Hotel Schwanen w Rapperswilu
Polska ma hotel widmo w Szwajcarii. Dziw, że za tę kuriozalną inwestycję nikt nie odpowiedział Fot. Michael Derrer Fuchs / Shutterstock

W 2022 roku za 115 mln złotych z kieszeni polskiego podatnika minister Piotr Gliński kupił w Szwajcarii hotel, żeby zrobić w nim muzeum. Zapomniał jednak sprawdzić, czy hotel w ogóle się na muzeum nadaje. Nie nadaje: obecnie stoi nieużywany, niszczeje, generuje coraz większe koszty, ale rząd boi sie go sprzedać, bo PiS będzie protestować. Płacimy więc dalej za coś, czego nie używamy.

REKLAMA

To miała być jedna z flagowych, wizerunkowych inwestycji kulturalnych rządu Prawa i Sprawiedliwości za granicą. W 2022 roku, na polecenie ówczesnego szefa resortu kultury Piotra Glińskiego, Instytut Pileckiego wyłożył z publicznej kasy astronomiczne 115 milionów złotych (27 milionów franków szwajcarskich) na zakup zabytkowego Hotelu Schwanen (z niem. "Łabędzie") w szwajcarskim Rapperswilu.

Minęły cztery lata i dziś już wiadomo: projekt okazał się gigantyczną klapą. Okazały, zabytkowy budynek w większości stoi nieużywany, generuje potężne straty, a urzędnicy w Warszawie przerzucają się odpowiedzialnością, nie mając bladego pojęcia, jak wybrnąć z tego finansowego pata. Spór o sens takich przedsięwzięć nie jest nowy – wystarczy przypomnieć, jak szef Ryanaira i prezes CPK licytowali się o opłacalność innego sztandarowego projektu poprzedniej ekipy.

Szwajcaria. 115 milionów złotych na muzeum, którego nie da się urządzić

Oficjalny powód zakupu nieruchomości z XIII wieku zlokalizowanej nad samym Jeziorem Zuryskim był szczytny. Chodziło o stworzenie nowej siedziby dla Muzeum Polskiego – prywatnej placówki polonijnej, która po latach musiała opuścić dotychczasowe sale w Rapperswilu. Instytut Pileckiego posłużył tu jedynie jako "wehikuł" do zakupu, ponieważ ustawa pozwalała mu na zakładanie filii poza granicami Unii Europejskiej.

Nikomu nie przeszkadzało, że zarządzanie hotelem nijak ma się do ustawowej misji instytutu, czyli badania historii XX-wiecznych totalitaryzmów. Nie był to zresztą pierwszy raz, gdy opisywano, jak Instytut Pileckiego dostał kolejne miliony – skromność działaczy PiS okazywała się tylko fasadą.

Problem polega na tym, że nikt wcześniej nie sprawdził, czy hotel w ogóle nadaje się na cele muzealne. Gdy jesienią 2023 roku rząd Donalda Tuska przejął władzę, urzędnicy zderzyli się z rzeczywistością. "Nowa władza stwierdziła jednak, że muzeum w hotelu urządzić się nie da. Brakuje w nim miejsca i odpowiednich warunków, by przenieść do niego całe zbiory Muzeum Polskiego" – pisze TVN24.pl.

W październiku 2024 roku ministerstwo oficjalnie wycofało się z planów poprzedników. Od tamtego momentu minęło już półtora roku, a budynek jak stał pusty, tak stoi nadal. Szwajcarskie media lokalne wprost piszą o "kompletnej katastrofie" i zmarnowanym potencjale historycznego obiektu.

Koszty utrzymania Hotelu Schwanen drenują budżet

Choć budynek nie realizuje żadnych celów państwowych, polski podatnik bez przerwy musi słono płacić za sam fakt jego posiadania. Utrzymanie Hotelu Schwanen to finansowa studnia bez dna – i jeden z wielu obrazków na to, jak PiS przejadał i wyprowadza l państwowe pieniądze poprzez sieć fundacji, spółek i instytutów.

Same opłaty za prąd, ogrzewanie i wodę pochłaniają rocznie średnio 100 tysięcy franków szwajcarskich (około 460 tysięcy złotych). Za sam tzw. operat szacunkowy (opinię rzeczoznawcy określającą aktualną wartość rynkową budynku) Instytut Pileckiego musiał zapłacić ponad 63 tysiące złotych (13 750 franków), a Ministerstwo Kultury do dziś odmawia upublicznienia wyników tej wyceny.

Do tego dochodzą odłożone remonty: aby budynek nie niszczał, konieczny jest pilny remont elewacji, na który planowano przeznaczyć kolejne 3 miliony złotych (611 tysięcy franków) – prace te jednak wstrzymano ze względu na chaos decyzyjny.

