
– Dążę do tego, by na nowo powstającym lotnisku codziennie odbywać się mogły trzy starty i trzy lądowania do i z tych trzech miast (dwa polskie i jedno europejskie). To wszystko trzeba zrobić z głową, aby nie ponosić zbyt wysokich kosztów – mówi InnPoland prezydent Białegostoku, Tadeusz Truskolaski.
Agnieszka Porowska: Jest pan najdłużej urzędującym prezydentem miasta w Polsce. Co pan odpowie mieszkańcom, którzy mówią, że Białystok potrzebuje zmiany?
Tadeusz Truskolaski: Urzęduję o jeden dzień dłużej niż prezydent Szczecina, więc mam najdłuższy staż wśród prezydentów największych miast w Polsce. Podczas tych lat sprawowania mandatu, gdy pojawiały się komplikacje, moja żona często mówiła: "rzuć to wszystko" albo w ogóle odradzała start w kolejnych wyborach. Przed ostatnimi sam miałem wątpliwości, czy startować, ale z naszych badań wynikało, że nikt inny nie miałby szans wygrać z mocno wtedy rozpychającym się w mieście PiS-em. I wtedy moja żona powiedziała: "startuj, bo nie można oddać miasta PiS-owi".
Wygrałem w pierwszej turze, ale zaraz po tym zwycięstwie zapowiedziałem, że to jest moja ostatnia kadencja. Tak więc w Białymstoku nie ma już takiego ciśnienia na zmianę, bo ludzie po prostu wiedzą, że to mój ostatni raz.
Pana syn, Krzysztof, jest posłem Koalicji Obywatelskiej. Nazwisko pomaga mu w karierze?
Krzysztof jest posłem od 2015 roku, kiedy to zdobył 14 tysięcy głosów. W kolejnych wyborach zagłosowało na niego 37 tysięcy osób a w ostatnich prawie 58 tysięcy. W województwie podlaskim to ogromny postęp.
Krzysztof jest absolutnie samodzielnym politykiem, ale nie przeczę, że rozmawiamy na tematy zawodowe. Zawsze go wspierałem radą, z której wielokrotnie korzystał. Dziś po latach doświadczenia w parlamencie jest wytrawnym politykiem. Od osób, które miały z nim zawodową styczność, często słyszę, że Krzysztof bardzo politycznie dojrzał.
Syn zastąpi pana na stanowisku prezydenta Białegostoku?
Bardzo mu to odradzam. Uważam, że to nie powinno się wydarzyć, chyba że za jakieś 20 lat, bo syn jest jeszcze młody, ale to już będą zupełnie inne okoliczności.
Czyli ci, którzy chcą powiewu świeżości i nowości na Podlasiu, w końcu się go doczekają.
Kiedy trzeba podejmować bardzo trudne decyzje, to ta świeżość jest niezwykle ważna. Ja już nie muszę podejmować tak trudnych decyzji, jak na początku swojej drogi. Teraz sytuację oceniam przez pryzmat swojego doświadczenia – nie tak spontanicznie, tylko bardziej analitycznie.
Moja pierwsza kadencja była pełna działań podwyższonego ryzyka, które jednak przyniosły doskonały efekt. Gdyby coś mi się nie udało w trudnych tematach, takich jak Rynek Kościuszki, rynek przy ulicy Jurowieckiej czy sprawa odpadów, to pewnie nie zostałbym wybrany na kolejne kadencje. Ale podejmowane przez mnie decyzje okazały się słuszne i dzięki temu ludzie mi ufają.
Przyznaję jednak: w 2029 roku – biorąc pod uwagę, że moje urzędowanie będzie liczyć prawie 23 lata – Białystok czeka prawdziwa rewolucja.
Jakie ma pan plany na te ostatnie 3 lata?
Ostatnia kadencja nie oznacza spoczywania na laurach. Mam bardzo konkretne plany. Realizujemy rocznie ponad 230 inwestycji, a w tym także duże, sztandarowe projekty, które powoli, ale konsekwentnie zmierzają do celu.
Mam tu na myśli halę widowiskowo-sportową i aquapark. Będziemy też rozwijać Akademię Golfa – zbudujemy z ościenną gminą pole golfowe.
Kiedy Białystok będzie miał lotnisko? Miasto liczy już prawie 300 tysięcy mieszkańców i brak portu kłuje w oczy.
W 1988 roku, jako młody pracownik naukowy, który nie myślał jeszcze o karierze politycznej, napisałem artykuł pt. "Potrzeby i możliwości budowy lotniska komunikacyjnego w Białymstoku". Teraz wszystko wskazuje na to, że po prawie 40 latach przyszło mi ten projekt realizować.
Zobacz także
To ładna klamra narracyjna, ale jakie są konkrety?
