Sklep Dino.
UOKiK stawia poważne zarzuty sieci Dino i współpracującym z nią firmom transportowym. Fot. Krzysztof Bubel/Shutterstock

UOKiK stawia poważne zarzuty sieci Dino i współpracującym z nią firmom transportowym. Urząd podejrzewa, że przedsiębiorcy mogli blokować kierowcom zmianę pracy, zawierając niedozwolone porozumienie. Jeśli zarzuty się potwierdzą, spółkom grożą kary sięgające 10 proc. obrotu, a menedżerom nawet 2 mln zł.

REKLAMA

Postępowanie obejmuje również pięciu menedżerów, którzy według UOKiK mogli uczestniczyć w tworzeniu lub realizowaniu kwestionowanych ustaleń. Wśród nich są trzy osoby związane z Dino Polska oraz przedstawiciele firm Martrans Logistics i Mati-Trans.

Zmowa transportowa w Dino? UOKiK stawia poważne zarzuty sieci i przewoźnikom

Zdaniem Urzędu przedsiębiorcy mogli uzgodnić między sobą zasady ograniczające możliwość przechodzenia kierowców pomiędzy firmami obsługującymi sieć Dino. Według zgromadzonych materiałów kierowcy objęci tzw. okresem karencji przez trzy miesiące nie mogli podjąć pracy u innego przewoźnika współpracującego z tą samą siecią handlową.

Takie działania mogły prowadzić do ograniczenia mobilności pracowników, a jednocześnie zmniejszać presję na podwyższanie wynagrodzeń. Jeśli pracownik nie ma realnej możliwości zmiany firmy, jego pozycja negocjacyjna wobec obecnego pracodawcy staje się słabsza.

Znaczną część materiału dowodowego UOKiK pozyskał podczas przeszukań przeprowadzonych w siedzibach przedsiębiorstw. Z ustaleń Urzędu wynika, że przewoźnicy mogli przestrzegać wspólnych zasad dotyczących zatrudniania kierowców pracujących wcześniej u innych uczestników porozumienia.

Prezes UOKiK podejrzewa również, że kluczową rolę w funkcjonowaniu całego systemu mogła odgrywać sieć Dino Polska. Według Urzędu spółka miała możliwość kontrolowania dostępu kierowców do centrów dystrybucyjnych, a odstępstwa od przyjętych zasad mogły wymagać jej akceptacji. Istnieją także podejrzenia, że na przewoźników wywierano nacisk, aby nie zatrudniali osób objętych okresem karencji.

Gigantyczne kary dla Dino. Nawet 10 proc. obrotu i miliony kary dla menedżerów

– Ograniczanie pracownikom możliwości zatrudnienia i zmiany pracy to praktyki kojarzące się z XIX wiekiem, a nie z nowoczesną gospodarką. Rynek pracy powinien opierać się na wolnym wyborze, negocjowaniu warunków zatrudnienia i uczciwym konkurowaniu firm o pracowników. Dlatego przedsiębiorcy, którzy łamią prawo, muszą się liczyć z poważnymi konsekwencjami: kara za udział w zmowie to nawet 10 proc. obrotu. Menedżerom z kolei grozi sankcja do 2 mln zł – mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Sprawa dotyczy praktyki określanej jako "no-poach agreement", czyli porozumienia między firmami o niezatrudnianiu pracowników konkurentów. Takie działania są uznawane za niedozwolone, ponieważ ograniczają mogą negatywnie wpływać na poziom wynagrodzeń oraz możliwości rozwoju zawodowego pracowników.

UOKiK wskazuje, że w warunkach uczciwej konkurencji firmy powinny samodzielnie zabiegać o pracowników oferując im lepsze warunki zatrudnienia, a nie ograniczając możliwość zmiany miejsca pracy.

Postępowanie dotyczące Dino nie jest jedyną sprawą prowadzoną obecnie przez Urząd. Trwają również działania wobec Jeronimo Martins Polska i współpracujących z nią przewoźników. UOKiK analizuje także praktyki związane z działalnością Lidla oraz firm transportowych obsługujących tę sieć.

Kontrowersje wokół Dino

Jak pisaliśmy w InnPoland, w ostatnich miesiącach zrobiło się głośno o warunkach pracy w Dino. Związkowcy wielokrotnie zwracali uwagę na pogarszające się warunki pracy i brak dialogu z pracodawcą. W przestrzeni publicznej pojawiają się też pytania, kiedy spółka odniesie się do stawianych jej zarzutów.

Szerokim echem odbiła się również sprawa niskich temperatur w niektórych sklepach sieci. Podczas interwencji poselskiej Adrian Zandberg ujawnił, że zimą w jednym z obiektów odnotowano zaledwie 8°C.