Jezioro Mikołajki na Mazurach.
Poznańscy naukowcy zbadali jeziora na terenie Pojezierza Mazurskiego, Wigirskiego Parku Narodowego oraz Suwalskiego Parku Krajobrazowego (fot. ilustracyjne). Fot. daily_creativity/Shutterstock.

Od jeziora Czos po najgłębszą Hańczę – polskie zbiorniki zmagają się z napływem mikrowłókien. Naukowcy zbadali 11 polskich jezior, a z ich badań wynika, że zanieczyszczenia trafiają nawet do najczystszych jezior. Winne jest temu m.in. nasze pranie.

REKLAMA

Kupując tanie, syntetyczne ubrania, rzadko myślimy o ich środowiskowym koszcie. Nawet nie chodzi o ludzi, którzy bezmyślnie wyrzucają je do lasu. Okazuje się, że pranie poliestru czy nylonu generuje ogromne ilości mikrowłókien. Badacze z Politechniki Poznańskiej i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego sprawdzili, dokąd trafiają te cząstki. Wyniki opublikowane w czasopiśmie "Chemosphere" pokazują bezpośredni wpływ człowieka na stan czystości akwenów.

Turystyka i miasto zostawiają ślad

Naukowcy zbadali próbki wody z 11 jezior na terenie Pojezierza Mazurskiego, Wigierskiego Parku Narodowego oraz Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Używając spektroskopii Ramana, zidentyfikowali obecność mikroplastiku we wszystkich akwenach – włókna stanowiły średnio aż 75 proc. zanieczyszczeń.

Do oceny skali zjawiska wykorzystano indeks antropopresji (IA), biorący pod uwagę ruch turystyczny, bliskość dróg, głębokość zbiornika i zurbanizowanie. Badania wykazały jasną korelację (p = 0,007): im większa presja człowieka, tym wyższe stężenie mikrowłókien.

  • Jeziora miejskie: W akwenach w granicach miast (np. jezioro Czos w Mrągowie czy Mikołajskie) odnotowano od 285 do 845 włókien na m³ wody (maksymalnie 875/m³).
  • Obszary chronione: W parkach narodowych wartości wynosiły od 33 do 370 włókien na m³.
  • Brak szczelnych barier

    Status ochrony zmniejsza stężenie zanieczyszczeń, lecz nie tworzy pełnej tarczy. Mikrowłókna wykryto nawet w odizolowanym i głębokim jeziorze Hańcza (ponad 100 m). Oznacza to, że mikroplastik dociera do wód nie tylko ściekami, ale też wiatrem i opadami.

    Zanieczyszczenie mikrowłóknami uderza w ekosystem, rybołówstwo oraz atrakcyjność turystyczną regionu. Wymaga to poprawek w filtracji ścieków oraz rozważniejszych zakupów odzieży i sprzętu AGD.

    Jeszcze daleko tej sytuacji do katastrof ekologicznych, obfitujących w widok setek śniętych ryb, ale warto pamiętać, że nawet tereny dziewicze nie są wolne od zanieczyszczeń. Jak pisaliśmy na INNPoland, fińscy naukowcy odnaleźli ślady mikroplastiku w fiordach – zapewne przyniesiony z deszczem lub w rybach.

    Źródło: Politechnika Poznańska.