Konkrety to akronim: WWW. Ten skrót oznacza Warszawę, Wrocław i Wiedeń. Dążę do tego, by na nowo powstającym lotnisku codziennie odbywać się mogły trzy starty i trzy lądowania do i z tych trzech miast (dwa polskie i jedno europejskie). To wszystko trzeba zrobić z głową, aby nie ponosić zbyt wysokich kosztów.
W tym momencie mamy pas startowy, który liczy 1350 metrów. Będziemy pracowali nad tym, by ten pas przedłużyć. Cel to umożliwienie lądowania na Krywlanach większym maszynom. Jednak nie wszystko idzie tak błyskawicznie, jak byśmy sobie tego życzyli.
Co jest przeszkodą?
Las Solnicki. Usunięcie drzew w mieście jest trudne i obarczone wieloma procedurami. Robimy wszystko z ogromną rozwagą, ale mimo to zdarzają się głosy niezadowolenia i ekoprotesty. Niemniej za dwa lata mam nadzieję ostatecznie sfinalizować pewne kwestie. I kto wie? Może na zakończenie mojej pracy zawodowej napiszę kolejną pracę o lotnisku, tylko tym razem o już działającym?
Mówią o panu jak o Kazimierzu Wielkim: zastał pan Białystok drewniany, a zostawi murowany. Tylko nie do końca wiadomo, czy to pochwała czy zarzut dotyczący niszczenia natury.
Stworzyłem bardzo reprezentacyjny, piękny rynek, który służy Białostoczankom i Białostoczanom. A jeszcze ćwierć wieku temu nasz Rynek Kościuszki był miejscem, które w niczym nie przypominało centrum miasta. Dziś to tętniące życiem serce Białegostoku, które codziennie przyciąga po kilka tysięcy osób.
Warto też pamiętać, że od lat Białystok jest kojarzony z bioróżnorodnością. A to dzięki hektarom łąk kwietnych, które zachwycają mieszkańców i przyciągają turystów. Dzięki parkom kieszonkowym, które w przestrzeniach osiedli dają możliwość złapania oddechu w otoczeniu zieleni.
Także nasze zielone przystanki, pasieki miejskie czy niewykaszanie zieleńców to elementy zrównoważonego, zielonego rozwoju miasta. A wymieniłem tylko kilka zielonych inicjatyw Białegostoku.
Moja rodzina pochodzi z podlaskiego. Kuzyni zazdrościli mi, że mieszkam w Olsztynie, bo choć jest sporo mniejszy, zawsze było w nim ciekawiej niż w Białymstoku.
Potwierdzam, kiedyś tak było. Białystok był dużym miastem, ale nie miał centrum i pomysłu na rozwój, również ten kulturalny. Gdy jako nastolatek przyjechałem tu uczyć się w szkole średniej, pamiętam, jak bardzo mnie rozczarował ten "wielki świat". A przecież funkcjonowała tu Akademia Medyczna, która przyciągała młodych z całego świata, więc miasto ze swoją ofertą powinno było wychodzić im naprzeciw. Tak się jednak nie działo.
Jeszcze zanim zostałem prezydentem, jako ekspert w dziedzinie ekonomii brałem udział w debacie na temat stworzenia deptaku w Białymstoku. W jej efekcie ówczesne władze miasta zamknęły 500 metrów ulicy i postawiły cztery parasolki, które miały witać przechodniów tylko w weekendy. Urzędnicy uznali wtedy, że załatwili sprawę.
Budowa rynku, jako serca miasta, stała się więc głównym punktem mojego pierwszego programu wyborczego. Mieszkańcy byli podzieleni: jedni się tego domagali, inni protestowali.
Jak sięgnę pamięcią, to moim pierwszym dwóm kadencjom towarzyszyły protesty. Część osób po prostu bała się zmian. Natomiast trzeba mieć świadomość, że zadowoleni najczęściej milczą, ale na szczęście zabierają głos raz na kilka lat. I kolejne wygrane przez mnie wybory prezydencie pokazują, że zadowolonych Białostoczan jest jednak więcej.
Czego pan czego żałuje? Jakie największe wpadki zaliczył Białystok przez ostatnich dwadzieścia lat?
Wpadki jako takiej nie było. Natomiast gdybym mógł cofnąć czas, to zrobiłbym referendum w sprawie lotniska, żeby mieć mocne uzasadnienie podejmowanych działań. Co prawda nie da się wszystkiego w stu procentach konsultować, Polska to nie Szwajcaria. Jednak w tym jednym przypadku, w związku z kontrowersjami związanymi z Lasem Solnickim, przydałby mi się taki mocny mandat.
