
Na tę decyzję czekaliśmy od lat. Sejmowa Komisja ds. Petycji dała zielone światło dla rewolucyjnego podniesienia pierwszego progu podatkowego – w grze jest nawet 171 tys. zł. Co ciekawe, ta nagła wrzutka całkowicie krzyżuje szyki opozycji i neutralizuje socjalne obietnice Przemysława Czarnka, ale nie podoba się też rządowi.
W całej sytuacji najciekawsze jest to, że na podwyższenie progu forsowane w Sejmie (w którym większość głosów ma koalicja) za nic nie chce się zgodzić Ministerstwo Finansów, czyli rząd przez tę samą koalicję tworzony.
To nie pierwszy raz, gdy w obozie władzy iskrzy na tym tle. A co jeszcze ciekawsze, projekt podwyższenia progu skierował do dalszych prac nie kto inny, jak Rafał Bochenek. Jest on szefem Komisji ds. Petycji, która pchnęła dokument wyżej, do Komisji Finansów Publicznych.
Dla Bochenka to również ryzykowne zagranie, bo dosłownie wytrąca oręż z rąk PiS. Przecież kilka tygodni temu przyszły lub niedoszły premier tej partii, Przemysław Czarnek, hucznie obwieścił, że jak już zostanie szefem rządu, to podwyższy próg do 180 tysięcy.
Sejmowa licytacja na podatki: próg podatkowy jako ekonomiczny skansen
Dawno w Sejmie nie było takiej jednomyślności – projekty podwyżki progów podatkowych płyną z każdej strony. W InnPoland.pl od wielu tygodni powtarzamy to jak mantrę, pokazując, że rząd się cieszy, choć polski system podatkowy to patologia. Obecny pierwszy próg podatkowy w Polsce to po prostu ekonomiczny skansen.
Wprowadzony w 2022 roku limit 120 000 zł brutto rocznie, powyżej którego wchodzimy w drakońską stawkę 32 proc. PIT, przez lata galopującej inflacji stał się ordynarną pułapką na klasę średnią. Dzisiaj w tej pułapce zatrzaskuje się każdy, kto zarabia powyżej 11 878 zł brutto miesięcznie. W realiach 2026 roku to żadne bogactwo – to po prostu przyzwoite zarobki specjalisty, menedżera czy wykwalifikowanego rzemieślnika.
Wreszcie coś drgnęło. Sejmowa Komisja do Spraw Petycji podjęła kluczową decyzję o skierowaniu do dalszych prac obywatelskiego projektu, który zakłada podniesienie pierwszego progu podatkowego do spektakularnych 171 000 zł.
Polityczne szachy wokół progu 171 tysięcy
Ta decyzja to z jednej strony ekonomia, z drugiej polityczny manewr wyprzedzający. Przecież jeszcze niedawno Prawo i Sprawiedliwość, ustami m.in. Przemysława Czarnka, próbowało budować swój polityczny kapitał na obietnicach emerytalnych i podatkowych prezentów dla twardego elektoratu.
Rozbierałem już zresztą na czynniki pierwsze pomysły Czarnka – propozycja progu 180 tys. zł była tam jednym z hitów. Opozycja chciała licytować się z rządem na socjalny populizm, stawiając rządzących w pozycji tych "złych", którzy żałują Polakom grosza.
Przekazanie do dalszych prac petycji o podwyższenie progu do 171 tys. zł całkowicie wytrąca ten oręż z rąk PiS. Co najciekawsze – przewodniczącym komisji, która dała projektowi zielone światło, jest... poseł PiS Rafał Bochenek.
Parlament zagrał tu va banque: zamiast odrzucić petycję, wrzucił ją na agendę Komisji Finansów Publicznych, gdzie leżą już dwa inne projekty (prezydencki od Karola Nawrockiego oraz poselski), oba zakładające bezpieczniejsze dla budżetu 140 000 zł.
Zobacz także
Stanowisko Ministerstwa Finansów: deficyt i 19,7 mld złotych ubytku
Jednocześnie ten projekt jest kłopotem dla rządu. "Biorąc pod uwagę aktualne uwarunkowania geopolityczne, makroekonomiczne, w tym wysoki poziom deficytu (...) oraz objęcie Polski unijną procedurą nadmiernego deficytu – nie przewidujemy wprowadzenia rozwiązań skutkujących zmniejszeniem dochodów na obecnym etapie" – ucięła spekulacje Beata Śliwińska z Departamentu Podatków Dochodowych MF. Takie stanowisko przedstawiła pod koniec maja na posiedzeniu Komisji ds. Petycji. To zresztą spójne z wcześniejszą linią resortu.
Resort finansów faktycznie ma twardy orzech do zgryzienia. Wojsko kosztuje miliardy, Bliski Wschód płonie, a Bruksela patrzy nam na ręce przez procedurę nadmiernego deficytu. Urzędnicy wyliczyli, że propozycja 171 tys. zł wyrwie z sektora finansów publicznych blisko 19,7 miliarda złotych.
Straciłby nie tylko budżet centralny, ale przede wszystkim samorządy, dla których PIT to główne źródło utrzymania. Tym bardziej zgrzyta tu fakt, że najbogatsi płacą procentowo grosze, co obnażyło wyznanie polskiej milionerki o składce zdrowotnej, które podpaliło sieć.
Prezydencki, obywatelski i poselski – festiwal propozycji
Obecnie w Sejmie mamy do czynienia z prawdziwym festiwalem propozycji rozwiązania problemu progu podatkowego. Wciąż obowiązuje limit 120 tysięcy rocznie (11 878 zł miesięcznie), który drenuje kieszenie klasy średniej. Prezydencki projekt zakłada podniesienie progu do 140 tysięcy, a obywatelski do 171 tysięcy i powiązanie go z dwukrotnością rocznej mediany zarobków.
Ten mechanizm powiązania progu z dwukrotnością mediany wynagrodzeń (wg danych GUS mediana to 7 138 zł brutto) sprawiłby, że system podatkowy nareszcie stałby się elastyczny i odporny na rynkowe zawirowania.
Co z tego wyniknie dla ciebie?
Gra w Sejmie weszła w decydującą fazę. Ministerstwo Finansów będzie robić wszystko, by petycję obywatelską ubić w Komisji Finansów Publicznych. Jednak polityczna cena odrzucenia tego projektu w całości jest zbyt wysoka – zwłaszcza w momencie, gdy z każdej strony sceny politycznej płynie przekaz o konieczności ulżenia pracownikom.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz? Finisz prac w okolicach bezpiecznego kompromisu na poziomie 140 000 zł. To wciąż nie jest szczyt marzeń, ale dla setek tysięcy specjalistów w Polsce oznaczałoby to realny oddech i kilkaset złotych więcej na koncie co miesiąc.






