Wybudowali dom, ale nie stać ich na remont. "Przez pół roku mieszkaliśmy w połowie chaty"

Iga Kołacz
27 lipca 2022, 13:25 • 1 minuta czytania
Zakup mieszkania czy wybudowanie domu to dopiero połowa sukcesu w drodze po wymarzony własny kąt. Polakom często nie starcza na wykończenie domu i postanawiają zamieszkać w stanie niemal surowym, decydując się na dokończenie remontu w tak zwanym międzyczasie. Tylko to „w międzyczasie” potrafi ciągnąć się latami - w kurzu i pośród pudeł.
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

Polaków nie stać na wykończenie domu, a mieszkać trzeba

Scenariusz jest zazwyczaj podobny: młoda para lub para z dziećmi po latach oszczędzania i marzeń o własnym domu z kawałkiem ogródka zaczyna realizować swój plan i decyduje się na budowę. A że nie jest to tanie przedsięwzięcie, wspomaga się kredytem hipotecznym, który mocno nadszarpuje domowy budżet. W teorii wszystko powinno pójść sprawnie, bo przecież od lat się do tego przygotowywali.


Praktyka pokazuje jednak, jak wielu kwestii taka para nie wzięła pod uwagę - skąd mogli wiedzieć o wszystkich niezbędnych pozwoleniach czy zabezpieczeniach? W końcu nie są inżynierami budowlanymi.

- Kiedy kupowaliśmy działkę pod budowę, wszytko zapowiadało się dobrze. Po drodze wyszło jednak mnóstwo rzeczy, których nie przewidzieliśmy. Na przykład taka droga dojazdowa do domu. W dniu, w którym wreszcie przyjechała koparka, aby wykopać dół pod fundamenty, okazało się, że nawierzchnia w miejscu budowy jest zbyt miękka, co groziło zapadnięciem się koparki - mówi Wojciech, który wraz z żoną wybudował się pod Wrocławiem.

Z powodu słabej nawierzchni prace z koparką musieli przełożyć do czasu, aż uporają się z tym problemem. - Aby utwardzić kawałek ziemi, musieliśmy kupić i wysypać kamienie. Kosztowało nas to 27 tys. zł, czego w ogóle nie uwzględniliśmy w kosztach - wzdycha mężczyzna.

Niespodziewanych wydatków było więcej. W dodatku w czasie budowy wzrosły koszty materiałów budowlach oraz raty kredytów. W efekcie, kiedy przyszło do przeprowadzki (upłynął im okres wypowiedzenia umowy najmu mieszkania), wyremontowany mieli tylko salon, kuchnię i łazienkę. Pozostała część domu została w stanie surowym.

Chęć bycia we własnych czterech kątach, bez pomieszkiwania u teściów była na tyle silna, że postanowili wprowadzić się do niewykończonego domu. Zdecydowali, że stopniowo będą remontować kolejne pomieszczenia, a że pieniędzy na remont już nie mają, ponieważ oszczędności wydali na budowę domu i niezbędne sprzęty, liczą się z tym, że może trwać to latami.

Życie jak w Simsach

Jak żyje się w wyremontowanym tylko częściowo mieszkaniu? Zdaniem Justyny, właścicielki dwupoziomowego mieszkania, jest to duże wyzwanie. - Remontowaliśmy się własnym sumptem i przez ponad pół roku mieszkaliśmy tylko w połowie chaty, czyli na dole. Jak zrobiliśmy górę, poczułam się, jakbym wpisała kod w Simsach - opowiada.

Mieszkanie w miejscu, gdzie za ścianą jest remont, powoduje, że właściwie żyje się w kurzu, hałasie i w mocno ograniczonej przestrzeni, którą zajmują kartony z rzeczami oraz materiały i sprzęt budowlany. Do tego - jeśli stać nas na ekipę remontową lub mamy szczęście korzystać z pomocy członka rodziny - dzielimy z nim przestrzeń. O prawdziwym wypoczynku właściwie nie ma mowy.

