
Wicepremier Krzysztof Gawkowski zażądał od platform społecznościowych utworzenia polskojęzycznych zespołów moderacji, które mają działać na terenie Polski i współpracować z NASK oraz polskimi służbami. Minister zapowiada kary finansowe sięgające dziesiątek milionów złotych lub euro. To kolejna odsłona sporu o odpowiedzialność technologicznych gigantów za fałszywe reklamy i oszustwa w internecie.
Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zapowiedział zdecydowane działania wobec platform społecznościowych, które przymykają oko na działania oszustów. Jego żądania pojawiły się po publikacji raportu NASK, z którego wynika, że zdecydowana większość zgłoszonych materiałów dezinformacyjnych nie doczekała się reakcji serwisów. Efekt? Użytkownicy platform społecznościowych są okłamywani i tracą pieniądze, a ich właściciele liczą zyski.
Gawkowski żąda polskich zespołów moderacji. Zapowiada wysokie kary
W środę, 21 października, Krzysztof Gawkowski poinformował podczas konferencji prasowej, że wystąpił do platform społecznościowych z żądaniem natychmiastowego utworzenia rozbudowanych zespołów moderacyjnych. Zgodnie z zapowiedzią ministra zespoły mają być polskojęzyczne, działać na terenie Polski i pozostawać w bezpośrednim kontakcie z NASK oraz polskimi służbami zgłaszającymi niebezpieczne treści.
Gawkowski zażądał także likwidacji procedur odwoławczych, które określił jako "fikcyjne", oraz natychmiastowego usuwania zidentyfikowanych siatek botów. Zapowiedział również konsekwencje finansowe dla platform, które nie będą realizować żądań państwa. Kary mają sięgać dziesiątek milionów złotych lub euro.
– Każda platforma społecznościowa ma brudne ręce, jeżeli chodzi o bezpieczny i czysty od dezinformacji internet. Każda. Różnice polegają na tym, że jedne w ogóle nie reagują, a inne reagują w sposób minimalny – stwierdził.
Zobacz także
Raport NASK pokazuje skalę problemu. Większość zgłoszeń bez reakcji
Zapowiedzi ministra towarzyszy publikacja raportu NASK dotyczącego reakcji platform społecznościowych na zgłoszenia z pierwszego półrocza 2026 r. Analitycy przekazali serwisom ponad 65 tys. zgłoszeń dotyczących treści i kont związanych z dezinformacją. Według raportu aż 76 proc. zgłoszonych materiałów, czyli ponad 49,8 tys., pozostało bez reakcji. Gawkowski ocenił, że bezpieczeństwo informacyjne użytkowników jest przez platformy traktowane jako uboczny element prowadzenia biznesu.
Według raportu NASK odsetek usunięć zgłoszonych materiałów wyniósł ponad 98 proc. na Bluesky, ponad 63 proc. na Facebooku, prawie 56 proc. na TikToku i niemal 38 proc. na Instagramie. Na platformie X było to zaledwie 2,5 proc. Minister przekonywał, że brak skutecznej reakcji pozostawia przestrzeń dla rosyjskiej dezinformacji i zorganizowanych kampanii manipulacyjnych.
Rafał Brzoska kontra Meta. Rząd stanął po stronie przedsiębiorcy
Obecne żądania Gawkowskiego wpisują się w spór, który w sierpniu nabrał rozgłosu za sprawą Rafała Brzoski. Właściciel InPostu od dłuższego czasu krytykuje Metę za reklamy i publikacje wykorzystujące jego wizerunek oraz wizerunek jego żony Omeny Mensah. Chodzi między innymi o reklamy fikcyjnych inwestycji, które mogą nakłaniać użytkowników do przekazywania pieniędzy oszustom. W jednym z przypadków w sieci pojawiła się wygenerowana grafika przedstawiająca osobę przypominającą Brzoskę w kajdankach.
Minister cyfryzacji publicznie poparł wówczas przedsiębiorcę. "Meta nie jest ponad prawem" – podkreślał Gawkowski, wskazując, że odpowiedzialności za oszukańcze reklamy nie można automatycznie przerzucać wyłącznie na anonimowego reklamodawcę, jeśli platforma zarabia na ich emisji. Sprawa Brzoski stała się częścią szerszej dyskusji o odpowiedzialności technologicznych gigantów za treści publikowane w ich serwisach. Teraz rząd zapowiada kolejne działania.
Czy platformy społecznościowe powinny ponosić wyższe kary za brak reakcji na dezinformację?
... odpowiedzi






