
Wyobraźcie sobie, że w trakcie wydania specjalnego o zagrożeniu państwa prezenter Faktów TVN wyciąga spod biurka suszarkę do włosów i zaczyna ją sprzedawać. Absurd? A jednak w świecie Tomasza Sakiewicza to chleb powszedni. Gdy na terytorium Polski spada rosyjski pocisk, szefowie Republiki reklamują na antenie limitowany zegarek z Goryla.pl. Ludzie się boją o Polskę, a Republika nagania klientów. To ponure, że niektóre media uczyniły bezwzględny model biznesowy z żerowania na własnych widzach.
Normalna telewizja walczy o nowego widza, by zarabiać na reklamach. Republika stworzyła osobną konkurencję: dojenie z żywej gotówki tych, których już ma. Bezczelny biznesplan stacji polega na zlewaniu kodów QR z nagłówkami o wojnie. Tu dziennikarstwo informacyjne zostało zastąpione przez patostraming sprzedażowy. A wszystko to w patriotycznej otoczce, choć od troski o kraj jest jak najdalsze. Chodzi o pieniądze.
Nowrocky, chomiki i ruski pocisk, czyli koniec barier w TV Republika
Trudno o mocniejszy dowód na upadek jakichkolwiek barier moralnych i prawnych. Michał Rachoń i Jarosław Olechowski w wydaniu specjalnym o rakiecie CH-101 reklamowali rocznicowy zegarek za niemal 700 złotych.
W branży mediów istnieją zasady, których łamanie oznacza śmierć cywilną. Przynajmniej tak się nam wydawało. Dziś stacja Sakiewicza udowadnia, że prawo o radiofonii i telewizji można po prostu zaorać, o ile połączy się to z populistycznym krzykiem.
Nie mam problemu z tym, że Tomasz Sakiewicz prowadzi biznes. Niech sobie na antenie swojej telewizji reklamuje, co tylko dusza zapragnie, niech sprzedaje kubki, książki, skarpetki i karmy dla psów – byle robił to zgodnie z prawem. Niech namawia widzów do zbiórek na "strefę wolnego słowa", byle wedle jakichś przejrzystych reguł. O zasady moralne nawet nie pytam, bo w tamtych rejonach to surowiec dawno wyczerpany.
Ale są w tym fachu granice, których po prostu przesuwać nie wolno. A Republika nie tylko je przesunęła – ona przejechała po nich walcem, roześmiała się w twarz widzom i jeszcze wystawiła rachunek.
Model biznesowy Sakiewicza, czyli mechanizm głupiego wampira
Kiedy parę lat temu w mediach internetowych wchodził system dziękczynnych "napiwków" dla autorów od czytelników, branża zadrżała z oburzenia. Pamiętam te głosy: "Jak to?! To wy w naTemat nie będziecie płacić dziennikarzom, tylko kazaliście im żebrać?!". Minęło parę lat: dziennikarze dostawali i dostają normalne pensje, system drobnych wpłat działa, komuś wpadnie parę złotych na kawę od wdzięcznego czytelnika. Jest miło, kulturalnie i z szacunkiem. Sam czasem dostaję parę złotych i kilka miłych słów. Zdarzył się nawet ktoś, kto wpłacił złotówkę tylko po to, by mnie obsobaczyć.
Tymczasem Telewizja Republika urządziła sobie zawody w zupełnie innej, patologicznej konkurencji. Tu nie chodzi o darmową kawę dla autora. Ich cały model biznesowy opiera się na agresywnym, bezwzględnym wyciskaniu żywej gotówki z ludzi. Nic dziwnego, skoro reklamodawcy odchodzą z TV Republika, a telewizja Sakiewicza traci pieniądze – trzeba było znaleźć nowy kran.
Wampir z kopalni, czyli dlaczego stacja wysysa widza do dna
Każda normalna stacja telewizyjna na świecie walczy o widza. O nowego widza. Bo im większą masz oglądalność, tym drożej sprzedajesz czas reklamowy koncernom. Proste? Proste. Ale nie w uniwersum Sakiewicza. Republika nie walczy o nowego widza. Ona ma w głębokim poważaniu przyciąganie postronnych ludzi. Ona ma model biznesowy nastawiony na bezlitosne drenowanie kieszeni tych widzów, których już zdążyła urobić.
Wyobraźcie sobie kopalnię węgla. Górnicy dokopują się do podziemnej pieczary i uwalniają uwięzionego tam wampira. Mądry wampir zjadłby jednego górnika, poczekał w ukryciu, aż przyjdzie kolejny i tak żyłby w dostatku przez dekady. Ale głupi wampir zeżre i wyssie wszystkich górników od razu w pięć minut – a potem padnie z głodu.
Tomasz Sakiewicz przypomina właśnie tego drugiego wampira. Z jednej strony ekranu świeci kod QR do wpłacania darowizn. Z drugiej strony ekranu – kod QR do zapisania się do "Klubu", co w praktyce oznacza stałe zlecenie przelewu z emerytury na konto stacji. A pośrodku? Pośrodku trwa festiwal puszczania się wszelkich poręczy.
Zegarek to tylko jeden trybik większej maszyny. Goryla.pl od TV Republika sprzedaje widzom kubki, odzież oraz "republikańską" kawę. 1 sierpnia 2026 roku ruszyć miała sieć Republika Mobile, czyli abonament komórkowy zamieniający lojalność w comiesięczne, przewidywalne przelewy. A w tle cały czas TV Republika prosi o datki, bo pieniędzy zawsze brakuje.
