rodzina na zakupach
Dlaczego w sklepie płacimy mniej, niż sugerują prognozy? Majowy cud cenowy Fot. Vitaly Gariev / Unsplash

Miał być powrót drożyzny i geopolityczny paraliż, a jest... najmilsza niespodzianka tego roku. Najnowsze dane z polskich sklepów detalicznych dowodzą, że fala rosnących cen nareszcie uderzyła, ale nie w klientów, tylko w ścianę. Choć zakupy wciąż są droższe niż rok temu (średnio o 3,4 proc. rdr), to dynamika tych podwyżek gwałtownie hamuje. Co najważniejsze: jedzenie drożeje wolniej niż wynosi ogólna inflacja.

REKLAMA

Jeśli w ostatnim czasie mieliście wrażenie, że podstawowe produkty spożywcze przestały drenować wasze portfele, to gratulacje – wasza intuicja ma pełne pokrycie w twardych danych. Ceny żywności wzrosły w maju zaledwie o 2,4 proc. rdr (dla porównania: ogólna inflacja według GUS wyniosła 3,1 proc.). Co więcej, patrząc miesiąc do miesiąca (maj do kwietnia), jedzenie w ujęciu ogólnym… staniało o około 1 proc.

Dezinflacja w sklepach: żywność hamuje mocniej niż reszta koszyka

Najmocniej staniały produkty pierwszej potrzeby (chleb, nabiał, podstawowe gatunki mięsa) oraz warzywa i owoce sezonowe – ze względu na dobrą sytuację podażową i udany początek sezonu ich ceny zaliczyły odczuwalną korektę w dół. Doskonale widać to w danych: ceny owoców i warzyw sezonowych są niskie, a młode ziemniaki są dziś jednymi z najtańszych produktów na rynku.

Z najnowszego raportu pt. "Indeks Cen w Sklepach Detalicznych" (autorstwa UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito) wynika, że w maju br. ceny żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i artykułów dla dzieci, wzrosły średnio o 3,4 proc. rdr. Wzrost cen we wcześniejszych miesiącach tego roku był wyższy. W kwietniu wyniósł rdr. 3,7 proc., a w marcu i lutym – po 3,8 proc.

Nic dziwnego, że inflacja w maju 2026 zaskoczyła ekspertów, a ekonomistom opadły szczęki – odczyt 3,1 proc. był wyraźnie niższy od rynkowego konsensusu na poziomie 3,7 proc.

Jak ocenia dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, wyniki wskazują na wyraźny trend dezinflacyjny.

– To trwałe, stopniowe hamowanie, a nie jednorazowe odchylenie. Dane detaliczne UCE Research są spójne z odczytem GUS. Wzrost cen w sklepach wciąż jest faktem, ale jego impet wyraźnie słabnie – zwraca uwagę dr Arak.

Dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito jest zdania, że wynik samej żywności jest jeszcze bardziej wymowny niż ogólny odczyt. Kategoria, która przez lata napędzała wzrosty, stała się teraz czynnikiem stabilizującym.

– Składa się na to kilka czynników: normalizacja cen na rynkach rolnych, intensywna konkurencja między dyskontami w zakresie produktów podstawowych oraz efekt bazy statystycznej. Maj 2025 roku był okresem relatywnie wyższych cen żywności – tłumaczy dr Orpych.

Dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu DSW Ideis podkreśla, że wyhamowanie nie wynika wyłącznie z efektów statystycznych. Ceny żywności i napojów bezalkoholowych spadły w maju o około 1,0 proc. względem kwietnia, a w ujęciu rocznym były wyższe tylko o 0,5 proc.

– Mamy do czynienia nie tylko ze spowolnieniem wzrostu cen, ale wręcz z okresową korektą cenową w części kategorii żywnościowych. Utrzymuje się silna konkurencja pomiędzy sieciami, poprawiła się sytuacja podażowa, a relatywnie stabilne pozostają koszty importu, wspierane przez stosunkowo mocnego złotego – wylicza dr inż. Motylska-Kuźma.

