
Ile będzie warta polska emerytura za kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat? Prognozy ZUS nie pozostawiają złudzeń – świadczenia będą coraz mniej warte. Ekspert wskazuje również, jakie zmiany mogłyby ograniczyć skalę problemu.
Najnowsze wyliczenia ZUS wywołują niepokój. Mimo że kwoty świadczeń będą rosły, ich realna wartość ma drastycznie spadać. Jak wynika z prognoz przedstawianych przez PAP, w 2027 roku średnia emerytura ma odpowiadać 54,1 proc. średniej krajowej.
Emerytury będą coraz niższe względem pensji. ZUS pokazuje prognozy
W następnych latach ma być tylko gorzej. W 2030 roku wskaźnik ten ma spaść do poziomu 52,1 proc., w 2040 roku osiągnie 43 proc., natomiast w 2050 roku wyniesie już zaledwie 34,4 proc.
Dalsze prognozy są jeszcze bardziej pesymistyczne. W 2060 roku średnie świadczenie wyniesie 29 proc. przeciętnego wynagrodzenia, w 2070 roku obniży się do 26,1 proc., a do 2080 roku spadnie do zaledwie 24,5 proc. Sama waloryzacja emerytur 2027 tego trendu nie odwróci – podwyżki dotyczą kwot nominalnych, a nie relacji świadczenia do zarobków osób pracujących.
Zdaniem dr. Tomasza Lasockiego z Politechniki Warszawskiej przyszłość rysuje się jeszcze gorzej – większość Polaków może wkrótce pobierać jedynie świadczenia minimalne. Ekspert zaznacza, że to wina nie tylko starzenia się społeczeństwa, ale przede wszystkim samego mechanizmu wyliczania emerytur.
– Nawet gdyby w przyszłym roku pojawiło się kilkanaście milionów więcej obywateli, to nie zmieni to sposobu obliczenia emerytury. To kwestia formuły zapisanej w ustawie – mówi dr Lasocki, cytowany dla PAP w serwisie money.pl.
Zdaniem eksperta system nie zbankrutuje, ale kluczowy dylemat dotyczy tego, czy przyszłe emerytury wystarczą na zaspokojenie podstawowych potrzeb i godne życie.
Dane demograficzne są bezlitosne. Z raportów GUS wynika, że w 2024 roku w Polsce żyło 7,39 mln emerytów – odpowiadali oni za 19,7 proc. całej populacji, a ich grono powiększyło się w skali roku o 1,7 proc. Kolejne odczyty GUS pokazują przy tym, że populacja kurczy się szybciej niż zakładano, co dodatkowo psuje proporcje między płacącymi składki a pobierającymi świadczenia.
Zobacz także
Coraz więcej emerytów, coraz mniej pracujących. ZUS ostrzega
Prognozy ZUS zapowiadają dalszy, dynamiczny wzrost liczby emerytów: do 7,9 mln w 2030 roku, 8,9 mln w 2040 roku, 10,2 mln w 2050 roku, aż po rekordowe 10,6 mln w 2060 roku. Dopiero w kolejnych dekadach trend ulegnie odwróceniu – do 10 mln w 2070 roku i 9,7 mln w 2080 roku.
Równocześnie skurczy się liczba pracujących. Jak wyjaśnia Lasocki, nie zmusi to państwa do wydawania większej części PKB na świadczenia – po prostu zbliżoną pulę pieniędzy trzeba będzie podzielić na znacznie więcej osób.
– Wyjdzie na to, że algorytm podzieli te same kilkanaście procent PKB, ale na więcej osób, a więc "na głowę" każda z nich dostanie mniej – twierdzi ekspert.
Dziś najniższa emerytura w Polsce wynosi 1978,49 zł brutto i przysługuje po osiągnięciu wieku emerytalnego oraz odpowiedniego stażu ubezpieczeniowego – 20 lat dla kobiet oraz 25 lat dla mężczyzn. Zdaniem Lasockiego to właśnie te zasady wymagają pilnej reformy.
Jak podnieść przyszłą emeryturę? Ekspert proponuje zmiany w ZUS
Ekspert zwraca uwagę, że łatwiej dziś wypracować staż niż zgromadzić kapitał dający wypłatę wyraźnie wyższą od minimum. Dlatego postuluje zmianę zasad: po 25 latach odkładania minimalnych składek każda kolejna wpłata powinna realnie podwyższać kwotę świadczenia.
Obecne zasady mają osłabiać motywację do płacenia wyższych składek. Osoby, które wiedzą, że i tak dostaną jedynie minimalną emeryturę, wolą ograniczyć wpłaty do kwot dających wyłącznie wymagany staż pracy. To, ile realnie znaczy każda dodatkowa złotówka na koncie, dobrze pokazała czerwcowa operacja, w której ZUS przeliczył emerytury i podbił stan kont ubezpieczonych.
Dr Lasocki postuluje również pełne objęcie składkami ZUS wszystkich umów cywilnoprawnych – w tym zleceń oraz umów o dzieło – a także pozostałych form zarobkowania, nie wyłączając pracujących studentów.
Ekspert opowiada się także za zrównaniem wieku emerytalnego kobiet do minimum 65 lat. Argument, że równy wiek emerytalny uderzyłby w kobiety, coraz częściej zderza się z wyliczeniami pokazującymi coś odwrotnego. Jak zaznacza Lasocki, każde dodatkowe pięć lat aktywności zawodowej po osiągnięciu uprawnień emerytalnych pozwala podnieść przyszłe świadczenie średniorocznie o ponad 50 proc.
Oznacza to, że kondycja całego systemu zależy nie tylko od samej demografii, ale w równej mierze od długości pracy Polaków oraz realnej puli składek trafiających na ich konta.
Czy obawiasz się, że Twoja przyszła emerytura będzie zbyt niska?
2 odpowiedzi






