
Dino Polska pozwało Wojciecha Jendrusiaka, przewodniczącego OPZZ Konfederacja Pracy. Spółka domaga się 50 tys. zł, przeprosin oraz ograniczenia publikacji dotyczących firmy. Związek zawodowy zarzuca Dino m.in. problemy z warunkami pracy, a sama sieć odpiera te twierdzenia.
Pozew Dino został skierowany do Sądu Okręgowego w Kaliszu. Jak przekazała OPZZ Konfederacja Pracy, Dino chce, aby Jendrusiak opublikował przeprosiny w formie wskazanej przez spółkę oraz powstrzymał się od dalszego przedstawiania zastrzeżeń wobec sieci.
Pozew Dino Polska przeciwko związkowcom. Czy to próba uciszenia pracowników?
Powodem konfliktu są wypowiedzi przewodniczącego związku dotyczące sytuacji pracowników Dino. Jendrusiak publicznie wskazywał na szereg problemów, które według nich mają występować w firmie.
Chodzi o przeciążanie zatrudnionych obowiązkami, brak Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, zwolnienia osób zgłaszających nieprawidłowości, zarzuty dotyczące mobbingu oraz niewłaściwego traktowania pracowników.
Dino nie zgadza się z tymi twierdzeniami i uznało je za naruszające dobre imię spółki.
Razem z pozwem firma złożyła wniosek o zabezpieczenie roszczeń. Spółka chciała m.in. czasowego zakazu publikowania informacji dotyczących Dino oraz usunięcia wcześniejszych wpisów przewodniczącego związku.
Według informacji przekazanych przez OPZZ Konfederacja Pracy, 6 lipca 2026 roku Sąd Okręgowy w Kaliszu oddalił ten wniosek w całości.
Przedstawiciele organizacji związkowej twierdzą, że podobne działania prawne mają charakter presji wobec strony społecznej. Ich zdaniem celem pozwów jest ograniczenie możliwości publicznego przedstawiania problemów dotyczących warunków zatrudnienia.
– To próba uciszenia związku zawodowego i ograniczenia prawa do krytyki – komentuje Wojciech Jendrusiak w rozmowie z portalem Bankier.
Według przewodniczącego OPZZ Konfederacja Pracy podobne sprawy miały być wcześniej kierowane wobec działaczy także przez inne duże sieci handlowe. Związek wskazuje, że w takich postępowaniach sądy oddalały wnioski o zabezpieczenie, argumentując, że mogłyby one prowadzić do nadmiernego ograniczenia wolności wypowiedzi.
Związek podtrzymuje zarzuty wobec Dino
Mimo sądowego sporu OPZZ Konfederacja Pracy nie zamierza się ugiąć. Organizacja informuje, że z jej inicjatywy prowadzone są postępowania Państwowej Inspekcji Pracy oraz prokuratury.
Według związku kontrola PIP w Dino miała wykazać ponad 1300 przypadków naruszeń przepisów prawa pracy. Czynności kontrolne w popularnej sieci nadal trwają.
Związkowcy twierdzą, że zamiast skupić się na rozwiązaniu zgłaszanych problemów, Dino kieruje działania przeciwko osobom, które nagłaśniają sytuację pracowników.
W sieci obowiązuje obecnie pogotowie strajkowe, a znany jest już termin strajku generalnego w Dino – organizacja zapowiada go na wrzesień. W najbliższym czasie mają rozpocząć się także rozmowy mediacyjne dotyczące kolejnego sporu zbiorowego.
Wcześniej, po dwugodzinnym proteście, ogłoszono podwyżki w Dino po strajku ostrzegawczym, jednak kwota 300 zł nie zaspokoiła oczekiwań załogi. Jeśli scenariusz się ziści, sklepy Dino w twojej okolicy też będą sparaliżowane, a klienci odczują skutki masowego odejścia pracowników od kas.
OPZZ Konfederacja Pracy zarzuca Dino między innymi:
Jednym z wcześniejszych punktów zapalnych był spór dotyczący pracy w niskich temperaturach. Związkowcy przekonują, że część zgłaszanych przez nich nieprawidłowości miała znaleźć potwierdzenie podczas kontroli Państwowej Inspekcji Pracy.
Kto jest właścicielem Dino?
Jak pisaliśmy wcześniej w InnPoland, Tomasz Biernacki, założyciel i właściciel Dino Polska, jest jednym z najbardziej tajemniczych polskich przedsiębiorców. Mimo że jego firma rozrosła się do tysięcy sklepów w całym kraju, on sam unika medialnych wystąpień, wywiadów i publicznych wydarzeń.
W polskich mediach bywa nazywany "człowiekiem widmo" albo "księciem tajemnicy". Zdjęć biznesmena jest niewiele, a fotografia często przypisywana Biernackiemu przez lata krążąca w internecie miała przedstawiać inną osobę, Szymona Piducha, byłego członka zarządu Dino.
Przez unikanie rozgłosu, wokół właściciela Dino narosło wiele historii i domysłów. Pytanie, dlaczego właściciel nie chce ujawniać twarzy, wraca za każdym razem, gdy wokół sieci robi się głośno. Kim jest człowiek, który z niewielkiego rodzinnego biznesu stworzył jedną z najpotężniejszych sieci handlowych w Polsce?
Zobacz także
Od rodzinnego sklepu do miliardowego biznesu
Tomasz Biernacki pochodzi z Czeluścina w Wielkopolsce. Pierwsze doświadczenia biznesowe zdobywał w rodzinnym gospodarstwie, ubojni i sklepie.
W 1999 roku otworzył pierwszy sklep Dino. Początki nie zapowiadały jeszcze ekspansji na skalę ogólnopolską. Sieć rozwijała się spokojnie, koncentrując się przede wszystkim na mniejszych miejscowościach i terenach, które przez dużych zagranicznych konkurentów były często pomijane.
Podczas gdy dyskonty takie jak Biedronka czy Lidl mocno rozwijały swoją obecność w największych miastach, Dino wybrało inną drogę: sklepy blisko klientów z mniejszych miejscowości i powiatów.
Strategia okazała się skuteczna. Kolejne lata przyniosły dynamiczny rozwój sieci, budowę centrów dystrybucyjnych i tysiące nowych miejsc pracy. Dziś Dino jest jedną z najważniejszych firm handlowych w Polsce, a Tomasz Biernacki regularnie pojawia się w rankingach najbogatszych Polaków.






