
Od lat płacimy raty wyliczane na podstawie wskaźnika, który stał się synonimem fikcji. Jego następca – POLSTR – miał być wybawieniem, ale wyszło jak zwykle: wylicza go spółka należąca do giełdy, w której udziały mają... same banki. Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk mówi "dość" i żąda, by kontrolę nad naszymi hipotekami przejął NBP. O co toczy się ta batalia i czy dzięki temu rata twojego kredytu wreszcie spadnie?
Do końca 2026 roku banki muszą pożegnać się ze starym WIBOR-em. Na placu boju zostaje POLSTR. Zanim jednak nowy wskaźnik na dobre zagości w naszych umowach, w rządzie wybuchła burza o to, kto powinien go nadzorować. To miała być cicha podmiana wskaźników w umowach kredytowych. Rozległ się jednak donośny głos z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk pyta wprost: dlaczego o wysokości rat polskich kredytytobiorców ma decydować prywatna spółka akcyjna? Hm, no właśnie – dlaczego?
Czy nowy wskaźnik POLSTR na pewno będzie sprawiedliwy?
Jeśli masz kredyt hipoteczny ze zmiennym oprocentowaniem, co miesiąc przelewasz do banku kwotę, która składa się z dwóch elementów: marży banku (to stały zysk instytucji) oraz wskaźnika referencyjnego. Przez dziesięciolecia tym magicznym skrótem, od którego trzęsły się portfele milionów Polaków, był WIBOR.
Właśnie jesteśmy świadkami historycznej zmiany: skompromitowany WIBOR powoli odchodzi do lamusa, a jego miejsce zajmuje nowy wskaźnik – POLSTR. Zaznaczmy: nikt nie udowodnił, że banki manipulowały wskaźnikiem WIBOR i nie ma podstaw, by twierdzić, że manipulowałyby POLSTR-em. Chodzi o sam fakt, że mogłyby to robić i miałyby w tym interes.
Jednak wokół tej podmiany wybuchła potężna awantura na szczytach władzy. Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk postawiła sprawę na ostrzu noża: dlaczego wskaźnik, od którego zależą losy i bezpieczeństwo finansowe Polek i Polaków, ma być wyliczany przez prywatną spółkę akcyjną, w której udziały mają... same banki oraz fundusze posiadające akcje banków?
Skompromitowany WIBOR – czyli wielka fikcja "pożyczek międzybankowych"
Aby zrozumieć, o co walczy Ministerstwo, musimy cofnąć się do grzechu pierworodnego polskiego rynku kredytowego. Przez lata powtarzano nam, że WIBOR (Warsaw Interbank Offered Rate) to wskaźnik pokazujący, po jakim oprocentowaniu banki w Polsce pożyczają pieniądze sobie nawzajem.
Gdzie leżał problem? W tym, że polskie banki od lat są tak obrzydliwie napakowane gotówką z naszych depozytów, że wcale nie muszą od siebie niczego pożyczać. Realny rynek takich pożyczek międzybankowych po prostu przestał istnieć.
Wskaźnik z ankiety, czyli deklaracje zamiast transakcji
WIBOR stał się więc całkowitą fikcją. Nie był ustalany na podstawie rzeczywiście przeprowadzonych transakcji, ale na podstawie... deklaracji. Analitycy z poszczególnych banków codziennie rano siadali i wpisywali w system ankietowy informację: "Gdyby inny bank chciał ode mnie pożyczyć pieniądze na 3 miesiące, to ja bym mu pożyczył na X procent".
W efekcie banki same dyktowały wskaźnik, na podstawie którego potem naliczały Polakom raty kredytów. Gdy stopy procentowe szły w górę, WIBOR szybował w kosmos natychmiast – bo banki tak chciały. Gdy stopy spadały, WIBOR potrafił opornie leniuchować na wysokich poziomach.
Kredytobiorcy czuli, że grają w kości z krupierem, który sam rysuje oczka na kostkach. Dla domowych budżetów bywało to bolesne – wystarczyło kilka tygodni zawirowań na świecie, by nastąpił skok raty kredytu o kilkaset złotych.
Wchodzi POLSTR. Lepszy, ale... w czyich rękach?
Żeby ukrócić ten proceder i dostosować się do wymogów unijnych (rozporządzenie BMR), zapadła decyzja: WIBOR musi umrzeć (nowe umowy nie będą na nim oparte od 1 stycznia 2027 r., a całkowicie zniknie w 2037 r.).
Jego następcą zostaje POLSTR (Polish Short-Term Rate). To wskaźnik zupełnie innego typu. Oparty jest nie na gdybaniu i deklaracjach, ale na danych z transakcji jednodniowych (tzw. overnight). Pokazuje, po ile faktycznie instytucje finansowe pożyczyły sobie pieniądze poprzedniego dnia. Jest bezpieczniejszy, trudniejszy do zmanipulowania i znacznie bardziej realistyczny.
