
Chcemy więcej dni wolnych, ale nie wykorzystujemy nawet całego urlopu wypoczynkowego – co roku robi tak ponad połowa Polaków. Jednocześnie rośnie zainteresowanie urlopami bezpłatnymi, który wiąże się z rezygnacją z wynagrodzenia i części zabezpieczeń. Komu przysługuje urlop bezpłatny i jakie są jego konsekwencje? – Stresuję się, że każda krytyka, to zemsta za zniknięcie, kiedy wszyscy musieli pracować za mnie – mówi INNPoland Paweł, który właśnie z takiego urlopu wrócił.
HR-owcy podkreślają: zainteresowanie urlopami bezpłatnymi rośnie. Ludzie częściej pytają o więcej wolnego szukając alternatywnego sposobu na przerwę od pracy – nawet jeśli to oznacza rezygnację z wynagrodzenia i części zabezpieczeń.
Urlop bezpłatny. Paradoks wolnego
Z drugiej strony mamy do czynienia z ciekawym paradoksem. Z badań przeprowadzonych przez Enel-Med wynika, że tylko 48 proc. pracowników wykorzystuje cały urlop wypoczynkowy, podczas gdy 67 proc. respondentów mówi o potrzebie większej ilości dni wolnych.
Joanna Kamińska, psycholog kliniczna: – O czym to świadczy? Pewnie o tym, że lubimy o wolnym pomarzyć, ale niekoniecznie wcielać je w czyn. Wielu z nas boi się też reakcji najbliższych. One często sprowadzają ludzi na ziemię i studzą pragnienia.
Urlop bezpłatny nie jest być może bardzo powszechną sprawą, ale nie oznacza to, że ludzie z niego nie korzystają. I – jak pokazują historię moich bohaterów – z bardzo różnych powodów i z różnym skutkiem.
Trzy pensje za zbiór truskawek
– Zbieranie truskawek u Niemca bardziej mi się opłaca niż praca na kasie u Polaka – mówi pani Kamila. Dlatego od kilku lat z aptekarską wręcz precyzją 30 kwietnia składa wniosek w kadrach o urlop bezpłatny na czerwiec.
– Jeszcze nie było sytuacji, żeby mi odmówiono, ale trzeba podkreślić, że w sklepie wcześniej sumiennie przepracowałam trzy lata, praktycznie bez zwolnień i bez wymyślania. Moja koleżanka chciała jechać ze mną po pół roku pracy i jej takiego urlopu odmówiono. Może to kwestia długości stażu pracy, a może zaufania? – zastanawia się kobieta.
Pani Kamila spakowała walizkę, by w słońcu i błocie z metalowym wózkiem, którym wozi się łubianki, spędzić kilka tygodni na kolanach na polu pod Bremą. Kasjerka nie chce jednak wyjeżdżać na stałe.
– Nie znam języka, nie mam tam rodziny i znajomych. Zresztą żadnej innej pracy niż przy zbiorach sobie nie wyobrażam. Lubię zapach czerwcowych łąk i nawet jeśli praca jest ciężka, daje mi poczucie więzi z naturą i smak dzieciństwa spędzonego na wsi. Nie wyobrażam też sobie siebie w niemieckiej fabryce i nie chciałabym też być poza domem dłużej niż te kilka tygodni. Urlop bezpłatny to dla mnie idealne rozwiązanie. W miesiąc na saksach zarabiam trzy razy więcej niż tu, a przy okazji odrywam się od sklepowej codzienności – opisuje.
Dlaczego kobieta nie decyduje się na wyjazd w czasie urlopu wypoczynkowego? Zarobiłaby przecież podwójnie.
– Wielu zbieraczy tak robi, to prawdziwi tytani pracy. Ja taka nie jestem, cenię czas wolny. To nawet przewrotne, że podczas urlopu bezpłatnego zarabiam na wydatki związane z urlopem wypoczynkowym, który w październiku spędzam u siostry we Włoszech. Może to, że swoimi przerwami w pracy nie komplikuje nikomu gorącego czasu wakacji, jest przez szefostwo docenione?
Urlop bezpłatny – dobra wola szefa
W tej historii daje do myślenia jedna rzecz: czy pracodawca może odmówić urlopu bezpłatnego jednemu pracownikowi, lekką ręką udzielając go innemu?
