
Wyobraź sobie, że nie tylko armia zawodowa, ale także tysiące ochotników włączają się w system obronny kraju. Dobrowolnie, z benefitami i w mundurach. Tak ma wyglądać nowa struktura polskich Sił Zbrojnych, jaką zapowiada Ministerstwo Obrony Narodowej. To nie kosmetyczna korekta, ale próba przekształcenia potencjału mobilizacyjnego w rzeczywistą siłę gotową do działania.
Plan MON zakłada stworzenie rezerwy wysokiej gotowości, która razem z wojskami zawodowymi i Wojskiem Obrony Terytorialnej ma dać siły zbrojne liczące 500 tys. żołnierzy. Dla porównania, obecna armia zawodowa liczy znacznie mniej, bo ok. 215 tys. żołnierzy, a rezerwy w tradycyjnym ujęciu sięgają dziesiątek tysięcy. Skala zmiany jest bezprecedensowa.
Dobrowolne zgłoszenia i benefity
MON podkreśla, że bycie rezerwistą jest dobrowolne, a służba ma być atrakcyjna. Ma obowiązywać system benefitów, wynagrodzenia za ćwiczenia oraz dostęp do szkoleń i kursów. Ma to zachęcić obywateli do utrzymywania gotowości wojskowej.
Szkolenia w ramach programu "wGotowości" mają ruszyć już 7 marca i obejmują zarówno podstawowe umiejętności, jak i zaawansowane ćwiczenia przysposobienia obronnego. MON stawia na możliwość wyboru terminu i miejsca ćwiczeń.
Standardy krajów NATO
Zapowiedź MON to odpowiedź na kilka wyzwań jednocześnie. Z jednej strony istnieją obawy o przyszłą liczbę rekrutów, co minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz wprost wiąże ze zmianami demograficznymi w Polsce. Z drugiej strony chodzi o zbudowanie formacji, która w razie potrzeby szybko wzmocni siły operacyjne kraju.
Według planów Sztabu Generalnego, docelowa struktura ma obejmować około 300 tys. służby czynnej i 200 tys. rezerwistów. Taki model ma przybliżyć Polskę do standardów wielu krajów NATO, które łączą regularne siły z szerokim zapleczem mobilizacyjnym.
500 tys. żołnierzy brzmi imponująco...
Projekt budzi też pytania o wykonalność i sensowność w okresie pokoju. Krytycy wskazują, że liczba 500 tys. żołnierzy brzmi imponująco na papierze, ale jej realizacja wiąże się z ogromnym wysiłkiem logistycznym i finansowym. MON mówi o skłanianiu ochotników ścieżkami edukacyjnymi i korzyści materialnymi.
Ile osób faktycznie utrzyma długoterminową gotowość? Tego nie wiemy. Polska, która coraz mocniej wpisuje się w struktury obronne NATO, potrzebuje elastyczności, którą może dać szeroka rezerwa.
Od deklaracji do munduru
MON deklaruje, że program "wGotowości" i związane z nim zmiany rozpoczną się w tym roku, a kolejne etapy mają być ogłaszane stopniowo. Na papierze wizja armii składającej się z pół miliona żołnierzy wygląda jak odpowiedź na nowe wyzwania. Ambicje rosną dynamicznie.
Tyle, że rekruci nie rosną w takim samym tempie jak ambicje. Kosiniak-Kamysz może podnosić poprzeczkę coraz wyżej, ale młodych Polaków nie będzie przybywać z każdą kolejną zapowiedzią. Demografia nie reaguje tak samo optymistycznie. Rzeczywistość może nie nadążać za polityczną dynamiką. Tempo deklaracji jest imponujące. Tempo przyrostu potencjalnych żołnierzy już niekoniecznie.
Zobacz także
