Pieniądze w dłoni.
Polacy chcą podniesienia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł, a nie zmian w progach PIT proponowanych przez rząd. Tak wynika z sondażu CBOS. Fot. Canva

Polacy chcą podniesienia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł, a nie zmian w progach PIT proponowanych przez rząd. Tak wynika z sondażu CBOS. Za realizacją obietnicy KO opowiedziało się 40,9 proc. badanych, podczas gdy propozycję rządu dotyczącą opodatkowania wyższych dochodów poparło 10,7 proc.

REKLAMA

O to, jak powinny wyglądać zmiany w podatku dochodowym od osób fizycznych, zapytał Polaków CBOS. Wyniki sondażu opublikował "Dziennik Gazeta Prawna".

Polacy wybrali. Podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł ważniejsze niż propozycje rządu

Najwięcej osób wskazało na podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł. Takiej zmiany chce 40,9 proc. respondentów. Jest to zarazem jedna z najważniejszych obietnic wyborczych Koalicji Obywatelskiej z 2023 r., która do tej pory nie została zrealizowana. Wracała zresztą wielokrotnie – choćby wtedy, gdy do Sejmu miał trafić projekt zakładający 60 tys. wolne od podatku, rozpisany na trzy lat

Znacznie mniejsze poparcie ma propozycja, którą w ubiegłym tygodniu przedstawił rząd. 10,7 proc. badanych opowiedziało się za stawką 32 proc. dla dochodów przekraczających 150 tys. zł rocznie.

Na odpowiedzi respondentów wpływają także ich sympatie polityczne. Wśród sympatyków opozycji za podniesieniem kwoty wolnej opowiedziało się 57,3 proc. badanych. W grupie zwolenników obozu rządzącego było to 36,4 proc.

Prof. Andrzej Rychard z Polskiej Akademii Nauk uważa, że rząd nie przedstawił swojej propozycji w odpowiedni sposób.

– Nie wyjaśniono jasno, dlaczego wybrano ten wariant, a nie podniesienie kwoty wolnej od podatku – powiedział socjolog.

Jego zdaniem temat kwoty wolnej może jeszcze wrócić w kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2027 r. Opozycja może wykorzystać go jako argument przeciwko rządowi. Cała rewolucja w podatkach ma bowiem swoich wyraźnych wygranych i przegranych, a rachunek za nią zapłacą inne grupy niż te, które zyskają.

W ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk wraz z ministrem finansów przedstawili propozycję zmian w podatkach. Jednym z jej elementów jest podniesienie drugiego progu PIT ze 120 tys. do 130 tys. zł rocznie. To istotne, bo dziś drugi próg podatkowy przekracza coraz większa grupa pracowników, a każda jego korekta oznacza wielomiliardowy ubytek we wpływach budżetowych.

Kto zapłaci za reformę? Wyższy CIT dla dużych firm i ryczałt pod lupą

Rząd chce też wprowadzić nową, 24-proc. stawkę podatku dla osób zarabiających więcej niż 130 tys. zł, ale nie więcej niż 150 tys. zł rocznie. Obecnie po przekroczeniu 120 tys. zł nadwyżka dochodu jest opodatkowana stawką 32 proc.

Zmiany mają zostać sfinansowane między innymi przez wyższe podatki dla części przedsiębiorców. Rząd proponuje:

  • podniesienie CIT z 19 do 22 proc. dla firm z rocznymi przychodami powyżej 50 mln euro, czyli około 200 mln zł, oraz dla podatkowych grup kapitałowych,
  • podwyższenie daniny solidarnościowej dla osób zarabiających ponad 1 mln zł rocznie,
  • obniżenie limitu przychodów dla osób rozliczających się ryczałtem.
  • W tym punkcie Tusk podnosi podatki najbogatszym, przerzucając koszt ulgi dla klasy średniej na największe koncerny i osoby z dochodami liczonymi w milionach.

    Ostatni z punktów uderzy w najliczniejszą grupę. Już wcześniej rząd zmienia zasady ryczałtu, a kolejne projekty resortu finansów pokazują, że drabina podatkowa dla samozatrudnionych ma coraz więcej szczebli. Powrót do limitu 250 tys. euro oznacza, że część przedsiębiorców straci dostęp do tej formy opodatkowania i będzie musiała przejść na skalę lub podatek liniowy.

    Sonda

    Jak oceniasz proponowane zmiany w podatkach?

    ... odpowiedzi