Bramki na A1.
Ministerstwo Infrastruktury planuje poszerzyć sieć dróg płatnych w systemie e-TOLL o 880 kilometrów. Fot. Lili_Ess/Shutterstock

Rząd dokręca śrubę przewoźnikom: system e-TOLL powiększy się o kolejne 880 km dróg krajowych, ekspresowych i autostrad. Choć opłaty trafiające do Krajowego Funduszu Drogowego omijają kierowców aut osobowych, branża transportowa alarmuje. W połączeniu z rosnącymi cenami paliw nowe stawki drogowego e-TOLL drastycznie podniosą koszty logistyki. Skutek? Wyższe wydatki na transport towarów błyskawicznie przełożą się na droższe zakupy na sklepowych półkach.

REKLAMA

Ministerstwo Infrastruktury przygotowało projekt rozporządzenia zakładający powiększenie sieci dróg płatnych w systemie e-TOLL do aż 6,75 tys. kilometrów. Kolejne odcinki autostrad, dróg ekspresowych i tras krajowych staną się płatne dla pojazdów ciężarowych oraz autobusów.

Płatne drogi w Polsce. e-TOLL dłuższy o 880 km

Zgodnie z planami rządu, system elektronicznego poboru opłat powiększy się o kolejne 880 km. Oznacza to, że łączna długość tras, za które przewoźnicy będą musieli płacić, wzrośnie z dotychczasowych 5,87 tys. km do niemal 6,75 tys. km. Projekt regulacji, który ma wejść w życie 16 marca 2027 roku, trafi pod obrady Rady Ministrów jeszcze w IV kwartale 2026 roku.

Choć opłaty na nowych odcinkach nie będą dotyczyć samochodów osobowych (te uiszczają należności jedynie na koncesjonowanych fragmentach A1, A2 i A4), przeciętny Kowalski i tak odczuje nowe przepisy we własnym portfelu.

Koszty transportu i drogie paliwo windują ceny w sklepach

Rozszerzenie sieci płatnych dróg zbiega się w czasie ze wzrostem cen paliw na stacjach benzynowych, wywołanym atakiem USA na Iran. Skoki notowań ropy, zmiany kursów walut oraz utrzymująca się presja inflacyjna sprawiają, że tankowanie potężnych baków ciężarówek staje się dla firm logistycznych coraz większym obciążeniem finansowym.

Koszty transportu stanowią istotną składową ceny końcowej niemal każdego produktu – od chleba i mleka, przez materiały budowlane, aż po elektronikę. Kiedy nałożymy na siebie wysokie ceny oleju napędowego (na tanią ropę możemy poczekać nawet lata) oraz kolejne opłaty drogowe w ramach e-TOLL, przewoźnicy nie będą mieli innego wyjścia, jak przerzucić te koszty na hurtowników i dystrybutorów.

Ci z kolei zrekompensują to sobie, podnosząc ceny dla sklepów detalicznych. Kolejnym ogniwem w łańcuchu przerzucania kosztów są klienci. Do tego dochodzą koszty pracy. Rosnące zarobki kierowcy TIR przy wciąż brakujących rękach do pracy to kolejna pozycja, która podnosi koszt każdego kursu z towarem.

Firmy mają częściej wybierać transport kolejowy

To nie pierwsza taka zmiana w ostatnim czasie. Zaledwie w lutym 2026 roku system e-TOLL objął dodatkowe 645 km tras (m.in. na S1, S3, S5, S7 czy rozbudowywanej A2). Jednocześnie wprowadzono drastyczne podwyżki samych stawek – w zależności od kategorii pojazdu (powyżej 3,5 t) opłaty wzrosły od 40 do 42 proc.

Ministerstwo Infrastruktury argumentuje, że poszerzanie systemu ma na celu dostosowanie polskich warunków do standardów europejskich oraz lepsze rozłożenie ciężaru transportu towarów, zachęcając rynek do częstszego wybierania kolei.

To tłumaczy też, dlaczego w Polsce nie mamy winiet: państwo stawia na system rozliczany za każdy przejechany kilometr ciężarówki. Głównym beneficjentem zmian jest Krajowy Fundusz Drogowy, z którego finansowane są kolejne inwestycje oraz utrzymanie tras.

Zgodnie z prognozami, wpływy z e-TOLL tylko w 2026 roku mają przynieść państwu kwotę blisko 6,6 mld zł.