Logo UOKIK i laptop w tle. Lupa przygladająca się wiśniom.
UOKiK rozbił zmowę na owocowym rynku. Sadownicy zapłacili za cudze układy Fot. T. Schneider/Katerina Maksymenko/shutterstock Montaż:INNPoland.pl

To miały być zwykłe wiadomości między przedsiębiorcami: "Hej, jaka dzisiaj cena wiśni?". Krótkie pytanie o ceny, szybka odpowiedź i koniec tematu. W rzeczywistości okazało się to początkiem końca układu, który przez lata uderzał w polskich sadowników. UOKiK odsłonił kulisy mechanizmu, który działał cicho, ale skutecznie.

REKLAMA

UOKiK ustalił, że firmy skupujące wiśnie i porzeczki przez lata uzgadniały ceny, ograniczając konkurencję i zaniżając stawki dla sadowników. Sprawa trafiła na biurko urzędu i dotyczy rynku skupu owoców w Polsce w latach 2022-2024. Pięć firm i prezes jednej z nich zostali ukarani na łączną kwotę prawie 1,6 mln zł.

UOKiK ujawnił mechanizm na rynku owoców. Sadownicy pozostali bez wyboru

W papierach wszystko wyglądało prawidłowo. Kilka firm, wiele punktów skupu, ceny ustalane każdego dnia. Konkurencja powinna działać i napędzać rynek. Podbijać stawki i dawać rolnikom wybór. Problem w tym, że ten napęd ktoś po prostu wyłączył.

Z ustaleń UOKiK wynika, że przedsiębiorcy pozostawali w stałym kontakcie i wymieniali się informacjami o cenach. Zamiast walczyć o klienta, pilnowali, żeby nikt nie wychylił się ze stawką wyżej. Efekt? Lokalny rynek zamienił się w układ, gdzie ceny przestają wynikać z podaży i popytu, a zaczynają przypominać ustalony scenariusz.

UOKiK ujawnia firmy i kary za zmowę cenową. Owocowy układ miał swoich liderów

Urząd ujawnił nazwy firm: Fructis z Wierzbia, Damex z Nowej Wsi, Silver-Trans z Sompolna, Kam-Pol z Białej Rawskiej i Kalbrok z Sielic. Każda z nich według UOKiK brała udział w mechanizmie uzgadniania stawek.

Najmocniej oberwał Damex, który dostał 452 tys. zł kary. Dalej Kam-Pol z 391 tys. zł, Fructis z 299 tys. zł, Kalbrok z 265 tys. zł i Silver-Trans z 59 tys. zł. Na liście pojawia się też osoba fizyczna. Jest nią prezes Fructis, Andrzej Sarnowski, ukarany kwotą 110 tys. zł.

Dlaczego właśnie on? W siedzibie tej spółki znaleziono wiadomości, które według urzędu pokazują nie tylko świadomość całego mechanizmu, ale też jego aktywne podtrzymywanie. Krótko mówiąc, znaleźli głównego sprawcę całego zamieszania.

UOKiK i realne straty sadowników. Przepisy nie zatrzymały spadku cen

Kary robią wrażenie, ale dla wielu sadowników brzmią jak spóźniona odpowiedź. Przez trzy sezony sprzedawali owoce w innej rzeczywistości. Ceny nie ulegały żadnym zmianom bez względu na punkt skupu czy moment sezonu.

Alternatywa? Oczywiście, że taka istniała. Oznaczała wyjazd z owocami kilkadziesiąt kilometrów dalej. Przy kosztach paliwa i czasie transportu taki ruch przestawał się opłacać, dlatego wielu plantatorów sprzedawało bliżej miejsca zamieszkania. Wybór był prosty, niższa stawka albo ryzyko strat finansowych.

W całej sytuacji nie chodzi tylko o złamanie przepisów. Chodzi o rolnika, który traci realny wpływ na cenę swojej pracy. Decyzje o tym ile zarobi, zapadały gdzie indziej, jeszcze zanim skupy otworzyły bramę pierwszy raz w sezonie.