Zamiast wielkiej historii – wielka gastronomia i czystki w zarządzie

Aby ratować budżet i ograniczyć straty, polski instytut... musiał wejść w branżę gastronomiczną. Przy zakupie w 2022 roku Polacy podpisali bowiem twarde zobowiązanie wobec władz miasta Rapperswil, że w budynku nadal będzie prowadzony hotel i restauracja – bez tego miasto nie zgodziłoby się na zmiany w księdze wieczystej, co uniemożliwiłoby organizację jakichkolwiek wystaw.

W efekcie polskie państwo bawi się w wynajem powierzchni barowych. Od ubiegłego roku w obiekcie działają restauracje "Cou Cou" i "Tia Rita" zarządzane przez szwajcarską firmę Aurora Hospitality na mocy 5-letniego kontraktu. Z kolei w kwietniu 2026 roku dwaj mieszkający w Szwajcarii Polacy założyli spółkę Schwanen Restaurant KLG, która podpisała krótkoterminową umowę na prowadzenie tam sezonowego baru.

Wokół tej ostatniej umowy wybuchł jednak potężny chaos organizacyjny. Jak poinformowała rzeczniczka Instytutu Pileckiego Lukrecja Jaszewska, osoba odpowiedzialna za ten ruch – dotychczasowa szefowa szwajcarskiego oddziału Monika Jurgo – została w czerwcu 2026 roku nagle usunięta z zarządu.

Szwajcarska spółka-córka instytutu przechodzi obecnie bolesną restrukturyzację pod okiem nowego dyrektora Huberta Zamaro. To nie pierwsza burza wokół tego podmiotu – już w 2024 roku ruszyły zmiany kadrowe w instytutach.

Dlaczego Instytut Pileckiego nie może po prostu sprzedać hotelu

Obecne Ministerstwo Kultury, zarządzane przez Martę Cienkowską, podtrzymuje oficjalne stanowisko: utrzymywanie Hotelu Schwanen jest z punktu widzenia państwa całkowicie niecelowe, bo nieruchomość nie nadaje się do celów kulturalnych. Jednocześnie resort umywa ręce i twierdzi, że ostateczne decyzje "pozostają w gestii Instytutu Pileckiego". Instytut (zarządzany obecnie przez p.o. dyrektora Karola Madaja) odpowiada krótko: badamy rynek pod kątem sprzedaży, ale żadne wiążące decyzje nie zapadły.

Pozbycie się nieruchomości za granicą to jednak prawny i polityczny koszmar. Pierwszeństwo w zakupie mają władze miasta Rapperswil – jeśli zrezygnują z powodu zbyt wygórowanej ceny, Polacy zostaną zmuszeni do szukania kupca na wolnym rynku.

Do tego dochodzi dyscyplina finansowa: Instytut nie może sprzedać hotelu taniej, niż go kupił (czyli poniżej 115 mln zł), bo gdyby cena była niższa, dyrekcji grozi prokuratorski zarzut o narażenie Skarbu Państwa na stratę i złamanie dyscypliny finansów publicznych. Ze względu na ogromną wartość transakcji przekraczającą 50 milionów złotych, każda decyzja o sprzedaży wymagać będzie skomplikowanej opinii Prokuratorii Generalnej.

Na to wszystko nakłada się polityczny paraliż. Sprawie bacznie przyglądają się politycy PiS z Piotrem Glińskim na czele, którzy każdą próbę sprzedaży nazywają "marnotrawstwem" i "skandalem". W roku wyborczym obecna władza panicznie boi się zarzutów o wyprzedaż narodowego majątku, co zachęca urzędników do odkładania trudnych decyzji na święte nigdy.

Śledztwo prokuratury wokół zakupu hotelu w Rapperswilu

Jakby tego było mało, wokół szwajcarskiego hotelu już teraz toczy się oficjalne śledztwo. Krótko przed swoim odwołaniem ze stanowiska szefa Instytutu Pileckiego, profesor Krzysztof Ruchniewicz złożył oficjalne zawiadomienie do prokuratury. Z jego ustaleń wynika, że poprzednie kierownictwo instytutu (Wojciech Kozłowski i Magdalena Gawin) przy zakupie budynku rażąco przepłaciło za usługi szwajcarskich kancelarii prawnych i nie dopełniło podstawowych obowiązków przy zawieraniu umów.

Postępowanie w tej sprawie prowadzi obecnie Komenda Rejonowa Policji Warszawa-Śródmieście pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów. Wpisuje się to w szerszą falę rozliczeń – kolejne audyty pogrążają rządy PiS, a do prokuratury trafiają zawiadomienia liczone w miliardach złotych nieprawidłowości.

Pomnik bezwładu publicznych pieniędzy

Efekt czteroletnich działań? Wydaliśmy 115 milionów złotych na budynek, w którym nie da się zrobić muzeum. Rocznie dopłacamy do niego pół miliona złotych za same media. Urzędnicy czyszczą zarządy, prokuratura bada umowy, a gigantyczny, zabytkowy "fant" w Rapperswilu jak stał bezużyteczny, tak stoi nadal – jako pomnik marnowania pieniędzy polskich podatników.