
Niska cena w ogłoszeniu i fabryczny zapach nowości w środku? Polscy celnicy rozpracowali mechanizm, który pozwalał sprowadzać do kraju chińskie samochody za ułamek ich rzeczywistej wartości. Okazuje się, że za cenowymi "okazjami" stoi masowe fałszowanie dokumentów, omijanie homologacji i zaniżanie opłat celnych na potężne kwoty. Na oszustwie traciło państwo polskie.
Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej w Małaszewiczach zablokowali kolejne transporty chińskich pojazdów, których właściciele próbowali oszukać polski system. Importerzy zgłaszali fabrycznie nowe elektryki jako auta używane, by uniknąć unijnych wymogów i zaoszczędzić nawet 85 tysięcy złotych na jednym egzemplarzu. W branży zapanował popłoch, a nieświadomi klienci mogą zostać zarówno bez grosza, jak i bez auta.
Nowe auto w papierach jako "używane". KAS przecina podziemny kanał importu z Chin
Brak wymaganych certyfikatów, zaniżona wartość i przemycane w bagażnikach części zamienne – tak wyglądały kulisy biznesowego przepisu na "taniego chińczyka". Skarbówka wzięła pod lupę farbowany import z Azji. Wykryte nieprawidłowości grożą nieuczciwym handlarzom sprawami karnymi, a ich klientom wycofaniem pojazdów z ruchu.
Ostatnie miesiące na polskim rynku motoryzacyjnym stały pod znakiem wysypu wyjątkowych okazji. Na portalach takich jak Otomoto czy w grupach sprzedażowych na Facebooku mnożyły się ogłoszenia oferujące fabrycznie nowe lub bezprzebiegowe samochody z Chin w cenach, które wprawiały w osłupienie tradycyjnych dealerów.
Tajemnica niesamowicie niskich cen właśnie wyszła na jaw, a jej kulisy okazują się wyjątkowo ponure. Krajowa Administracja Skarbowa udaremniła próbę wprowadzenia do obrotu kolejnej partii pojazdów sprowadzanych z Azji. To, co odkryli funkcjonariusze w punkcie granicznym w Małaszewiczach, obnaża powszechny i bezczelny proceder oparty na fałszowaniu statusu aut, braku europejskiej homologacji i zaniżaniu podatków na kosmiczną skalę.
Legalny kanał rośnie, szary kanał go podgryza
Warto podkreślić, że oficjalna ekspansja marek z Państwa Środka to zupełnie inna historia. Jak wyjaśniano w rozmowie o tym, dlaczego w Polsce przybywa chińskich aut, wyjaśnia ekspertka OTOMOTO, autoryzowane sieci dealerskie i rosnąca oferta modelowa realnie odmładzają polski park samochodowy. Szary import podpina się pod ten trend, ale gra według zupełnie innych zasad – bez homologacji, gwarancji i serwisu.
Zobacz także
Genialny w swojej prostocie przekręt. Nowe auto udaje rzęcha
Każdy fabrycznie nowy samochód sprowadzany do Unii Europejskiej spoza jej granic musi przejść rygorystyczne i kosztowne procedury. Importer ma obowiązek przedstawić świadectwo homologacji oraz certyfikat zgodności (CoC), potwierdzające, że pojazd spełnia wyśrubowane unijne normy bezpieczeństwa i ekologii. Do tego dochodzą bardzo wysokie cła i podatki, szczególnie dotkliwe w przypadku nowoczesnych aut elektrycznych.
Nieuczciwi handlarze znaleźli jednak "sprytne" obejście przepisów. Sprowadzają z Chin fabrycznie nowe auta bez przebiegu, w dokumentach celnych deklarują, że są to pojazdy używane, i wpisują zaniżoną wartość rynkową pojazdu.
Dzięki zadeklarowaniu nowego auta jako używanego importerzy omijali biurokratyczne sitko homologacyjne i unikali gigantycznych opłat. W jednym z wykrytych przez KAS przypadków próba zaniżenia należności celno-skarbowych na pojedynczym aucie elektrycznym wyniosła aż 85 tysięcy złotych. Gdyby ten pojazd miał zostać oclony i opodatkowany zgodnie z prawem, jego cena w Polsce skoczyłaby o kilkadziesiąt tysięcy złotych, a "okazja" przestałaby istnieć.
Nawiasem mówiąc, wycena "używanego" elektryka to zagadka sama w sobie – ile naprawdę wart jest używany elektryk? Odpowiedź coraz częściej kryje się w baterii, a nie w liczbie na liczniku. Przy pojazdach bez historii i bez raportu stanu akumulatora ryzyko dla kupującego rośnie wielokrotnie.
Małaszewicze mówią "stop". Celnicy ujawniają kolejne nieprawidłowości
Szary kanał dostaw zaczął się jednak gwałtownie zamykać. Po niedawnym zatrzymaniu czterech podejrzanych pojazdów funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej w Małaszewiczach udaremnili wjazd kolejnym 15 chińskim "używanym" samochodom.
Podczas szczegółowych kontroli wyszły na jaw dodatkowe fakty:
Wszystkie samochody oraz przemycane części zostały natychmiast zatrzymane na granicy, a sprawą zajął się Lubelski Urząd Celno-Skarbowy w Białej Podlaskiej. W nieuczciwych importerów uderzą nie tylko kary finansowe i utrata przemycanego towaru, ale również postępowania prokuratorskie z widmem kary pozbawienia wolności.
Kupujesz "taniego chińczyka"? Możesz zostać z niczym
Zatrzymania na granicy to jedno, ale prawdziwy dramat dotyczy osób, które skuszone niską ceną zdążyły już kupić przemycone auta od nieuczciwych pośredników.
Przedstawiciele Izby Administracji Skarbowej podkreślają, że nielegalnie sprowadzone samochody są uznawane za niezgodne z wymogami prawnymi UE oraz potencjalnie niebezpieczne dla użytkowników.
To, że fiskus potrafi wracać do kierowców po latach, widać także w innych sprawach – kara e-TOLL 500 zł i wezwania KAS trafiają dziś do pół miliona Polaków za przejazdy sprzed wielu miesięcy.
Koniec ery podejrzanie tanich aut z Chin?
Skarbówka zapowiada dalsze intensywne kontrole. Era podejrzanie tanich, bezprzebiegowych "używanych" aut z Chin w Polsce właśnie dobiega końca. Legalny rynek tego nie odczuje – historyczny rekord na polskich drogach pokazuje, że rejestracje rosną także bez pomocy szarej strefy.
Na cenach może się za to odbić polityka samego Pekinu: tanie auta z Chin już nie będą takie tanie, podziękujcie rządowi, który powiedział "stop" wojnie cenowej na rynku wewnętrznym.
Czy kupiłbyś/kupiłabyś chińskie auto?
1 odpowiedzi