Jeśli chodzi o resztę – jestem dumny z tego, że na przykład wybudowaliśmy nowoczesną spalarnię, że nie ustąpiłem. Dzięki temu jesteśmy teraz niezależni energetycznie. Rozwój miasta wiązał się też z wyburzeniami i wywłaszczeniami. A to wymagało stanowczości, niezbędnej do zrealizowania największych inwestycji. Ale dziś nasz system drogowy zapewnia wygodne poruszanie się po mieście.
Właściwie każda większa inwestycja, którą realizowaliśmy, oprócz jednej – Muzeum Pamięci Sybiru – budziła kontrowersje.
Zawsze znajdzie się coś, co komuś nie pasuje. Jest taka grupka osób, które są moimi przeciwnikami niezależnie od tego, co robię. Politycznie wszystko można skrytykować. Młodzi z Partii Razem, z Konfederacji, szukają swojego miejsca w polityce i uważają, że na krytyce działań prezydenta mogą coś zbudować.
W Białymstoku głośno było o "samospalających się" zabytkach: starych, drewnianych chatach, które nagle stawały w płomieniach. Wiele osób uważa, że to nie przypadek, a celowe działanie inwestorów, którzy w ten sposób "uwalniali" działki na Podlasiu.
Dlaczego ja jestem adresatem tego pytania?
Bo na białostockich forach internetowych krążą memy z pana uśmiechniętą twarzą i pożarami w tle.
To jest pytanie do policji. Od wyjaśniania takich spraw są organy ścigania, a policja nie znalazła żadnego sprawcy podpalenia.
W Białymstoku dbamy o zabytki. Wiele budynków jest wpisanych do rejestru zabytków. Drewniane domy z historią często obejmujemy ochroną planistyczną. Np. dzielnica Bojary jest dziś szczególnie zabezpieczona. Tylko, że w momencie, gdy zostałem prezydentem, była już nieodwracalnie zmieniona.
Białystok długo nie miał planów zagospodarowania przestrzennego. Dlatego tylko częściowo udało się zachować charakter uliczek Bojar. Budynki należące do miasta wyremontowaliśmy. W jednym mieści się rodzinny dom dziecka, w innym Galeria im. Sleńdzińskich. W 2025 roku wydaliśmy około 50 milionów złotych na ochronę i remonty zabytków miejskich.
Czy Białystok nadal wygląda tak, jak ponad dekadę temu opisał Marcin Kącki w książce "Białystok. Biała siła, czarna pamięć"? Mówiąc wprost: czy pańskie miasto ciągle ma ogromny problem z nacjonalizmem i ksenofobią?
W latach 2010-2015 było sporo incydentów, które mogły negatywnie wpłynąć na wizerunek miasta. Ówczesny minister spraw wewnętrznych, Bartłomiej Sienkiewicz, zwrócił się do ich sprawców słowami "Idziemy po was". Ta ofensywa przyniosła pozytywny efekt.
Od wielu lat nie odnotowujemy w Białymstoku incydentów na tle rasistowskim. To oczywiście nie znaczy, że się nie powtórzą. Wystarczy spojrzeć jakie partie rosną w siłę. Zawsze trzeba być czujnym.
W reportażu Kącki zwraca uwagę na to, że Białystok ma bardzo wielokulturowe korzenie i rozwijał się w dużej mierze dzięki ludności i kulturze żydowskiej. Wydaje się, że wielu mieszkańców Białegostoku nie zdaje sobie z tego sprawy.
Nie zgodzę się. Robimy wiele, by przywracać pamięć o żydowskich mieszkańcach Białegostoku. Obchodzimy wszystkie święta i rocznice związane z historią miasta i jej dawnymi mieszkańcami, choćby takie, jak rocznica spalenia Wielkiej Synagogi, która przypada 27 czerwca. Składamy kwiaty i zapraszamy wtedy ambasadorów Izraela i Niemiec, bo bardzo nam zależy na dialogu.
Później, 16 sierpnia, przywołujemy rocznicę powstania w getcie białostockim i wtedy organizujemy cały cykl wydarzeń i uroczystości związanych z jej obchodami.
Ludwik Zamenhof – nasz najznamienitszy białostoczanin pochodzenia żydowskiego, twórca języka esperanto – ma swoją ulicę i pomniki. Poświęcone mu są tablice, murale i Centrum Zamenhofa – nowoczesna instytucja kultury.
Mordechaj Tenenbaum, przywódca i organizator powstania w getcie, ma w Białymstoku swój skwer. Dbamy także o cmentarz żydowski. Działa przy nim sporo wolontariuszy, również z Niemiec, którzy co roku odnawiają część nagrobków. W Białymstoku kładziemy bardzo duży nacisk na pamięć o naszych korzeniach.
Dla mnie Białystok to…
To miasto, które kocham, któremu poświęciłem całe życie, w którym naprawdę ciekawie i wygodnie się żyje.
To miasto i mieszkańcy, z których jestem dumny.