– Wbrew powszechnie krążącym opiniom urlop bezpłatny to nie jest rzecz, która przysługuje każdemu pracownikowi. Nie ma w kodeksie pracy zapisu, który w sposób szczegółowy regulowałby zasady i powody jego udzielania. Urlop bezpłatny zawsze jest dobrą wolą tego, który zatrudnia. On też nie musi tłumaczyć się ze swojej odmowy – podkreśla Mariola Niełacna, inspektor pracy i szkoleniowiec, twórczyni marki Prawo Pracy przy kawie.
Tak jak wnioskujący nie musi się tłumaczyć dlaczego mówi “nie”, tak pracownik nie musi się tłumaczyć z tego dlaczego taki urlop chce wziąć.
– Jednak pracownicy często to robią licząc na większe zrozumienie i ocieplenie swojego wizerunku w oczach szefa – podkreśla ekspertka.
Pan Paweł wypisując wniosek o bezpłatny urlop nie tłumaczył się z niczego. I nie chodziło o butę, a raczej o wstyd.
– Zawsze marzyłem o napisaniu poetyckiej książki, a że jestem ze środowiska technicznego, to raczej mój pomysł zostałby wyśmiany. Ale może i dobrze by się stało. Może bym się na czas otrząsnął z tych mrzonek, którymi żyłem latami – rzuca gorzko.
Mężczyzna mimo prób zachowania powodu absencji w tajemnicy, urlop dostał. I to od razu tak jak wnioskował – na całe pół roku. W tym czasie napisał książkę, której nikt ostatecznie nie chciał wydać, przy okazji zadłużając się po uszy: najpierw na życie. Później na to, by samodzielnie wydać książkę, która się nie sprzedała.
Wziął urlop bezpłatny. Zbankrutował
Pan Paweł: – Miałem oszczędności, ale myślałem, że starczą na dłużej. Życie okazało się droższe niż przewidywałem, bo na wolnym codzienność oferowała wiele pokus. W normalnym trybie większość czasu człowiek spędza w pracy, a potem po niej odpoczywa przed telewizorem na kanapie. Ja zacząłem żyć przed duże "Ż".
"Pisarz", jak sam siebie nazywa z przekąsem, zaczął chodzić na niekończące się kawy i spontanicznie wyjeżdżać nad morze. Kupił też bardziej awangardowe ubrania i Mini Coopera, auto bardziej zwracające uwagę niż jego stara Skoda.
Pan Paweł: – W czasie urlopu bezpłatnego czułem się jak Hank Moody – pisarz, którego w serialu Californication, gra David Duchovny. Ale skończyłem chyba trochę gorzej niż on. Pracy nad książką, która zawsze była moim marzeniem, poświęciłem sporo czasu, ale wciąż za mało niż powinienem. Jej pisanie pączkowało w czasie, odwrotnie proporcjonalnie do moich funduszy. Ostatecznie mężczyzna wrócił do pracy z urlopu prawie jako bankrut.
– Jako bankrut z wciąż z niespełnionymi ambicjami artystycznymi – dodaje. Niewielki nakład publikacji rozdał znajomym.
Dalsza część tekstu poniżej
Zobacz także
Powrót do firmy: ukryte koszty i stres adaptacyjny
– To cud, że miałem gdzie wracać. Poniosłem jednak ukryte koszty tego urlopu, które nie do końca można przeliczyć na pieniądze. Teraz gdy w pracy coś jest nie tak, a szef czy inni współpracownicy mają zastrzeżenia do jakości mojej pracy, zawsze się stresuję, że to zemsta za te półroczne zniknięcie, kiedy wszyscy musieli pracować też za mnie – podsumowuje elektryk.
Joanna Kamińska: – Częstym błędem jest myślenie, że po urlopie wszystko po prostu wróci do poprzedniego stanu. Dłuższa przerwa w firmie, a raczej powrót z niej, może wygenerować całą masę problemów i narazić na duży stres. W firmie w tym czasie mogła zostać przeprowadzona jakaś reorganizacja, mogły się odbyć szkolenia, które nas zostawiają w tyle. Zaadaptowanie się do nowych warunków to duży wysiłek. Co nie znaczy, że czasem nie warto go podjąć.






