Prezydent Francji Emmanuel Macron na tle głowic jądrowych.
"Spiegel": o atomowym parasolu decyduje wyłącznie Francja Fot. photoibo/Shutterstock/David Aragones/Getty Images

Coraz więcej państw, w tym Polska, chroni się pod parasol atomowy Francji. Ostateczna decyzja o użyciu broni nuklearnej pozostanie jednak w gestii prezydenta Francji. Sojusznicy będą uzależnieni od jego widzimisię.

REKLAMA

Do krajów korzystających z francuskiego parasola atomowego dołączyła ostatnio Norwegia, a wcześniej Polska i Litwa, kraje bezpośrednio graniczące z groźnym sąsiadem – Rosją. W tym gronie są także Niemcy, chociaż Berlin nadal stawia przede wszystkim na potencjał atomowy USA – pisze w sobotę niemiecki tygodnik "Der Spiegel".

Redakcja przypomniała, że kanclerz Friedrich Merz powołał w marcu wspólnie z prezydentem Emmanuelem Macronem "nuklearną grupę sterującą", która ma przeanalizować szczegóły współpracy. Z ustaleń "Spiegla" wynika, że doradca do spraw bezpieczeństwa Merza, Guenter Sautter uczestniczył w minioną środę w Paryżu w pierwszej rundzie rozmów.

"Strategiczna autonomia" Europy Macrona zyskuje zwolenników

"Atak na Niemcy lub innego europejskiego partnera może w przyszłości spotkać się z odwetem nowej siły opiekuńczej, Francji" – pisze "Der Spiegel". Redakcja tłumaczy, że Francja wykorzystała lukę w systemie bezpieczeństwa, jaką stworzyła polityka Donalda Trumpa. Macron zabiegał od początku swojego urzędowania w 2017 r. o "strategiczną autonomię" Europy i większą niezależność od USA, jednak ówczesna kanclerz Angela Merkel odrzuciła ofertę z obawy o pogorszenie relacji z Ameryką.

"Der Spiegel" podkreśla, że szczegóły francuskiej oferty nie są jasne, a negocjacje dopiero się rozpoczęły.

Potencjał nuklearny Francji składa się zdaniem ekspertów z 290 głowic nuklearnych. To niewiele w porównaniu do 3700 bomb będących w posiadaniu USA i 4400 na wyposażeniu Rosji – zaznacza "Der Spiegel".

Szczegóły francuskiego parasola atomowego pozostają niejasne

Francja posiada cztery podwodne łodzie atomowe, z których każda uzbrojona jest w 16 rakiet M51 o zasięgu powyżej 10000 km. Każda rakieta może przenosić maksymalnie sześć głowic. Oprócz tego Francja dysponuje pociskami przenoszonymi przez myśliwce Rafale stacjonujące w trzech basach na terenie kraju. Rafale są rozmieszczone także na lotniskowcu "Charles de Gaulle". Jak zaznacza "Der Spiegel", politycy w europejskich stolicach "zastanawiają się", na czym ma polegać francuski parasol ochronny. Uzgodniony dialog z Francją ma wyjaśnić szczegóły.

Przecieki z paryskich kół rządowych wskazują na to, że Francja nie planuje stałego rozmieszczenia swojej broni atomowej w innych państwach, ani też ich "nuklearnego udziału" we francuskim arsenale, czyli przenoszenia przez samoloty innych państw francuskich bomb nuklearnych. Możliwe byłoby jedynie "punktowe wykorzystanie" przestrzeni powietrznej innych krajów, na przykład do tankowania francuskich samolotów. W rachubę może też wchodzić wysłanie maszyn na czas określony. Francja wysłała na wiosnę zdolne do przenoszenia broni atomowej Rafale do Polski jako sygnał ostrzegawczy pod adresem Rosji.

Guzik atomowy w wyłącznej gestii prezydenta Francji

Żelazna zasada francuskiej doktryny nuklearnej pozostaje nienaruszona – całkowitą kontrolę guzika atomowego zachowuje prezydent Francji. Nikt oprócz niego nie może zdecydować o użyciu bomby. Co więcej, także o tym, czy w sytuacji kryzysowej w Europie zagrożone są "żywotne interesy" Francji, decyduje tylko i wyłącznie szef francuskiego państwa.

"Europejscy partnerzy uzależnieni są od widzimisię prezydenta w Paryżu" – pisze w konkluzji "Der Spiegel" dodając, że projekt "europejskiej broni atomowej", o którym marzą niektórzy politycy w Niemczech, jest z Francją nie do zrealizowania.

Opracowanie: Jacek Lepiarz.