
Ponad sto lat historii dobiegło końca. Sąd ogłosił upadłość dawnego producenta żarówek z Pabianic, a decyzja dotknie ponad 600 pracowników jak i setkom współpracujących z firmą przedsiębiorstw. W tle pojawia się głośna afera finansowa w Stanach Zjednoczonych.
Oficjalny koniec polskiego producenta oświetlenia z ponad 100-letnią historią. Jak podaje Onet, w środę sąd ogłosił upadłość zakładu, który padł ofiarą potężnej afery gospodarczej w Stanach Zjednoczonych.
Ponad sto lat historii zakończyło się upadłością
Przez zawirowania za oceanem pracę i stabilizację może stracić około 600 osób. Nastroje wśród załogi są fatalne, a oliwy do ognia dolewają doniesienia medialne o ekstrawaganckim stylu życia amerykańskiego inwestora, który doprowadził firmę do ruiny.
Fabryka, o której mowa, założona została w 1921 roku jako Polska Żarówka Osram, w czasach PRL przekształciła się w potężny Polam zatrudniający tysiące osób, by później przejść w ręce Philipsa i Lumileds. Kres tej imponującej historii nadszedł dwa lata temu, gdy zakład przejął amerykański koncern First Brands Group – to wtedy lokalna duma zmieniła się w wielki kryzys. O tym, że 700 osób może stracić pracę w dawnym Osramie, pisaliśmy jeszcze wtedy, gdy załoga liczyła na inwestora i cud w ostatniej chwili.
Problemy zaczęły się po zmianie właściciela
Lumileds pozbył się pabianickiego zakładu, ponieważ fabryka opierała się na klasycznym oświetleniu samochodowym (m.in. halogenach), podczas gdy branża motoryzacyjna masowo przesiada się na technologię LED. Tradycyjne żarówki wciąż jednak mają wzięcie na rynku części zamiennych – i to właśnie w tej niszowej sprzedaży hurtowej specjalizuje się First Brands Group.
– (...) nasza fabryka przestała płacić dostawcom za materiały, które wykorzystujemy na liniach produkcyjnych. To wchodzenie w długi było decyzją z Ameryki, wplątaliśmy się w ich spiralę, a dodatkowo traciliśmy zaufanie dostawców – mówi jeden z pracowników w rozmowie z serwisem Onet.
Setki pracowników stoją przed niepewną przyszłością
W fabryce od połowy lipca trwa zaplanowana, kilkutygodniowa przerwa w produkcji. Choć oficjalnie to przestój techniczny, w tle trwają już pierwsze redukcje etatów, na razie omijające procedurę zwolnień grupowych. To scenariusz znany z innych zakładów – niedawno głośne były choćby masowe zwolnienia w polskim przedsiębiorstwie "NOWOMAG" , gdzie likwidacja objęła całą załogę fabryki z niemal 50-letnią historią.
Zobacz także
Pracownicy nie czekają biernie na rozwój wypadków. Jak zdradza Onet-owi jeden z inżynierów, większość kadry technicznej aktywnie szuka nowego zatrudnienia, a niektórzy już je znaleźli. Trudniej mogą mieć pracownicy fizyczni z linii produkcyjnej – praca dla nich się znajdzie, ale najpewniej będą musieli pogodzić się z uciążliwymi dojazdami poza Pabianice. Statystyki dają im pewną nadzieję: zwolnienia grupowe w 2026 roku wyhamowały, ale rynek pracy to dziś pole minowe – ofert ubywa, a kolejne firmy zapowiadają cięcia.
Sąd ogłosił upadłość. Ucierpią także inne polskie przedsiębiorstwa
W środę Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia ogłosił upadłość Ultinon Motion Poland i powołał syndyka dla wierzycieli, co jest skutkiem wniosku zarządu z marca 2026 roku. Decyzja ta uderza w 681 pracowników oraz około 200 współpracujących z zakładem przedsiębiorstw, z którymi roczne obroty fabryki wynosiły dotychczas blisko 80 milionów złotych.
Pabianice nie są tu wyjątkiem – kilka tygodni wcześniej Fibris z Przemyśla ogłosił upadłość i 300 pracowników zostało na lodzie, a mechanizm był podobny: długi, utrata płynności, wstrzymana produkcja.
Prawdopodobnie najbardziej bulwersującym faktem całej sprawy jest to, że za upadkiem fabryki stoi międzynarodowy skandal finansowy. Amerykański właściciel, First Brands Group, ogłosił bankructwo już we wrześniu 2025 roku – zaledwie rok po przejęciu polskiego zakładu.
Amerykańska afera finansowa doprowadziła do katastrofy
Całe globalne imperium grupy zostało zbudowane na gigantycznym długu, którego firma nie była w stanie spłacić. Sprawa ma też wątek kryminalny: w styczniu 2026 roku prokuratura w Nowym Jorku oskarżyła szefa koncernu, Patricka Jamesa, o wyłudzanie kredytów bankowych na podstawie sfałszowanych dokumentów finansowych.
Proces w Nowym Jorku zaplanowano na początek 2027 roku. Patrick James opuścił już areszt i na wolności przygotowuje linię obrony ze swoimi prawnikami. Tymczasem amerykańskie media, w tym Business Insider, ujawniają szokujące wydatki z kont bankrutującego koncernu – z firmowych pieniędzy opłacano m.in. prywatnego kucharza byłego prezesa (za pół miliona dolarów) oraz jego trenera personalnego (za 150 tysięcy dolarów).
Kontrast między majątkiem właściciela a losem załogi to zresztą motyw, który przerabialiśmy przerabialiśmy już wcześniej np. North Fish miał najbogatszego Polaka za plecami, a pracownicy nie mogli doczekać się pensji.
Czy państwo powinno mocniej chronić polskie zakłady przed skutkami problemów zagranicznych właścicieli?
21 odpowiedzi






