
Mieliśmy już dwie wieże w Ostrołęce, przekop Mierzei dla kajaków, milion aut elektrycznych. Teraz ekipa PiS, pozbawiona zabawki w postaci CPK, rysuje palcem po mapie nowy port na Bałtyku. Pomysł ma jeden drobny mankament: to nie jest wizjonerstwo, ale ignorancja. Projekt skazany na porażkę, zanim jeszcze pierwsza fala uderzy o nieistniejące nabrzeże.
Nie jestem zdziwiony, że PiS wyszedł nagle z koncepcją budowy nowego portu. Skoro Donald Tusk przejął narrację w sprawie CPK Portu Polska, to musieli czymś to przykryć i go wyprzedzić. I niestety nie mam żadnych wątpliwości, że w tym pomyśle tylko o politykę chodzi.
Dlaczego? Sam pochodzę znad morza i choć nie jestem ekspertem od budowy portów, to wiem co nieco o stopniu skomplikowania takiej infrastruktury. I wiem, że port narysowany palcem na mapie jest czymś niemożebnie głupim. Ale po kolei.
Kacper Płażyński, promotor pomysłu, i jego koledzy argumentują, że skoro do obsługi elektrowni jądrowej na Pomorzu będzie budowany port, to lepiej od razu zrobić większy i że tak będzie taniej i prościej.
No nie, to bzdura. Tam jest planowany pirs, czyli po prostu coś w rodzaju wychodzącego w morze nabrzeża. Może on pomóc w wyładunku elementów budowanej elektrowni, potem zaś (prawdopodobnie) będzie odprowadzał i doprowadzał wodę do chłodzenia reaktora. Nikt nie planuje tam budowy nawet małego portu, to ma być tylko infrastruktura dla elektrowni.
A gdyby chcieć tam postawić port?
Przede wszystkim trzeba zapytać naukowców. Oni znają rodzaj dna, rozkład prądów morskich, kierunek i siłę wiatrów. Skoro Płażyński i spółka chcą tam budować port, to może się okazać, że statek nie wejdzie do niego nawet przy słabym wietrze, że port zamuli się po miesiącu od otwarcia, że trzeba zrobić odpowiednio głębokie podejście.
Uwzględnić trzeba mnóstwo spraw o wiele trudniejszych i bardziej skomplikowanych, niż im się wydaje. Same badania, które dadzą odpowiedź na pytanie, czy dane miejsce nadaje się na port, mogą potrwać nawet kilka lat.
Druga sprawa: co i kto miałby tam wozić?
Nie wiadomo. Ekipa PiS jest znana ze swojego niebywale luźnego podejścia do takich kwestii. Pamiętacie, jak mówili, że przez CPK będzie latać 100 milionów ludzi? Że w Ostrołęce zbudują elektrownię węglową? Że przekop Mierzei Wiślanej jest cudownym pomysłem i że przez port w Elblągu będą przepływać jakieś miliony ton towarów? A, i że w rok czy dwa odpalą wielką fabrykę polskich samochodów elektrycznych, a milion takich aut wyjedzie na polskie drogi?
Wszystko to g*wno prawda. Zanim zbuduje się cokolwiek, trzeba sprawdzić, czy to ma jakikolwiek sens. Kiedy stało się jasne, że przekop Mierzei nie ma uzasadnienia ekonomicznego, przemianowali to na inwestycję strategiczną. I co z tego wyszło? Śluza dla jachtów i kajaków.
Kiedy banki mówiły, że nie dadzą kredytu na Ostrołękę, bo to nie ma sensu, kasę musiały wyłożyć koncerny energetyczne. I co? Było budowanie, było burzenie, a forsujący projekt na siłę i wbrew zdrowemu rozsądkowi Krzysztof Tchórzewski dalej nosi w PiS miano eksperta energetycznego. I tak dalej, i tak dalej...
To ciągle było kopiowanie słów króla Juliana z popularnej kreskówki: "A teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu".
Płażyński i spółka nawet nie wiedzą, gdzie to jest
Ale do meritum: kto i co miałby wozić przez port w Choczewie / Słajszewie / a może Lubiatowie (oni sami nie wiedzą gdzie)? Choczewo jest akurat kilka kilometrów od morza, ale jak rozumiem dla ekipy, która uruchomiła stocznię Marynarki Wojennej w Radomiu, nie jest to problem.
To podobnie jak forsowane przez niektóre środowiska "przywrócenie" żeglowności Odry. Nią po prostu nie ma co wozić. Kto, co, ile? Płażyński chciałby, żeby w Porcie Haller były ładunki ro-ro. W dużym skrócie: do takiego (wielkiego i z dużym zanurzeniem) statku wjeżdżają wagony i ciężarówki z towarem.
Żeby port miał sens, byłoby trzeba do niego doprowadzić szeroką drogę dla ciężarówek i nie jeden, ale kilka torów. To już nie jest proste wykorzystanie tego, co i tak trzeba zbudować przy okazji elektrowni jądrowej. To kolejne grube miliardy.
Ile osób miałoby w takim porcie pracować? Skąd ci ludzie mieliby dojeżdżać, gdzie mieszkać? Okoliczne wioski nie zapewnią setek osób potrzebnych do obsługi portu. A okolice Choczewa to lasy, nie metropolia. Pociąg czy ciężarówka pojedzie stąd albo w prawo, na Szczecin, albo w lewo, do Trójmiasta. Czyli do miejsc, gdzie od lat porty się rozbudowują i rosną. Wiem, że fajnie jest mieć również mniejsze porty, ale nie na siłę.
Na siłę próbowano zrobić duży port z Elbląga. To doświadczenie PiS niczego nie nauczyło. Elbląg to fajne miasto, ale port ma niewielki, nawet po ewentualnej rozbudowie nie wiadomo kto i co miałby do niego wozić. Jego przepustowość jest po prostu za mała, by to się kiedykolwiek zwróciło. Samo utrzymanie portu (obsługa, pogłębianie, koszty ludzkie) jest i będzie zbyt drogie jak na poziom obrotów.
Argument ostateczny: ruskie haubice (serio?)
Płażyński i spółka coś piszą o kwestiach bezpieczeństwa, ruskich haubicach, w zasięgu których jest Trójmiasto itp. Sorry, już to przerabialiśmy z Elblągiem i przekopem Mierzei. Na Bałtyku nie operuje się lotniskowcami, nasze okręty mogą być przyjmowane w każdym mniejszym porcie. A w zasięgu rakiet jest dziś cały świat.
Takie gadanie o portach-widmach osobiście mnie wkurza. Pisałem już, że jestem z morzem emocjonalnie związany. Pomorze poza głównymi metropoliami ma swoje problemy, których władza centralna nie dostrzega. A szczególnie nie dostrzega ich właśnie PiS, rozrzucając po mapach fikcyjne inwestycje, które nijak się mają do rzeczywistości.
Doskonale znamy schemat działania polityków Prawa Sprawiedliwości. Najpierw ogłaszają wielki sukces, a potem pytają ekspertów, czy to w ogóle możliwe. A jak się okaże, że nie jest możliwe, to i tak próbują się za to wziąć.
Nowy pomysł PiS na port przy elektrowni jądrowej to klasyk gatunku. Politycy narysowali kropkę na mapie, ignorując takie "detale" jak rodzaj dna, siła wiatru czy brak ładunków do przewożenia. To projekt, który ma przykryć utratę narracji o CPK, a skończyłby się jak port w Elblągu i przekop Mierzei – drogim pomnikiem pychy, do którego nikt nie chce pływać. A my musielibyśmy za to zapłacić.
Zobacz także