Dlaczego płacimy mniej za jedzenie? Wojna dyskontów, reset rynków rolnych i mocny złoty

Za ten stan rzeczy odpowiadają trzy potężne siły. Pierwsza to igrzyska dyskontów: Biedronka, Lidl i inne sieci toczą najbardziej agresywną wojnę cenową w historii.

Sklepy doskonale wiedzą, że klient pamięta cenę masła, mleka czy schabu, więc to na tych produktach ścinają marże do kości. Najlepszym przykładem jest nabiał – promocja na masło w Biedronce i Lidlu to bitwa, a ceny wyjęte żywcem z 2000 r. potrafią zwabić klienta do środka.

Druga siła to globalny reset na rynkach rolnych: po dwóch latach turbulencji sytuacja na światowych rynkach produkcji żywności (sezon 2025/2026) nareszcie się ustabilizowała, a towaru na świecie jest dużo.

Trzecia to mocny złoty – nasza waluta dzielnie znosi globalne napięcia, dzięki czemu import produktów i półproduktów z zagranicy jest dla firm po prostu tańszy.

Dr Robert Orpych podkreśla, że żywność drożeje dziś wolniej niż reszta koszyka detalicznego, bo jest szczególnie wrażliwa na konkurencję cenową. To właśnie ceny chleba, mleka czy mięsa konsument sprawdza najuważniej i to tu rywalizacja między sieciami jest najbardziej odczuwalna.

Gdzie ceny wciąż rosną? Oleje i "szeroki koszyk"

Dezinflacja nie oznacza jednak, że w sklepach jest tanio. Ceny w ujęciu rocznym nadal rosną o 3,4 proc., co oznacza, że poza działem spożywczym taryfy ulgowej nie ma. Mocniej ucierpiały oleje roślinne – jeden z nielicznych segmentów spożywczych dotkniętych zawirowaniami na świecie.

Drożeją też chemia gospodarcza, kosmetyki i artykuły dziecięce: proszki do prania, pieluchy czy szampony nie biorą udziału w tak brutalnej wojnie cenowej jak masło i chleb, więc producenci wciąż przerzucają na nas wcześniejsze koszty pracy i logistyki.

Głównym winowajcą wzrostów poza żywnością jest geopolityka. Napięcia i atak USA na Iran przełożyły się bezpośrednio na rynki surowcowe – stąd wspomniane podwyżki cen olejów. Warto jednak zauważyć, że wzrost cen w pozostałych kategoriach byłby znacznie wyższy, gdyby nie rządowa tarcza paliwowa.

Program "Ceny Paliwa Niżej" obniżył ceny na stacjach o około 1–1,20 zł na litrze, dzięki czemu koszty transportu towarów do sklepów nie wzrosły drastycznie, co uratowało nas przed tzw. efektem drugiej rundy.

Kto zyskuje najwięcej na taniejącej żywności

Obecny układ sił na rynku to potężny, pozytywny impuls przede wszystkim dla gospodarstw domowych o niższych dochodach. W uboższych budżetach wydatki na jedzenie stanowią lwią część miesięcznych kosztów. Fakt, że żywność stała się dziś głównym czynnikiem stabilizującym i studzącym drożyznę, daje milionom Polaków realny, odczuwalny oddech przy kasie.

Warto jednak zachować czujność, bo ceny żywności wzrosną, a Biedronka zapowiada podwyżki w sklepach w drugiej połowie roku – ostrzega przed tym sam właściciel sieci, wskazując na rosnące koszty paliw i nawozów. Na razie jednak sytuacja na Bliskim Wschodzie przegrywa z wojną polskich dyskontów – i z perspektywy naszych portfeli to najlepszy możliwy scenariusz na połowę 2026 roku.