Tankowanie samolotu na lotnisku.
Reuters ostrzega o widmie kryzysu paliwa lotniczego w Europie na skutek eskalacji konfliktu USA z Iranem. Fot. mumukulux/Shutterstock

Reuters alarmuje: paliwa lotniczego w Europie starczy na mniej niż 30 dni. Nowe ataki Stanów Zjednoczonych na Iran wywołał wstrząs, który odczujemy przy kasach biletowych i w anulowanych planach wakacyjnych.

REKLAMA

Planujesz urlop lub zagraniczny wyjazd biznesowy? Najnowsze doniesienia z rynków paliwowych mogą mocno pokrzyżować plany wielu Polaków. Nowa eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie bezpośrednio zagraża stabilności europejskiego nieba. Jak informuje Reuters, Stary Kontynent stał się regionem najbardziej narażonym na skutki tego kryzysu, co niemal natychmiast przełoży się na koszty podróży lotniczych.

Europa na rezerwach paliwa

Sytuacja na Bliskim Wschodzie eskaluje i staje się wyjątkowo groźna dla Europy, która w ogromnym stopniu opiera się na imporcie paliwa lotniczego. Aby utrzymać ciągłość ruchu, kraje europejskie musiały pilnie zwiększyć import z USA oraz Azji, podnieść produkcję we własnych rafineriach i głęboko sięgnąć do rezerw. Mimo to, zapewnienie stabilnych dostaw nadal stanowi gigantyczne wyzwanie.

Jak alarmuje agencja Reuters, obecne zapasy paliwa lotniczego w Europie są na wyczerpaniu. Szacuje się, że wystarczą na mniej niż 30 dni zapotrzebowania, co czyni nasz region bezbronnym wobec kolejnych zakłóceń. Paliwo lotnicze w Europie osiąga w lipcu 2026 r. najwyższe ceny od września 2025 roku, ze wzrostem o 10 proc. od końca maja. Szczególnie zagrożone są Wielka Brytania, Francja i Niemcy, jako kraje najbardziej polegające na dostawach z Bliskiego Wschodu.

Co to oznacza dla Twojego portfela?

Część europejskich linii lotniczych już oficjalnie ostrzegła, że dodatkowe koszty zostaną bezwzględnie przeniesione na pasażerów w postaci wyższych cen biletów. Dla przeciętnego konsumenta w Polsce oznacza to jedno: nadchodzi koniec taniego latania, a planowanie podróży bez wcześniejszego planowania budżetu może okazać się niezwykle bolesne. O ile będzie w ogóle wykonalne, bo celem poszukiwania oszczędności przewoźnicy mogą podjąć decyzję o ograniczaniu siatki połączeń.

Już na początku konfliktu na linii USA-Iran widmo blokady cieśniny Ormuz działało paraliżująco na europejski sektor lotniczy i wywołało wiosną prawdziwą rzeź w połączeniach. Wedle słów Michael O'Leary'ego, prezesa linii Ryanair, kolejne miesiące będą decydujące i najbliższą zimę przetrwają jedynie ci przewoźnicy, którzy przygotowali sobie zapasy na wypadek kryzysu.

Pojawiają się jeszcze dwa zjawiska negatywnie wpływające na ceny biletów w Europie i zdolność do przetrwania linii lotniczych. Pierwsze to trend wśród podróżników, którzy w związku z wieściami o wzroście cen paliwa czekają z zakupem biletów na ostatnią chwilę. Drugie to wejście w życie unijnego systemu kontroli paszportowej przy wjeździe i wyjeździe (EES) w okresie sezonowego szczytu, co wprowadza utrudnienia w najbardziej zatłoczonych portach i tworzy koszty operacyjne. Dla wielu Europejczyków obecne wydarzenia stawiają wakacje zagraniczne pod znakiem zapytania.

Ormuz w ogniu, płoną ceny ropy i rynki

Zapalnikiem dla rynkowej nerwowości stały się wydarzenia z wczesnych godzin 13 lipca, kiedy Stany Zjednoczone przeprowadziły kolejne ataki na cele w Iranie. Działania te miały ograniczyć zdolność Teheranu do atakowania statków handlowych w Cieśninie Ormuz – strategicznym szlaku, przez który przepływa około jedna piąta światowego handlu ropą. Była to odpowiedź na weekendowe uderzenia Iranu na państwa Zatoki Arabskiej. W efekcie natężenie ruchu handlowego w cieśninie spadło do najniższego poziomu od pięciu tygodni. Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie nazywał już wcześniej podpisane porozumienie "martwym".

Reakcja surowcowych giełd na wydarzenia z 13 lipca była natychmiastowa. Cena ropy Brent wzrosła w poniedziałek o około 4 proc., osiągając poziom około 79 dolarów za baryłkę. Ryzyko geopolityczne zdezorganizowało logistykę, zmuszając rynek do gwałtownej korekty prognoz. Giełdy w Europie rozpoczęły poniedziałkowe sesje od wyraźnych zniżek, a w Seulu indeks Kospi zanurkował o 8 procent.

Źródło: Reuters.