Zobacz także
Suszarka w Faktach TVN i ruska rakieta w Republice
Nagle na pasku informacyjnym wyskakuje obrazek: jakiś rysunkowy goryl przybijający piątkę z chomikiem. Oho, to tylko TV Republika postanowiła zareklamować swój e-sklep Goryla.pl, gdzie sprzedają produkty marki Nowrocky. Reklamują własny e-commerce na pasku wiadomości w trakcie trwania serwisu informacyjnego. Co jeszcze śmieszniejsze: QR kod jest zrobiony w darmowym edytorze i żyje tylko miesiąc. Potem przestaje działać.
Ale do meritum: wiecie, dlaczego mnie to tak potwornie wkurza? Bo w naszej branży tego robić po prostu NIE WOLNO.
Wyobraźcie sobie analogiczną sytuację. Trwa główne wydanie Faktów TVN albo Wiadomości TVP. Prowadząca mówi o dramatycznych wydarzeniach na świecie, po czym nagle sięga pod biurko, wyciąga stamtąd lśniącą suszarkę do włosów, włącza ją na pełne obroty, dmucha sobie w koafiurę i ćwierka do kamery: "Moi drodzy, włosy najlepiej suszy się suszarką Wichura24, dostępną w naszym sklepie internetowym za jedyne 199 zł! Kod QR na ekranie.".
Przecież gdyby coś takiego wydarzyło się w TVN czy TVP, w tym samym momencie prawicowe media zapłonęłyby żywym ogniem oburzenia. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zwołałaby trybunał w pięć minut, a kary opiewałyby na miliony złotych. Mówiono by o upadku etyki, o pazerności i zhańbieniu zawodu dziennikarza.
A w Republice? W Republice takie numery odwala się bez znieczulenia, bez cienia żenady i na całkowity rympał.
699 zł za zegarek Nowrocky w czasie ataku rakietowego
Proszę bardzo, przypadek świeży. Sierpień 2026 roku. W polskie terytorium uderza rosyjska rakieta CH-101. Sprawa śmiertelnie poważna, wchodzi wydanie specjalne, kraj zamiera w niepewności. I co robią Panowie Wydawcy w stacji Sakiewicza?
Na ekranie czerwony pasek grozy: "Rakieta CH-101 uderzyła w terytorium Polski". A w studiu Jarosław Olechowski i Michał Rachoń przez niemal trzy minuty z nieukrywanym zachwytem rozpakowują i przymierzają… limitowany zegarek marki Nowrocky President 1 za 699 złotych.
Rachoń śmieszkuje, że zaraz minie rok od zaprzysiężenia prezydenta, Olechowski zachwala granatową tarczę i japoński mechanizm kwarcowy, a z boku ekranu przez całe wydanie specjalne świeci wielki kod QR odsyłający prosto do koszyka w e-sklepie. Cytując Jacka Kurskiego: ciemny lud to kupi?
Lokowanie produktu w serwisie informacyjnym jest zakazane
Ustawa o radiofonii i telewizji wyraźnie mówi: lokowanie produktu w serwisach informacyjnych i publicystyce politycznej jest BEZWZGLĘDNIE ZAKAZANE. To nie jest kwestia "dobrego smaku". To jest po prostu złamanie prawa.
Kiedy Olechowski zapytany o te przekręty odbija piłeczkę i mówi, że przecież Maciej Orłoś czy Włodzimierz Zientarski też reklamowali produkty, to ordynarnie manipuluje. Żaden z nich nie robił telezakupów w trakcie prowadzenia serwisu informacyjnego o rakiecie zagrażającej bezpieczeństwu państwa. Robili to po godzinach, w materiałach oznaczonych jako reklamy. Pracownicy Republiki łamią prawo, a potem rżną głupa.
Dlaczego Republice wolno? Bierność KRRiT i lojalny widz
I tu dochodzimy do najsmutniejszej konkluzji. Republika robi to, bo może. Bo wie, że jej twardy elektorat kupi wszystko – od plastikowego zegarka z chomikiem, przez książkę o "Resecie", aż po bajkę o tym, że wyciąganie od nich ostatnich oszczędności to "obrona polskiej suwerenności".
KRRiT nabrała wody w usta, instytucje kontrolne działają w tempie ślimaka, a Sakiewicz ze swoją ekipa po prostu pcha ten wózek dalej, śmiejąc się w nos wszystkim, którzy próbowali w tym kraju budować rzetelne, odpowiedzialne media. Tym bardziej że TV Republika tonie, choć udaje, że pływa stylem motylkowym – a im gorzej z finansami, tym agresywniej wygląda sprzedaż na antenie.
To już dawno nie jest dziennikarstwo. To nie jest nawet zaangażowana politycznie publicystyka. To jest żerujący na strachu i resentymentach patostreaming sprzedażowy, w którym rosyjska rakieta jest tylko wygodnym tłem do opchnięcia chińskiego zegarka (z japońskim mechaniznem) za siedem stówek.
Czas wreszcie przestać udawać, że mamy do czynienia z telewizją, a zacząć nazywać rzeczy po imieniu: to nielegalny i bezczelny skok na kaskę bezkrytycznych ludzi. I wstyd, że państwo przygląda się temu całkowicie bezczynnie.






