to się nie wyklucza?
To nieprawda. Przez ostatnie dwa lata nic nowego nie wydaliśmy, a jedno pozwolenie zostało zmodyfikowane. Ta konferencja była bardzo potrzebna, bo trzeba rozmawiać z inwestorami i deweloperami, by prowadzili inwestycje z poszanowaniem przyrody i bezpieczeństwa jeziora. Teraz palącą sprawą jest gruntowne przebadanie akwenu, które ruszy już lada chwila.
Trzeba pamiętać, że Ukiel i pozostałe kilkanaście jezior, które mamy w mieście to odpowiedzialność nas wszystkich: deweloperów, urzędów, Wód Polskich i każdego mieszkańca indywidualnie. To nasze wspólne dziedzictwo i nasza wspólna sprawa.
Pretendowaliśmy do roli Miasta Ogrodu, a wychodzi nam chyba Miasto Beton. Na Zatorzu blady strach padł na Adama i Ewę: dwa 150-letnie dęby, których dobrostan jest zagrożony przez budowane tam kolejne osiedle. Pojawiają się też głosy, że zielony Plac Trzech Krzyży na przeciwko Teatru Warmii i Mazur, wkrótce przestanie taki być, bo planowana jest tam kolejna inwestycja.
W wyobrażeniu niektórych może to wyglądać tak, że zaraz gdzieś przeniesiemy znajdujący się tam pomnik Stefana Jaracza i zaczniemy ciąć drzewa na potęgę. Pani to powiem jako pierwszej: ten skwer jest miejski i nic mu nie grozi. Inwestycja powstanie na działce bardziej z tyłu. Ona jest prywatna i tam faktycznie inwestor jest w trakcie pozyskiwania zgody na budowę kamienicy.
Czyli może pan zagwarantować że roślinność na Placu Trzech Krzyży jest bezpieczna? Mamy tam przecież pomnik przyrody w postaci rozłożystego buku.
Gwarantuję.
Dalsza część tekstu poniżej.
Zobacz także
Urzędnicy w Olsztynie są jednymi z najmniej zarabiających w Polsce. Jak to możliwe, że osoby, które podpisują się pod ważnymi projektami dotyczącymi miasta, zarabiają około 4 tysiące złotych? Przecież to wpływa na funkcjonowanie Olsztyna.
Przykład pierwszy z brzegu: w innych miastach znacznie łatwiej było umówić się na wywiad z prezydentem. W Olsztynie trwało to znacznie dłużej z powodu wolnego obiegu informacji. Czy olsztyńscy urzędnicy nie czują się wypaleni?
To fakt. Zastałem w ratuszu sytuację z dość niskimi pensjami, jednak teraz systematycznie są podnoszone. Budżet nie pozwalał na podwyżki dla wszystkich naraz, dlatego zaczęliśmy od kadry zarządzającej: dyrektorów, kierowników i głównych specjalistów. Podwyżki dostała już połowa pracowników. Następnym etapem będą podwyżki dla inspektorów i podinspektorów.
Musimy doceniać naszych specjalistów, bez których miasto by nie funkcjonowało. To są tacy cisi bohaterowie, którzy mają specjalistyczną wiedzę o procesach i procedurach. Zrobię wszystko, aby odwrócić czarny PR olsztyńskich płac, aby ci, którzy chcą się rozwijać widzieli, że w Ratuszu można budować karierę i awansować finansowo.
Z pracą i płacą problem jest nie tylko w urzędach. Olsztyn wciąż bardzo kojarzy się tylko z fabryką opon Michelin i Indykpolem. Czy w planach są inwestycje, które przyniosłyby porządne zarobki tysiącom osób?
W Olsztynie praktycznie nie ma bezrobocia. Michelin jest świetną firmą, z którą mamy bardzo dobre relacje. Oprócz tego, że jest największym pracodawcą, ma też wielu kooperantów.
Siłą miasta są jednak firmy średnie i małe, które działają w bardzo różnych branżach. Musimy walczyć o jakościowe miejsca pracy i młodych ludzi, którzy chcą zacząć tu karierę. Typowo korporacyjnych miejsc pracy jednak za wiele nie mamy.
A będziemy mieć?
Jednym z głównych problemów, które wciąż zgłaszali nam inwestorzy i pracodawcy, to brak terenów inwestycyjnych w granicach miasta. Udało się wreszcie przełamać ten impas.
We wschodniej części miasta budujemy nową drogę łączącą ul. Zientary-Malewskiej z terenami Dworca Głównego. W tych okolicach 80 hektarów należy do Skarbu Państwa. Dziś jeszcze rosną tam zboża, bo przez lata nie mogliśmy przełamać niechęci Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, który zarządza tym terenem. Teraz przy wsparciu parlamentarzystów i nowego dyrektora nareszcie się udało i te przestrzenie nareszcie będą uwalniane do sprzedaży.
Przyjęliśmy miejscowy plan zagospodarowania właśnie z myślą o stworzeniu tam nowej, przemysłowej dzielnicy Olsztyna. Lokalizacja firmy w granicach miasta ma zasadnicze znaczenie, bo wtedy przedsiębiorca może liczyć na to, że będzie miał media, dobry dojazd do firmy i transport publiczny dla pracowników. I że oni wszyscy znajdą tu mieszkania i dobre szkoły dla swoich dzieci. Chcę, aby Olsztyn był dobrym miastem dla wszystkich. Ten krok bardzo nas ku temu przybliży.
