mężczyzna wyciągający pieniądze z portfela
Prawie 9400 złotych brutto. Cieszymy się z podwyżek, ale lipiec przyniesie bolesne otrzeźwienie Fot Jakub Zerdzicki / Pexels

Z jednej strony firmy bezlitośnie tną etaty, z drugiej – sypią sowitymi premiami. Myślę, że czerwcowy skok średniej krajowej to tylko chwilowa kroplówka dla pracowników, którą ufundowały nam wypłaty nagród rocznych i jubileuszowych. Prześwietlamy statystyki, które mocno zaskoczyły rynkowych analityków.

REKLAMA

Czerwcowy wzrost naszych realnych płac o około 3,3 proc. to nie zapowiedź stałego luksusu. Owszem, średnia krajowa pędzi szybciej, niż zakładano, ale ta radość potrwa chwilę. Lipcowy powrót drożyzny brutalnie "zje" te czerwcowe bonusy.

Dane GUS. Zarobki ostro w górę, czai się redukcja etatów

Główny Urząd Statystyczny opublikował najnowsze, czerwcowe dane dotyczące zatrudnienia i wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Liczby na pierwszy rzut oka wyglądają imponująco i zdołały pobić dotychczasowe prognozy rynkowych ekspertów. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w czerwcu wyniosło 9401,58 zł, co oznacza potężny wzrost o 5,9 proc. w ujęciu rocznym oraz o 2,5 proc. w porównaniu do maja.

Ekonomiści zrzeszeni wokół PAP Biznes spodziewali się skromniejszych wyników – odpowiednio 5,6 proc. rok do roku oraz 2,4 proc. miesiąc do miesiąca. Jeśli jednak odliczymy wypłaty nagród z zysku, przeciętne miesięczne wynagrodzenie wyniosło 9399,89 zł. To odbicie po chudszym okresie, bo miesiąc wcześniej przeciętne wynagrodzenie poszło w dół, a pracownicy byli wściekli po cięciu premii.

Skąd ten nagły deszcz pieniędzy dla pracowników? GUS wyjaśnia

Tak wyraźny, skokowy wzrost pensji w ujęciu miesięcznym (o 2,5 proc. w stosunku do maja) nie jest jednak efektem masowych, systemowych podwyżek w każdej branży. GUS w swoim komunikacie jasno wskazuje na strukturę tych wypłat.

W sieci pojawiła się kumulacja dodatkowych wypłat finansowych, w tym nagród i premii kwartalnych, rocznych oraz uznaniowych. Firmy masowo realizowały też wypłaty nagród jubileuszowych, a na ostateczny wynik nałożyły się dodatkowo wybiórcze podwyżki wynagrodzeń dla kluczowych pracowników.

To zresztą stały schemat tych danych – jak tłumaczyliśmy, najnowsze dane GUS o pensjach oznaczają koniec z koncertem życzeń, bo zmienne składniki potrafią wywindować lub zbić średnią z miesiąca na miesiąc.

Druga strona medalu: rynek pracy wyraźnie się schładza

Choć pracownicy, którzy utrzymali swoje pozycje, mogą cieszyć się z wyższych przelewów, ogólny obraz polskiego rynku pracy zaczyna budzić niepokój. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło w czerwcu o 0,9 proc. rok do roku, osiągając poziom 6375,3 tysięcy etatów. W ujęciu miesięcznym liczba miejsc pracy na szczęście nie drgnęła (zmiana o 0,0 proc.).

Eksperci rynkowi zwracają uwagę, że te dane to podręcznikowy objaw hamowania gospodarczego. Pracodawcy rezygnują z obsadzania nowych stanowisk, a cięcia dotykają przede wszystkim konkretnych gałęzi gospodarki. Potwierdza to szerszy trend, o którym pisaliśmy, gdy zwolnienia grupowe w 2026 roku wyhamowały, a rynek pracy stał się prawdziwym polem minowym.

"Polski rynek pracy stopniowo się schładza. Firmy ograniczają liczbę etatów, szczególnie w przemyśle, handlu i IT, lecz nadal podnoszą wynagrodzenia pracownikom, których chcą zatrzymać. Jednocześnie osoby zmieniające pracę mają mniejszą siłę negocjacyjną" – komentuje dane Andrzej Gwiżdż, analityk platformy inwestycyjnej Portu.

Realne płace urosły o 3,3 proc., ale nadchodzi lipcowa pułapka

W czerwcu statystyczny Polak mógł poczuć się bogatszy, ponieważ realne wynagrodzenia (czyli te skorygowane o wskaźnik drożyzny) wzrosły o około 3,3 proc. Stało się tak głównie dlatego, że inflacja w tym samym okresie wyhamowała do poziomu 2,5 proc.

Niestety, ten komfort finansowy potrwa bardzo krótko. Analitycy już teraz ostrzegają przed lipcowym zawirowaniem. Wraz z wygaszeniem rządowego programu osłonowego "Ceny Paliw Niżej" (CPN), dynamika cen w kraju ponownie drastycznie przyspieszy.

Nowe, wyższe rachunki za energię i paliwa błyskawicznie "zjedzą" znaczną część nominalnego wzrostu czerwcowych płac. Sygnały ostrzegawcze były już wcześniej, bo prawdziwa inflacja w Polsce wypełzła zza pleców GUS-u, a tego komunikatu NBP nie da się zlekceważyć.

Co na to Rada Polityki Pieniężnej? Kredytobiorcy mogą odetchnąć

Paradoksalnie, to postępujące schłodzenie rynku pracy i redukcja etatów w kluczowych sektorach niosą ze sobą jedną dobrą wiadomość. Ponieważ pracownicy tracą dawną siłę przetargową, drastycznie maleje ryzyko powstania niebezpiecznej dla gospodarki spirali płacowo-cenowej (w której wysokie żądania płacowe napędzają drożyznę w sklepach).

Jak zauważa naTemat, dużo niższe raty kredytów są możliwe, bo w 2026 roku wchodzi nowy porządek w finansach – niewielkie podwyżki pensji studzą inflację, a to zdejmuje presję z banku centralnego.

Dla Rady Polityki Pieniężnej to idealny scenariusz. Członkowie RPP mogą bez nerwowych ruchów pozostawić stopy procentowe w Polsce na niezmienionym poziomie. Jak przewidują eksperci Portu, nawet spodziewany, ponowny wzrost cen energii w drugiej połowie roku nie powinien zmusić Rady do podwyższania kosztu pieniądza, co oznacza stabilizację rat dla osób spłacających kredyty hipoteczne.