- Między pokojami na dole jest duży przedpokój. W jego centrum znajdują się obecnie schody, ale przez pół roku leżały tam graty z remontu, które zajmowały niemal sto procent miejsca. Było strasznie - wspomina Justyna. I zaraz dodaje: - Ale warto było się przemęczyć.

O tym, jak bardzo remont utrudnia życie, przekonał się także Karol. A właściwie nadal się przekonuje, ponieważ mimo upływu roku, mieszkanie nie jest wykończone. Na pytanie, czy remontowanie na własną rękę mieszkania jest uciążliwe, odpowiada: - Oj tak. Wygląda to tak, że przeznaczyłem na to trzy tygodnie urlopu, a po pracy od razu jechałem na remont, czasem siedziałem do 1:00 w nocy, w końcu trzeba było się przeprowadzić do niedokończonego mieszkania - opowiada Karol.

- Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez rok jeden pokój był składzikiem na materiały budowlane i takim miejscem do ogarniania remontu w innych częściach mieszkania, czyli na przykład do przycinania płytek - dodaje mężczyzna. Jednocześnie przyznaje, że remont zajął mu zdecydowanie więcej czasu niż planował - sądził, że uwinie się w trzy miesiące, a więc wprowadzi się do urządzonego mieszkania. Co więcej, od kiedy zamieszkał w niewykończonym mieszkaniu, trudniej jest mu się zmotywować do kontynuowania remontu.

Oszczędność co najmniej kilkudziesięciu tys. zł

Wykańczając mieszkanie czy dom należy liczyć się z wydatkami rzędu kilkuset tysięcy złotych, z czego mniej więcej połowę tej kwoty wynosi robocizna. I o ile nie wyprodukujemy mebli czy płytek ceramicznych, drobne prace jak malowanie ścian możemy wykonać.

- Myślę, że zaoszczędziłem około 40 tys. zł na tym, że remontuję mieszkanie we własnym zakresie. Remontuję zupełnie sam, od czau do czasu szukałem pomocy wśród przyjaciół - mówi Karol. Do wykończenia została mu jeszcze kuchnia, położenie tapet, listew przypodłogowych czy wstawienie szaf wnękowych na wymiar.

Na wykończenie mieszkania nie byłoby stać Justyny, gdyby nie pomoc teścia, który wykonał większą część prac. - Gdybyśmy mieli remontować bez pomocy teścia, który umie wszystko, ponieważ jest budowlańcem, nie dalibyśmy rady. A to było jeszcze na początku pandemii - mówi Justyna, wskazując, że wtedy ceny produktów i usług były niższe. - Od początku wiedzieliśmy, że teść nam pomoże. Gdybyśmy nie mieli gwarancji pomocy, w ogóle nie zakładalibyśmy kupna mieszkania, bo wzięliśmy je na kredyt, a za wkład własny zapłaciliśmy z oszczędności - opowiada kobieta.

Należy dodać, że właściciele mieszkań nie mają wpływu na niektóre kwestie, a są nimi: dostępność ekipy remontowej czy opóźnienia w dostawach surowców, co ma ogromny wpływ na przedłużające się remonty.

Życie w wykańczanym mieszkaniu to nie tylko obciążenie fizyczne, ale też psychiczne, ponieważ miesiącami czy nawet latami głównym celem jest oszczędzanie i zagospodarowywanie wolnego czasu pracą przy mieszkaniu. Na dalszy plan odchodzą wtedy wyjścia ze znajomymi, spotkania rodzinne czy nawet wyjazdy urlopowe. - W tym roku nie będzie wakacji i plażowania, nie możemy sobie na to pozwolić - mówi Wojciech, który co roku wyjeżdżał z żoną na urlop do ciepłych krajów.

- Musimy się przemęczyć. W pewnym momencie myśleliśmy nawet o kupnie mieszkania, ale jak jadę do rodzinnego domu i uświadamiam sobie, jak to jest fajnie móc wyjść do własnego ogrodu i spędzać w nim czas, wtedy utwierdzam się w przekonaniu, że warto. Zawsze marzyłem o własnym domu - mówi mężczyzna.