malina na tle palącego słońca
Słońce przypaliło polskie maliny. Owoce trafią do tłoczni, a my zapłacimy więcej Fot. James Day / Unsplash / Mockup Graphics / Unsplash / Montaż: InnPoland.pl

Miały być słodkim hitem lata, a stały się ofiarą afrykańskich upałów. Z polskich plantacji napływają niepokojące sygnały: dostawy malin spadły nawet o 80 proc., a owoce dosłownie "gotują się" na krzakach pod wpływem 40-stopniowego żaru. Sprawdziliśmy, dlaczego uwielbiane owoce jagodowe masowo trafiają do tłoczni soków i co to oznacza dla portfeli konsumentów.

REKLAMA

Trwająca susza i falujące nad Polską powietrze znad Afryki zdewastowały tegoroczne plony. Owoce doznają udarów słonecznych, tracą kolor i zamiast na deserowe tace trafiają do przetwórstwa. Wyjaśniamy, dlaczego na targowiskach coraz trudniej o słodką malinę I klasy i jak dramatyczny przebieg zbiorów wpływa na sytuację rolników.

Sparzone przez żar i drogie jak nigdy. Maliny wycofują się ze sklepowych półek

Zbiory o czwartej rano, ciągłe nawadnianie pędów i plony niższe o cztery piąte. Polscy plantatorzy malin mierzą się z jednym z najtrudniejszych sezonów od dwóch dekad. Choć stawki w skupach osiągają rekordowe poziomy, rolnicy rozkładają ręce, bo owoców po prostu nie ma.

Ulubiony letni przysmak Polaków przeżywa w tym roku prawdziwy dramat. Jeśli podczas ostatnich wizyt na osiedlowym straganie czy w markecie zauważyliście, że malin jest zauważalnie mniej, a ich wygląd pozostawia sporo do życzenia, nie jest to przypadek. Afrykańska fala upałów i przedłużająca się susza doprowadziły do poważnego kryzysu na polskich plantacjach.

Afrykański żar i "sparzone" owoce. Co dzieje się na krzakach malin?

Temperatury przekraczające w wielu rejonach kraju 40 stopni Celsjusza w pełnym słońcu okazały się zabójcze dla delikatnych owoców jagodowych. Rośliny nie były w stanie prawidłowo wykształcić pędów, a rosnące maliny uległy fizycznym uszkodzeniom pod wpływem promieni słonecznych.

W punktach skupu i na targowiskach coraz częściej pojawiają się partie owoców z tzw. "białymi plamami" – są to maliny dosłownie sparzone przez upał. Takie owoce tracą jędrność, estetyczny wygląd oraz trwałość, przez co nie nadają się do tradycyjnej sprzedaży detalicznej jako owoce deserowe I klasy. Większość porażonych zbiorów natychmiast przekierowywana jest do tłoczni z przeznaczeniem na soki i koncentraty.

Malinowy kryzys to tylko fragment większego obrazu. Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że ekstremalna pogoda niszczy polskie rolnictwo i nie było tak źle od lat – zbiory owoców z drzew spadły o blisko jedną piątą. Ekonomiści dodają, że rekordowe upały i susza w Polsce mają swój koszt i poniesiemy go wszyscy, bo rachunek za pogodowe anomalie rozkłada się na cały łańcuch dostaw żywności.

Dostawy malin spadły o cztery piąte. "Nie pamiętam takich warunków od 20 lat"

Skala załamania zbiorów jest porażająca. W punktach skupu w okolicach Lublina – będącego sercem polskiego zagłębia malinowego – dzienne wolumeny dostarczanych owoców sięgają zaledwie 20 proc. poziomu z ubiegłego roku. Oznacza to spadek podaży aż o 80 proc.

Zbiory o 4 rano i nawadnianie w największym upale

Ekstremalne warunki pogodowe zmusiły plantatorów do całkowitego przeorganizowania trybu pracy. Zbiór w pełnym słońcu stał się niemożliwy zarówno dla ludzi, jak i dla samych owoców, które szybko miękły w dłoniach:

  • Poranna zmiana: praca na plantacjach rozpoczyna się już o godzinie 4:00 rano i kończy najpóźniej o 9:00.
  • Popołudniowa przerwa: najgorętsze godziny przeznaczane są na intensywne, ciągłe nawadnianie upraw.
  • Wieczorna zmiana: zbieracze wracają na pędy dopiero po zachodzie słońca.
  • – Pamiętam jeszcze czasy z dzieciństwa, gdy miałem 7–8 lat i siedziałem na podwórku – wtedy zdarzały się 40-stopniowe upały. Od tamtej pory nie było tak gorąco przez około 20 lat. Naprawdę nie pamiętam takich warunków – przyznaje plantator Łukasz Cielma w rozmowie z serwisem kobietawsadzie.pl, określając obecny sezon jako jeden z najtrudniejszych w historii.

    Ceny malin w skupach rosną, ale rolnicy i tak tracą

    Logika rynkowa wskazuje, że drastyczny spadek ilości towaru powinien wywołać natychmiastowy, kosmiczny skok cen. W tym przypadku mechanizm ten działa jednak tylko częściowo. Ceny w skupach są wprawdzie wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, ale ze względu na niższą jakość surowca (duży udział owoców do tłoczenia) wzrosty nie są gwałtowne:

  • Maliny do tłoczenia (na soki i koncentraty): 16,00 – 17,20 zł za kilogram.
  • Maliny I klasy (deserowe): maksymalnie ok. 18,00 zł za kilogram w większości punktów skupu.
  • Dla rolników wysoka stawka za kilogram nie jest jednak pocieszeniem. Przy plonach zredukowanych o cztery piąte, suma przychodów z hektara nie pokrywa nawet rosnących kosztów nawadniania i pracy. Zgodnie z powtarzanym na plantacjach powiedzeniem: "żadna cena w tym roku nie pomoże".

    Podobne napięcie widać na innych rynkach jagodowych. Właśnie startuje sezon na aronię i pierwsze ceny aronii 2026 – 4 zł za kilogram – już wywołały spór między przetwórcami a plantatorami, którzy liczą na wyraźnie więcej.

    Czy to już koniec sezonu na świeże maliny?

    Dla konsumenta wniosek jest jasny: złoty wiek taniej i idealnej maliny deserowej w tym sezonie właśnie się kończy. Świeże, głęboko czerwone i jędrne owoce stają się towarem rzadkim i kosztownym. Warto przy tym pamiętać, że sezonowe skoki potrafią zniknąć w uśrednionych statystykach – ceny w sklepach rosną dziś wolniej niż przed rokiem, choć w koszyku pojedyncze produkty drożeją dwucyfrowo.

    Jeśli planujecie mrożenie owoców na zimę lub robienie przetworów ze świeżych malin, warto decyzji nie odkładać na później. Ze względu na zniszczenia pędów przez suszę, końcówka sierpnia i wrzesień mogą przynieść jeszcze większe pustki w stoiskach owocowych. Prognozy nie dają nadziei na odpoczynek dla roślin: powrót upałów już pewny, a nowa prognoza na sierpień wyklucza przyjemne lato – w połowie miesiąca termometry mogą znów zbliżyć się do 35 stopni.