Zobacz także
GPW Benchmark, czyli sędzia we własnej sprawie
Gdzie więc leży pies pogrzebany? W tym, kto ten wskaźnik opracowuje. Obecnie administratorem POLSTR-a jest spółka GPW Benchmark. To spółka-córka Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. A czym jest sama Giełda Papierów Wartościowych (GPW)?
I tu dochodzimy do sedna zastrzeżeń ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. GPW to spółka akcyjna. Owszem, Skarb Państwa ma w niej ponad 35 proc. głosów, ale reszta to akcjonariat prywatny i giełdowy. A kto jest głównym akcjonariuszem GPW z sektora komercyjnego? Banki komercyjne oraz fundusze inwestycyjne, które inwestują w akcje tychże banków.
Mamy więc do czynienia z klasycznym syndromem sędziego we własnej sprawie. Spółka kontrolowana pośrednio przez rynek kapitałowy i bankowy ma wyliczać wskaźnik, od którego zależy, ile te same banki zarobią na polskich rodzinach. Co może pójść nie tak?
O co walczy Dziemianowicz-Bąk? Administrator POLSTR-a w rękach NBP
Szefowa Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w swoich uwagach do rządowego projektu ustawy stwierdziła wprost: to niebezpieczny absurd.
Dziemianowicz-Bąk argumentuje, że wysokość rat kredytów bezpośrednio przekłada się na poziom ubóstwa, płynność domowych budżetów i stabilność polskich gospodarstw domowych. Nie pomaga fakt, że po okresie łagodzenia zasad – gdy zdolność kredytowa szła w górę, a koszty w dół – nastroje na rynku znów się zmieniają.
Obywatele nie mają i nie będą mieli zaufania do wskaźnika, który wylicza podmiot powiązany z rynkiem komercyjnym. Jej zdaniem państwo powinno przejąć nad tym kontrolę. Administratorem POLSTR-a powinien być niezależny podmiot publiczny – na przykład Narodowy Bank Polski (NBP).
€STR i SONIA, czyli jak robią to inni
Ministra powołuje się przy tym na rozwiązania z dojrzałych gospodarek zachodnich. W strefie euro kluczowy wskaźnik €STR wylicza i nadzoruje Europejski Bank Centralny. W Wielkiej Brytanii odpowiedni wskaźnik SONIA jest opracowywany przez Bank Anglii. Unijne przepisy (BMR) wprost pozwalają na to, by bank centralny był administratorem takich wskaźników.
Dziemianowicz-Bąk chce wymusić na rządzie analizę, która pozwoli odebrać przywilej wyliczania POLSTR-a spółce GPW Benchmark i przekazać go instytucji państwowej.
Raty kredytów w Polsce. Czy dzięki tej zmianie będzie taniej i sprawiedliwiej?
Spójrzmy na to chłodnym okiem. Czy zmiana administratora z GPW Benchmark na Narodowy Bank Polski sprawi, że twoja rata nagle spadnie o połowę?
Czy będzie taniej? Niekoniecznie. Sam fakt, czy wskaźnik matematycznie policzy analityk w budynku GPW, czy analityk w budynku NBP, nie zmieni drastycznie wzoru matematycznego. POLSTR bazuje na realnych transakcjach rynkowych i sam z siebie jest wskaźnikiem z reguły niższym niż stary WIBOR.
Przeniesienie go do NBP nie sprawi nagle, że pieniądz na rynku stanie się darmowy. Zwłaszcza że o poziomie stóp i tak decyduje Rada Polityki Pieniężnej.
Ryzyko prawne, konflikt interesów i ochrona konsumenta
Czy będzie sprawiedliwiej i bezpieczniej? Zdecydowanie tak. Oddanie wskaźnika w ręce podmiotu publicznego (jak NBP) niesie ze sobą korzyści systemowe:
Propozycja ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk wydaje się trzeźwym i celnym punktem w debacie o polskim rynku finansowym. Przez lata pozwalaliśmy na to, by kluczowe wskaźniki decydujące o życiu milionów ludzi były ustalane w "bankowym zamkniętym kółku" na podstawie nieprzejrzystych deklaracji.
Przejście z WIBOR-u na POLSTR to krok w stronę prawdy o rynku. Ale dopiero przekazanie nadzoru nad POLSTR-em państwu (np. NBP) sprawi, że zasady gry będą nie tylko rzetelne, ale też sprawiedliwe. Czas wreszcie skończyć z sytuacją, w której banki same decydują, ile wyciągają z naszych kieszeni.
Czy to instytucja państwowa powinna decydować o POLSTR?
0 odpowiedzi






