
Lewica ponownie wywołuje burzliwą debatę w Sejmie. Tym razem chodzi o zmianę w sposobie rozliczania najniższej krajowej. Obecne przepisy pozwalają na wliczanie m.in. dodatków specjalnych do puli minimalnej płacy. Nowa propozycja stawia na sprawiedliwsze traktowanie, ale i dokręca śrubę przedsiębiorcom.
Wyobraź sobie, że dostajesz dodatkowe obowiązki i dodatek funkcyjny, a twój przelew na konto nadal wynosi dokładnie tyle, ile najniższa krajowa. Jak to możliwe? W Polsce od ćwierć wieku przepisy pozwalają na wliczanie premii, nagród oraz dodatków specjalnych do puli minimalnego wynagrodzenia. Lewica postanowiła z tym skończyć, kładąc na stół nowy projekt.
Co proponuje Lewica w sprawie płacy minimalnej?
Obecnie płaca minimalna to łączny przychód pracownika, a nie jego czysta podstawa. Szef może "dobić" do ustawowego minimum za pomocą różnych dodatkowych składników. Nowy projekt zakłada, że od 2027 roku minimalne wynagrodzenie będzie w całości stanowiło pensję zasadniczą.
Z wyliczeń najniższej krajowej znikną:
"Nie może być tak, że pracownik doświadczony i kompetentny otrzymuje na końcu dokładnie tyle samo, co osoba bez kwalifikacji" – argumentuje posłanka Katarzyna Ueberhan (Lewica), cytowana przez portal Bankier.pl. Stwierdziła, że płaca minimalna nie powinna być "jałmużna", a minimalną konstytucyjną gwarancją ochrony pracy.
Projekt zakłada też, że najniższa krajowa ma wynosić docelowo co najmniej 66 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Płacę minimalną pobiera w Polsce od 1,5 do nawet 3 milionów osób, co oznacza gigantyczną skalę potencjalnej zmiany i rzecz jasna, koszty dla przedsiębiorców. To, ile ostatecznie wyniesie płaca minimalna w 2027 roku, wciąż jest przedmiotem napięć między rządem, biznesem a związkami. Przypominamy, że związkowcy idą jeszcze dalej i chcą, by płaca minimalna wzrosła do 5200 zł w 2027 roku.
Autorzy projektu chcą rozliczyć się mocniej również z kombinatorami. Jeśli firma nie wypłaci pensji przez co najmniej trzy miesiące, szefowi będzie grozić grzywna od 5 tys. do 60 tys. zł lub ograniczenie wolności.
Zobacz także
Spór w Sejmie
Choć PiS, KO i PSL opowiedziały się za dalszymi pracami w komisjach, jak podają polskie media, w koalicji zaiskrzyło. Sławomir Ćwik (Centrum) złożył wniosek o całkowite odrzucenie projektu. Krytycy wskazują na brak analizy tego, jak zmiany wpłyną na koszty firm.
Zwrócono także uwagę na błędy formalne – projekt pisano pod koniec 2025 roku z nierealistyczną dziś datą wejścia w życie na styczeń 2026 r. PiS z kolei wypomniało rządowi opóźnienia we wdrożeniu unijnej dyrektywy o adekwatnych płacach.
Równie gorąco dyskutowana jest waloryzacja emerytur 2027.
O tym, czy projekt trafi do kosza, Sejm zdecyduje na posiedzeniu w dniach 9–11 czerwca. Dla milionów pracowników i tysięcy przedsiębiorców będą to bardzo ważne dni.
