
Kiedy myślałem, że po oblewaniu farbą zabytków i przyklejaniu się do asfaltu widziałem już wszystko, tak zwani "obrońcy planety" postanowili przeskoczyć samych siebie. Oblewanie sklepów i domów Andziaks czy Małgorzaty Rozenek mazią imitującą fekalia to żaden protest. To zwykły wandalizm, infantylny patostream i demonstracja całkowitej bezradności intelektualnej.
Kiedy wydawało się, że po spektakularnym oblaniu farbą Warszawskiej Syrenki i cyklicznym przyklejaniu się do asfaltu osiągnęliśmy już dno tzw. "aktywizmu", ktoś postanowił pukać w to dno od dołu. A raczej oblać je sztucznymi odchodami.
Najnowszy wyczyn grupy domorosłych zbawców świata pod domem i sklepem znanej youtuberki Andziaks oraz Małgorzaty Rozenek wprawia w osłupienie. Zamiast merytorycznej dyskusji czy realnych działań na rzecz środowiska dostaliśmy po raz kolejny infantylną chuliganerię w najobrzydliwszym wydaniu.
Nie nauczyli się absolutnie niczego
Przyznam szczerze i bez bicia: nie śledzę na co dzień branży influencerskiej. Sam nawet nie wiem do końca, kim jest ta cała Andziaks. Usłyszałem o niej raz w życiu, kiedy na zlecenie Lidla okleiła sklep w mojej okolicy bożonarodzeniowymi lampkami. Nawet ładne to było.
Nie wiem też do końca, czym na co dzień zajmuje się Małgorzata Rozenek i niespecjalnie mnie to obchodzi. To nie mój świat. Ale jedno wiem na pewno – nawet w najbardziej mrocznych zakamarkach mojego umysłu nie przyszłoby mi do głowy, żeby iść pod czyjś dom, biznes czy na ulicę i oblewać cokolwiek sztucznym g*wnem. Dom i sklep osoby, której nie znam, która mnie nie obchodzi i nawet nie wiem, co robi. Osoby, która nie zrobiła mi nic złego.
Żeby było jasne: konsumpcjonizm, który piętnują aktywiści, jest głupi i zły. Ale o wiele lepiej pokazywać jego absurdy, wyśmiewać, niż oblewać sztuczną kupą. Śmieszność jest właśnie tym, czego boją się samozwańcze elity. Fizyczne ich atakowanie stawia je w roli ofiar, czyli działa dokładnie przeciwskutecznie.
Czytam, że odpowiedzialny za oblewanie sztuczną kupą Ruch Jazda tworzą m.in. byli członkowie Ostatniego Pokolenia. Czy ci ludzie naprawdę niczego się nie nauczyli po wcześniejszych akcjach? Obrażali pamięć i symbole, niszcząc pomniki – wystarczy przypomnieć, jak zdewastowali zabytkową Syrenę nad Wisłą, oblewając pomarańczową farbą rzeźbę z 1939 roku. Korkowali miasta, uniemożliwiając zwykłym ludziom dojazd do pracy czy szpitala. A teraz biegają po Warszawie z wiaderkami pomyj, udając, że robią coś ważnego dla planety.
Sami aktywiści przekonują, że nie mają innego wyjścia. W rozmowie z nami tłumaczyli, że tylko wielki krzyk ma znaczenie, a Ostatnie Pokolenie to nie tylko młodzi – przy okazji przypominając, że za oblanie Syrenki toczy się proces o wandalizm na kwotę 360 tysięcy złotych.
Jakim trzeba być idiotą, żeby wierzyć, że wylewanie mazi imitującej fekalia na czyjąś własność skłoni kogokolwiek do refleksji nad zmianami klimatycznymi? To nie jest żaden protest. To jest zwykłe chamstwo, wandalizm i groteska.
Trafna diagnoza w kilku żołnierskich słowach
Reakcja samej youtuberki Andziaks, której wściekłej puściły nerwy, mówi wszystko o tym, co o takich akcjach myśli 99 proc. społeczeństwa. Jej krzyczane do aktywisty słowa: "Zapie**alaj jełopie do roboty!" to chyba najtrafniejsza, najbardziej zwięzła i uczciwa recenzja współczesnego ruchu protestacyjnego w Polsce.
Trudno odmówić jej racji. W tym jednym zdaniu mieści się cała irytacja zwykłych obywateli, którzy każdego dnia ciężko pracują, płacą podatki, a potem muszą oglądać dorosłych ludzi zachowujących się jak przedszkolaki w piaskownicy.
Te celebrytki komuś realnie szkodzą? Prowadzą swoje biznesy, żyją własnym życiem, mają swoich odbiorców. Bieganie pod ich drzwi i robienie rynsztoku z przestrzeni publicznej pod hasłem "walki z konsumpcjonizmem" jest aberracją. Jeśli aktywiści uważają, że w ten sposób zyskają serca i umysły Polaków, to gratuluję samopoczucia.
Zobacz także
Prywatny biznes jako łatwy cel
To zresztą stała metoda działania części środowisk. Niedawno opisywaliśmy, jak aktywiści chcą zablokować jeden z klubów w Warszawie, bo według nich "skazuje mieszkańców na hałas". Zawsze łatwiej wziąć na cel konkretną firmę czy konkretną twarz niż zmierzyć się z systemowym problemem.
Co ciekawe, jeśli komuś naprawdę zależy na rozliczaniu influencerów, istnieją do tego cywilizowane narzędzia. Świeżym przykładem jest sprawa, w której youtuberzy Palion i Wojan usłyszeli zarzuty UOKiK za agresywny marketing wobec dzieci. Efekt? Realne postępowanie, realne kary do 10 proc. obrotu i realna zmiana praktyk rynkowych. Bez jednego wiaderka pomyj.
Prawdziwy aktywizm wymaga rozumu, nie pomyj
Prawdziwa walka o środowisko, o prawa zwierząt czy o lepszą przyszłość wymaga pracy. Wymaga budowania świadomości, trudnych debat, wdrażania innowacji i realnego nacisku na decydentów.
Istnieją zresztą ruchy, które idą dokładnie tą drogą. Pisaliśmy o tym, co to jest solarpunk i o czym mówi solarpunkowe manifesto – tam fundamentem jest "opór przez budowanie alternatyw, a nie przez niszczenie". Różnica między jednym a drugim podejściem to różnica między dorosłą rozmową a piaskownicą.
Tymczasem polska odmiana aktywizmu stoczyła się do poziomu taniego patostreamu. Chodzi tylko o to, żeby zrobić dym, wstawić filmik na TikToka, wywołać skandal i liczyć na lajki. Zamiast szacunku do sprawy, o którą rzekomo walczą, ci ludzie sieją wyłącznie odrazę i zażenowanie.
Jeśli tak ma wyglądać nowoczesny protest, to nie dziwcie się, że normalni ludzie odwracają się od was z obrzydzeniem. Bo z ekologią nie ma to nic wspólnego – to po prostu czysta, skondensowana głupota.






